*Oczami Justina*
Kiedy pożegnaliśmy się ze wszystkimi , Sophie pociągnęła mnie za rękę w stronę naszych namiotów.
- Czemu tam idziemy?- zapytałem nagle
- Może dlatego ,że jesteśmy cali mokrzy ,a jest zimno. - odpowiedziała.
- Masz rację. - uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją w czoło. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się. Gdy doszliśmy do naszych namiotów ja wszedłem do swojego, a ona do swojego. Przebrałem się w długie czarne rurki , czerwoną bluzę zakładaną przez głowę oraz czerwone Supry. Gdy wyszedłem podszedłem do namiotu Sophie. Po chwili z niego wyszła. Miała na sobie czarne getry oraz luźną bluzkę z krótkim rękawem ,a na to czarną bluzę. Na nogach miała czarne converse.
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją.
- Ty również. - odpowiedziała i złapała mnie za rękę. Ruszyliśmy.
- Opowiedz mi o sobie.- wtrąciłem nagle.
- A co chcesz wiedzieć?
- Wszystko. Co lubisz robić, czego słuchasz, skąd jesteś, jaka jesteś, a no i najważniejsze pytanie. Czemu chłopcy nazywają Cię Honey?
- Lubię czytać, pisać oraz słuchać muzyki.Lubię słuchać tego co mi wpadnie w ucho. Jestem z Los Angeles. Jestem cicha, jestem kujonicą, jestem miła. Honey? Mówią na mnie tak ,ponieważ jestem ich skarbkiem. Znamy się od przedszkola. Zawsze się przyjaźniliśmy. Ich nie obchodzi to ,że hejtują mnie w szkole, że mam takie i takie oceny. Oni będą zawsze przy mnie i będą mnie wspierać. - dokończyłam i uśmiechnęłam się do niego.
- Hejtują Cię w szkole? Dlatego ,że jesteś mądrą, inteligentną i śliczną dziewczyną? Trzeba być do sedna walniętym na mózg aby hejtować Cię. Mam nadzieję ,że nie przejmujesz się taką żałosną krytyką. Tak, masz racje. Chłopcy są cudowni. Też się przyjaźniliśmy, ale musiałem wyjechać. Niestety. To była jedna szansa na million. Nie mogłem jej zmarnować. Ale zrozumieli to,bo wiedzieli ile muzyka dla mnie znaczy. Odkąd wyjechałem, to jedyne o czym marzyłem to to ,aby właśnie pojechać tutaj i się z nimi spotkać. Ale spotkało mnie jeszcze większe szczęście. - powiedziałem i uśmiechnąłem się do Shopie. Zaczerwieniła się lekko. Pocałowałem ją w usta i postanowiliśmy już wracać do przyjaciół.
- Wiem o Tobie to, co chciałbym wiedzieć. Reszty nie musisz mi mówić. Poznam Cię. - powiedziałem szeptem kiedy już dochodziliśmy do pomostu gdzie spotkaliśmy naszych przyjaciół.
- Już się wykąpaliście do wyczerpania sił? - zapytałem Chaza i Christiana którzy byli cali przemoknięci do suchej nitki. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wróciliśmy na nasz obręb.
- Jesteśmy strasznie głodni. - powiedział Chaz i Christian.
- Mam wór słodyczy. - wtrąciła się Shopie.
- To idziemy do Ciebie! - rzucili chórem i powędrowaliśmy do jej namiotu.
- Ale ty masz tu czysto. - powiedziałem rozglądając się w około.
- Aj tam. Bez przesady. - odpowiedziała i uśmiechnęła się. Usiedliśmy ,a moja shawty podeszła do walizki i wyciągnęła worek słodyczy.
- Nie kłamałaś. Na prawdę masz tego sporo. - wtrącił Christian.
- Przecież ja nie kłamię. - zaśmiała się Shopie i podała nam worek, a sama położyła się tak ,że głowę miała na moich nogach.
- Słodko. - powiedział nagle Chaz.
- Ale słodycze czy my? - zaśmiałem się.
