*Oczami Sophie*
Obudziło mnie mocne chrapanie chłopaków. Postanowiłam je zignorować niestety to nie ustępowało i musiałam w końcu wstać. Nie chciałam ich budzić więc postanowiłam ,że pójdę się wykąpać. Wyciągnęłam białą bokserkę, czarne rurki, czerwoną bejsbolówkę ,czerwone vansy i bieliznę. Również wzięłam kosmetyczkę i po cichu wyszłam z namiotu. Udałam się do dużej budki gdzie znajduje się 'łazienka'. Była bardzo ładna. Weszłam do niej i odłożyłam rzeczy na pralkę. Odkręciłam wodę w kabinie i zdjęłam swoje stare ubrania. Po chwili weszłam do prysznica. Po umyciu się i swoich włosów co zajęło mi ok. 20 minut wyszłam z niej. Wytarłam się ręcznikiem i ubrałam bieliznę ,a potem ubrania. Przy umywalce i lustrze umyłam zęby po czym nałożyłam na twarz trochę pudru i mascarę. Wysuszyłam włosy ,jednocześnie je układając , spakowałam wszystkie swoje rzeczy i wyszłam z namiotu.Niestety oni dalej spali. Gdy wyciągnęłam telefon ukazała mi się godzina 10. Mało spałam. Położyłam się koło nich, wyciągnęłam słuchawki i książkę i zaczęłam czytać. Po godzinie czytania bardzo wciągającej lektury postanowiłam ich obudzić. Szturchnęłam Chaza. Nic. Popchnęłam lekko Christiana. Zero reakcji. Pociągnęłam Justina. Znów. Jakby byli jakimiś lalkami. Wpadłam na pomysł. Wyszłam cicho z namiotu i po chwili darłam się jak tylko mogłam ,że się topie. Tak naprawdę to stałam może metr od namiotu. Po chwili cała trójka wybiegła z namiotu, prawie go łamiąc. Zaczęłam się z nich śmiać. Oni zdezorientowani nie wiedzieli co zrobić. W pewnym momencie popatrzyli się na mnie, podbiegli do mnie, wzięli mnie na ręce i zaczęli biec w stronę pomostu.
- Dopiero co się umyłam i ubrałam te ubrania! - krzyczałam w niebo głosy. Dosłownie przed wpadnięciem do jeziora zatrzymali się. Wyszłam z ich ucisku i sama wrzuciłam ich do jeziora.Znów nie mogłam powstrzymać śmiechu. Śmiałam się tak ,że nie zauważyłam kiedy Justin ściągnął mi buty i pociągnął za nogi tak ,że wpadłam na niego. Jedyny plus był taki ,że nie zanurzyłam się w wodzie i nie miałam mokrych włosów. Christian ściągnął ze mnie bejbolówkę.
- Jesteście idiotami. - krzyczałam do nich ,a oni się tylko śmiali.
- Justin, proszę, nie puszczaj. - pisnęłam kiedy chciał powoli mnie puszczać tak, że w wyniku tego wpadłabym cała do wody.
- Mhm. Chyba wątpie. - Bieber się zaśmiał.
- Jeżeli mnie kochasz tak mocno jak ja Ciebie to nie puszczaj mnie. Wiem ,że jestem ciężka ale nie chcę być mokra. - piszczałam.Nagle Justin poprawił mnie i wcale nie wpadałam już do wody. Pocałowałam go w usta.
- Nie jesteś wcale ciężka. Nie puszczę Cię. Nigdy - szepnął do mnie i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech. Złączyliśmy nasze usta w namiętnym pocałunku. Chciałam puścić lecz Justin pogłębił pocałunek. W pewnym momencie poczułam jego język, a po chwili ja dołączyłam swój. Nasze języki prowadziły walkę. Gdy po pewnym czasie odsunęliśmy się od siebie Chaz i Christian śmiali się z nas. Justin odstawił mnie na pomoście i zaczął molestować dwóch bezradnych chłopców. Wyglądali jak wariaci. Zrobiłam im kilka zdjęć telefonem, a potem ustawiłam jeden z nich na tapetę. Po 15 minutach gapienia się na nich postanowiłam przerwać tą całą walkę.
- Okej. Koniec. Stop .- krzyknęłam na pół jeziora. Cała trójka popatrzyła się jednocześnie na mnie.