- Wy .....słodycze też - wybuchnęliśmy śmiechem.Uwielbiam takie wieczory. Najlepsi przyjaciele , najlepsza dziewczyna..i najlepsze słodycze.
- Kocham was. - powiedziałem nagle. Znów wybuchnęliśmy śmiechem.
- My Ciebie też. - szepnęła do mnie Sophie. Pocałowałem ją w usta. Wcinaliśmy różne cukierki, żelki, kwaśne, nie kwaśne. Wszystko było takie pyszne. Niech ta noc trwa wieczność.
- Dochodzi 4. Ludzie święty. - powiedziała nagle Sophie. Wszyscy już byliśmy zmęczeni. Za dużo słodyczy. Oj zdecydowanie.
- Chyba będę musiał się zaprzyjaźnić z dentystą. - zaśmiał się Christian.
- Jak wam sie nie chce możemy spać u mnie. - wtrąciła Honey.
- Okej! - krzyknęliśmy. Wszystkim ten pomysł odpowiadał. Kiedy wybiła 5 postanowiliśmy już się powoli kłaść. Kiedy mieliśmy się szykować do spania, nie zdążyliśmy nic zrobić ,bo całkiem zasnęliśmy. Ja na śpiworze, Sophie miała na mnie głowę , a chłopcy koło nas.
- Dobranoc. - szepnąłem niesłyszalnie.
Cudowny dzień. Cudowny wieczór. Cudowna noc.
***
piątek, 21 czerwca 2013
11.
*Oczami Justina*
- Chłopaki! Musicie mi pomóc! - podbiegłam do dwóch wariatów którzy kłócili się o żelka.
- No co tam Bro? - zabrałem im żelka,zjadłem go i zacząłem.
- Wiecie...
- Wiemy.
- No i jest sprawa. Nie zapytałem jej jeszcze o to czy będzie ze mną. A chciałbym to zrobić w najbardziej szalony sposób i wtedy kiedy nie będzie się tego spodziewać. Najlepiej jak jeszcze dziś. - powiedziałem uśmiechając się.
- No jasne,że Ci pomożemy! A tak ogólnie to jesteś nam winny żelka. Chodźcie !- krzyknął Chris. Pobiegliśmy się przygotować. Sophie zapędziliśmy do jakiejś dziewczyny z którą miała największy kontakt na ognisku. Mieliśmy zamiar bawić się w jeziorze. Tak nagle. Najlepiej ze wszystkimi. Wtedy wezmę magnetofon, zapytam się jej. Jeżeli mi odpowie, będzie dobrze. Jeżeli nie, chyba zwariuję. To będzie lekko na spontanie. Ale musi się udać. Jest godzina 17. Za chwilę kolacja. Plan zrealizujemy po kolacji. Wszystko jest już ustalone.
- Chodź już Sophie na kolację. - krzyknąłem do niej gdy zauważyłem ją idącą z koleżanką. Skręciły w stronę stołówki.
- Chodźcie chłopaki. - powiedział Christian do mnie i do Somersa (Chaza). Weszliśmy do stołówki ze wszystkimi i zajęliśmy miejsca. Na kolację dzisiaj parówki, kanapki.
- Smacznego. - powiedziała Sophie.
- O, dzisiaj ty pierwsza. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Smacznego. - i jedliśmy. Udawałem ,że jest okej ale w głębi duszy się strasznie stresowałem. Nie samym planem. Tylko tym ,że się nie zgodzi. Przecież to ,że mnie kocha nie oznacza ,że chce ze mną być.W końcu odrzuciłem złe myśli na bok i skupiłem się na jedzeniu. Po skończonym posiłku wyszliśmy ze stołówki.
- Idziemy nad jezioro? - zapytałem patrząc się na Sophie.
- Jasne. - wszyscy się zgodzili i ruszyliśmy na jezioro. Było dzisiaj pełno ludzi. Powoli robiło się ciemno. W tle puszczali jakieś piosenki.
- Chodźcie zabawimy się.- zaśmiałem się.
- Ale jak? - zapytała Sophie.
- Wskakujemy do jeziora, Shawty. - szepnąłem do niej. Wzdrygnęła się. Złapałem ją powoli za rękę. Zaczęliśmy biec na pomost. Cała 4. Gdy byliśmy już na pomoście, Sophie złapała mnie za rękę mocniej. Uśmiechnąłem się do niej i wszyscy skoczyliśmy do jeziora. Każdy bił brawo i krzyczał "uhu!".Czy coś. Wynurzyliśmy się na powierzchnie. Sophie śmiała się w niebo głosy. Objąłem ją. Byliśmy blisko pomostu więc wyciągnąłem rękę po magnetofon. Przyciągnąłem go do siebie. Ciągle trzymałem Sophie.
- Sophie Cook, czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i została moją dziewczyną? - mój głos rozszedł się na całe jezioro. Słyszeli to wszyscy uczestnicy. Popatrzyłem się na Sophie. Miała łzy w oczach. Zabrała mi magnetofon.
- T-tak.- krzyknęła do magnetofonu. Wszyscy zaczęli bić brawo. Odłożyła magnetofon i objęła mnie. Trzymałem ją. Złączyliśmy się w pocałunku. Najlepszy pocałunek jaki kiedykolwiek przeżyłem. Chaz i Christian skakali ze szczęścia w wodzie.
- Kocham Cię , Shawty. - szepnąłem.
- Czyli teraz mam nową ksywkę? - zaśmiała się.
- Ja też Cię kocham, Justin. - dokończyła i pocałowała mnie. Puściłem ją. Zaczęliśmy się wszyscy chlapać. Nagle poczułem jak kto mnie podtapia. Była to Sophie. Zanurzyłem się w wodzie i pociągnąłem ją za sobą. Byliśmy pod wodą. Objąłem ją i pocałowałem. Wynurzyliśmy się po chwili z wody.
- Uwierz. - szepnąłem jej do ucha. Nie wiem czemu. Może chciałem aby mnie poznała. Ona uśmiechnęła się ale widać było jakby sobie coś przypomniała. Podpłynęła do Christiana.
*Oczami Sophie*
Kiedy mój chłopak, Justin Bieber powiedział do mnie 'Uwierz' wtedy przypomniało mi się jak powiedział to do mnie kiedy byliśmy u mnie w domu,po rozmowie z rodzicami. Teraz zrozumiałam ,że chodziło mu o to abym powoli przyzwyczajała się do Justina.
- Wiem o co Ci chodziło, Christian.- powiedziałam do niego kiedy podpłynęłam w jego stronę.
- Z czym? - zapytał zdziwiony.
- Pamiętasz kiedy u mnie w domu ,kiedy płakałam po rozmowie z rodzicami szepnąłeś do mnie 'Uwierz'? Wiem ,że chciałeś wtedy przyzwyczaić mnie powoli do Justina. Skąd to wiem? Właśnie mi to szepnął do ucha. - powiedziałam. Christian się zaśmiał.
- Masz rację. - objął mnie i nagle krzyknął.
- Masz chłopaka Justina Biebera! Czy ty to rozumiesz?!- jak zwariowany taplał się w wodzie. Śmiałam się z niego i podpłynęłam do Justina. Rozmawiał z Chazem.
- No i jak tam? - zapytał się mnie Chaz.
- A super - uśmiechnęłam się do niego i poczułam ręce Justina na moim brzuchu.
- Co? - zapytałam odwracając się do niego.
- Nic. Jezu , jak się cieszę ,że Cię poznałem. Muszę się o Tobie dużo dowiedzieć. - powiedział i pocałował mnie czule w usta.
- To chodź. - szepnęłam mu do ucha i ruszyliśmy w stronę brzegu.
***
Nareszcie Justin jest z Shopie:)
- Chłopaki! Musicie mi pomóc! - podbiegłam do dwóch wariatów którzy kłócili się o żelka.
- No co tam Bro? - zabrałem im żelka,zjadłem go i zacząłem.
- Wiecie...
- Wiemy.
- No i jest sprawa. Nie zapytałem jej jeszcze o to czy będzie ze mną. A chciałbym to zrobić w najbardziej szalony sposób i wtedy kiedy nie będzie się tego spodziewać. Najlepiej jak jeszcze dziś. - powiedziałem uśmiechając się.