- Przestańcie. Za chwilę idziemy na śniadanie. - zaśmiałam się. Wstałam z pomostu i ruszyłam do namiotu. Gdy weszłam tam nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Nigdy w życiu nie miałam większego burdelu, a to jest jakiś mały namiot. Szybko zebrałam papierki od cukierków i lizaków. Poprawiłam śpiwór. Ogarnęłam walizkę. Gdy wyszłam z namiotu ujrzałam stojących i śmiejących się facetów - Chaza, Christiana i Justina. Byli już przebrani. Chaz miał na sobie niebieską bluzę zakładaną przez głowę z brązowym psem, a na nogi ubrał czarne rurki i czarne vansy. Christian ubrał się w granatowe jeansy oraz pomarańczową koszulę z długim rękawem i czarne buty. Justin założył czarne luźne spodnie, czarną luźną koszulkę z krótkim rękawkiem oraz jeansową kamizelkę bez rękawów. Na nogach miał czarne supry. Wyglądali prześlicznie. Mieli niezły gust.
- Idziemy? - zapytałam ,a w tym momencie Justin złapał mnie za rękę. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.
- Jasne. - odpowiedział Beadles i całą paczką ruszyliśmy do stołówki. Podczas drogi nikt się nie odzywał. Gdy weszliśmy do stołówki i zajęliśmy nasze miejsca Christian zaczął.
- Szperałem ostatnio w sieci i okazało się ,że można zwiedzić w tej okolicy niesamowite rzeczy i jednocześnie się zabawić. Możemy się dzisiaj i w inne dni wybrać gdzieś. - po skończonych zdaniach cierpliwie czekał na nasze odpowiedzi. Ucieszyłam się z tego powodu, ponieważ możemy gdzieś się wyrwać i nie musimy cały czas tkwić nad tym jeziorem.
- To niesamowity pomysł. - zaczęłam uśmiechając się do wszystkich po kolei.
- To możemy dzisiaj się gdzieś wybrać. - powiedział Justin patrząc na mnie jednocześnie jedząc swoją usmażoną jajecznicę. Uśmiech nie znikał mi z twarzy. Uwielbiam zwiedzać i jednocześnie bawić się.
- A kiedy mówiłeś ,że można się zabawić ,co miałeś na myśli? - wtrącił Chaz patrząc się na Chrisa.
- Są różne ciekawe parki linowe, fajne miejscówki do imprezowania. - odpowiedział Christian.
- Parki linowe?! Jedziemy !- krzyknął na pół stołówki Chaz. Większość osób popatrzyła się dziwnie na niego ale on to zignorował. Zaczęłam się z Justinem z niego śmiać.
- No dobrze. Dzisiaj możemy? - zaczął nagle Justin.
- Tak.- odpowiedziałam mu miło. Nic już nie mówiliśmy tylko kończyliśmy swoje śniadanie.
*2 godziny później*
*Oczami Justina*
- Gotowi? Jedziemy już! - usłyszałem głośny krzyk dobiegający z auta. Byli to Chaz i Christian. Czekali na mnie i na Sophie. Wstaliśmy i wyszliśmy z namiotów.
- Spakowałam potrzebne rzeczy. Możemy iść. - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała mnie w usta. Spodobało mi się to. Chciałem więcej lecz ona się od wróciła i pobiegła do chłopców.
- Cwana. - szepnąłem do siebie tak aby nikt nie usłyszał i poszedłem za nią. Chaz i Christian siedzieli z przodu. Ja z Honey nie mieliśmy innego wyjścia jak tylko usiąść z tyłu. Było ciepło. Każdy miał krótkie spodenki i bluzki. Założyłem okulary przeciwsłoneczne, a w tym momencie Chaz odpalił silnik i wyjechaliśmy z naszego obrębu ,a później z nad jeziora. Przez całą drogę śpiewaliśmy jakieś chore piosenki. Christian wszystkich nagrywał. Śmialiśmy się w niebo głosy. Było idealnie. Takie wakacje kocham. Zero obowiązków, wszystko na spontanie. Można zabawić się z przyjaciółmi i pośmiać się. Nagle Sophie wyciągnęła telefon i zrobiła mi zdjęcie.
- Co ty robisz? - zdziwiłem się. Shawty się speszyła i schowała telefon. Tak, jest cicha.
-Przepraszam.- szepnęła prawie nie słyszalnie. Otarłem swój kciuk o jej policzek.
- Nie przepraszaj skarbie. - uśmiechnąłem się do niej najsłodziej jak potrafiłem. Pocałowała mnie w policzek. Po chwili dojechaliśmy.
- No to się zabawimy !- krzyknął Chaz wyciągając kluczyki ze stacyjki.
***