- No jasne,że Ci pomożemy! A tak ogólnie to jesteś nam winny żelka. Chodźcie !- krzyknął Chris. Pobiegliśmy się przygotować. Sophie zapędziliśmy do jakiejś dziewczyny z którą miała największy kontakt na ognisku. Mieliśmy zamiar bawić się w jeziorze. Tak nagle. Najlepiej ze wszystkimi. Wtedy wezmę magnetofon, zapytam się jej. Jeżeli mi odpowie, będzie dobrze. Jeżeli nie, chyba zwariuję. To będzie lekko na spontanie. Ale musi się udać. Jest godzina 17. Za chwilę kolacja. Plan zrealizujemy po kolacji. Wszystko jest już ustalone.
- Chodź już Sophie na kolację. - krzyknąłem do niej gdy zauważyłem ją idącą z koleżanką. Skręciły w stronę stołówki.
- Chodźcie chłopaki. - powiedział Christian do mnie i do Somersa (Chaza). Weszliśmy do stołówki ze wszystkimi i zajęliśmy miejsca. Na kolację dzisiaj parówki, kanapki.
- Smacznego. - powiedziała Sophie.
- O, dzisiaj ty pierwsza. - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Smacznego. - i jedliśmy. Udawałem ,że jest okej ale w głębi duszy się strasznie stresowałem. Nie samym planem. Tylko tym ,że się nie zgodzi. Przecież to ,że mnie kocha nie oznacza ,że chce ze mną być.W końcu odrzuciłem złe myśli na bok i skupiłem się na jedzeniu. Po skończonym posiłku wyszliśmy ze stołówki.
- Idziemy nad jezioro? - zapytałem patrząc się na Sophie.
- Jasne. - wszyscy się zgodzili i ruszyliśmy na jezioro. Było dzisiaj pełno ludzi. Powoli robiło się ciemno. W tle puszczali jakieś piosenki.
- Chodźcie zabawimy się.- zaśmiałem się.
- Ale jak? - zapytała Sophie.
- Wskakujemy do jeziora, Shawty. - szepnąłem do niej. Wzdrygnęła się. Złapałem ją powoli za rękę. Zaczęliśmy biec na pomost. Cała 4. Gdy byliśmy już na pomoście, Sophie złapała mnie za rękę mocniej. Uśmiechnąłem się do niej i wszyscy skoczyliśmy do jeziora. Każdy bił brawo i krzyczał "uhu!".Czy coś. Wynurzyliśmy się na powierzchnie. Sophie śmiała się w niebo głosy. Objąłem ją. Byliśmy blisko pomostu więc wyciągnąłem rękę po magnetofon. Przyciągnąłem go do siebie. Ciągle trzymałem Sophie.
- Sophie Cook, czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i została moją dziewczyną? - mój głos rozszedł się na całe jezioro. Słyszeli to wszyscy uczestnicy. Popatrzyłem się na Sophie. Miała łzy w oczach. Zabrała mi magnetofon.
- T-tak.- krzyknęła do magnetofonu. Wszyscy zaczęli bić brawo. Odłożyła magnetofon i objęła mnie. Trzymałem ją. Złączyliśmy się w pocałunku. Najlepszy pocałunek jaki kiedykolwiek przeżyłem. Chaz i Christian skakali ze szczęścia w wodzie.
- Kocham Cię , Shawty. - szepnąłem.
- Czyli teraz mam nową ksywkę? - zaśmiała się.
- Ja też Cię kocham, Justin. - dokończyła i pocałowała mnie. Puściłem ją. Zaczęliśmy się wszyscy chlapać. Nagle poczułem jak kto mnie podtapia. Była to Sophie. Zanurzyłem się w wodzie i pociągnąłem ją za sobą. Byliśmy pod wodą. Objąłem ją i pocałowałem. Wynurzyliśmy się po chwili z wody.
- Uwierz. - szepnąłem jej do ucha. Nie wiem czemu. Może chciałem aby mnie poznała. Ona uśmiechnęła się ale widać było jakby sobie coś przypomniała. Podpłynęła do Christiana.
*Oczami Sophie*
Kiedy mój chłopak, Justin Bieber powiedział do mnie 'Uwierz' wtedy przypomniało mi się jak powiedział to do mnie kiedy byliśmy u mnie w domu,po rozmowie z rodzicami. Teraz zrozumiałam ,że chodziło mu o to abym powoli przyzwyczajała się do Justina.
- Wiem o co Ci chodziło, Christian.- powiedziałam do niego kiedy podpłynęłam w jego stronę.
- Z czym? - zapytał zdziwiony.
- Pamiętasz kiedy u mnie w domu ,kiedy płakałam po rozmowie z rodzicami szepnąłeś do mnie 'Uwierz'? Wiem ,że chciałeś wtedy przyzwyczaić mnie powoli do Justina. Skąd to wiem? Właśnie mi to szepnął do ucha. - powiedziałam. Christian się zaśmiał.
- Masz rację. - objął mnie i nagle krzyknął.
- Masz chłopaka Justina Biebera! Czy ty to rozumiesz?!- jak zwariowany taplał się w wodzie. Śmiałam się z niego i podpłynęłam do Justina. Rozmawiał z Chazem.
- No i jak tam? - zapytał się mnie Chaz.
- A super - uśmiechnęłam się do niego i poczułam ręce Justina na moim brzuchu.
- Co? - zapytałam odwracając się do niego.
- Nic. Jezu , jak się cieszę ,że Cię poznałem. Muszę się o Tobie dużo dowiedzieć. - powiedział i pocałował mnie czule w usta.
- To chodź. - szepnęłam mu do ucha i ruszyliśmy w stronę brzegu.
***
Nareszcie Justin jest z Shopie:)
10.
*Oczami Sophie*
Wiem ,że zraniłam Justina. Wiem jaki jest. Poznałam go. Myliłam się. Myślałam ,że jest zwykłym dupkiem, że gwiazdorzy , a tak naprawdę taki nie jest. Chciał po prostu spędzić czas z przyjaciółmi, a ja weszłam i zamknęłam mu drogę. Żałuję ,że upiłam się do takiego stopnia ,że musiał mnie odnosić pod namiot, przecież mógłby sobie już w swoim odpoczywać. Jest zwykłym nastolatkiem który chciał się zabawić. Ma niesamowite pomysły, jest bardzo utalentowany. A ja go tak zraniłam. Przecież tak naprawdę go lubię. Aż za bardzo.. niestety. Tak. Uwielbiam go. Podoba mi się. To jak żyje, to jak zatraca się w muzyce, to jak potrafi się śmiać, to jak wykorzystuje swoje wszystkie pomysły. Chciał po prostu abym się z nim pokąpała , a ja tak zawaliłam. Najgorsze jest to ,że nie wiem co mam zrobić. Siedzę w namiocie od godziny i płaczę. Nie chcę. Mogłam teraz siedzieć z nimi w tej cholernej wodzie i pluskać się z nimi. Ale nie! Ja postanowiłam pokazać ,że nie lubię Justina, po czym polecieć do namiotu i płakać. Czemu ja muszę mieć takiego pecha? Teraz pewnie mnie za to znienawidzi. A jeszcze rano mi powiedział ,że mnie uświadomił sobie ,że mnie lubi. Ja wtedy zrozumiałam ,że go kocham. I tak nie miałabym żadnych szans. On jest bożyszczem nastolatek ,a ja jakąś zwykłą kujonicą której ledwo pozwolili pojechać na to jezioro i jeszcze teraz ryczy jak jakaś idiotka. Mimo ,że znam go tak krótko , pragnę go. Boże, poradź mi coś.
- Hej, żyjesz tam Honey? - usłyszałam ciche kroki udające się w stronę mojego namiotu. Szybko wytarłam łzy, poprawiłam się i krzyknęłam.
- Żyję !- i w tym momencie mój namiot otworzył Christian. Usiadł koło mnie zaczął cicho się śmiać. Nie rozumiałam...
- Wiem wszystko. Wiem ,że właśnie płakałaś, wiem ,że kochasz Justina, a on Ciebie. Wiem ,że pragniesz z nim być , a on z Tobą bardziej i wiem ,że pasujecie do siebie,bo nawet kiedy nie wiedzieliście ,że się spotkacie ja już o tym wiedziałem. - powiedział, a mnie zamurowało. Zrozumiałam każde słowo, ale nie w każde potrafię uwierzyć.
- Nie kłamiesz? - zapytałam się cicho.
- Ciebie? Nigdy bym Cię nie okłamał. Przecież kocham Cię aniołku. - powiedział , uśmiechnął się i przytulił się do mnie.
- Ale co ja mam teraz zrobić? - westchnęłam.
- Nie wiem. Tutaj musisz posłuchać głosu serca, a nie takiego mnie z idealnymi włosami. Haha. - powiedział ,a ja wybuchłam śmiechem. Przeczesałam ręką te jego 'idealne' włosy i powiedziałam ciche 'dziękuję' , a w tym momencie on wyszedł.
Czyli to prawda. Lubi mnie. Kocha. Tak jak ja jego. Dziękuję Boże. Tylko boję się. Boję się ,że jednak coś zepsuję. Boję się tego tak bardzo. Co mam zrobić? To mnie rozrywa od środka.
*Oczami Justina*
Wszystko słyszałem. Całą tą krótką rozmowę Sophie i Christiana. Nie wierzę. Ona mnie kocha, tak jak ja ją. Nareszcie. Tylko co ja mam teraz zrobić? Nie potrafię z nią rozmawiać. Ale nie ma innego wyjścia. Tylko niestety nie wiem kiedy. Może dzisiaj? Muszę działać. Jak najszybciej.
Szybkim krokiem ruszyłem do swojego namiotu. Ubrałem się w bordowe jeansy, białą bluzkę i białe Supry. Popatrzyłem na zegarek. Jest 15. Czas na obiad. Wyszedłem z namiotu i zawołałem wszystkich. Usłyszała to również Sophie i też wyszła,przebrana. Ubrana była w krótkie czarne poszarpane spodenki oraz w morską bluzę zakładaną przez głowę z kotem. Na nogach miała czarne adidasy. Patrzyła się na mnie. Uśmiechnąłem się uroczo i ruszyliśmy do stołówki. Jak zwykle. Przywitanie się ze wszystkimi, cześć, siema i takie sprawy. Na obiad dzisiaj były kotlety i ziemniaki oraz kompot.
- Smacznego. - powiedziałem.
- Smacznego.- odpowiedzieli. Jak zawsze.
- Sophie, mogę dzisiaj po obiedzie z Tobą porozmawiać? - zapytałem niechętnie. Musiałem. Chłopcy nic z tym nie zrobili, a nawet się ucieszyli.
- Jasne. - odpowiedziała. Po skończonym obiedzie chłopcy wyszli i ruszyli do naszych namiotów ,a my w przeciwną stronę. Doszliśmy ostatniego pomostu. Nikogo nie było. Usiedliśmy koło siebie.
- Słuchaj..- zacząłem.
- Nie. Ja pierwsza. Przepraszam ,że nie odpowiedziałam Ci. Przepraszam ,że nie kąpałam się z wami. Przepraszam ,że przeze mnie nie mogłeś spokojnie iść spać tylko musiałeś się wysilać i zanosić mnie pijaną do namiotu. Przepraszam...- powiedziała zakrywając głowę.
- Nie. Nie przepraszaj. Nie rozumiem tylko jednego. Czemu mi nie odpowiedziałaś? Nie, nie przepraszaj za to. Gdybym nie chciał Cię odprowadzać to bym Cię nie odprowadzał. Gdybym Cię nie odprowadził ,dalej bym tkwił z myślami prześladującymi mnie co noc. A tak wystarczyła godzina, abym wiedział co czuję. - odpowiedziałem.
- Okej. Nie wiem czemu Ci nie odpowiedziałam. Miałam wahanie nastrojowe, tak jak ty. Bo wiesz..
- Nie musisz dokańczać. Wiem to. - szepnąłem i pocałowałem ją w usta. Były..cudowne.
- Jak to, wiesz?
- Wiem ,że mnie kochasz, wiem ,że płakałaś po tym jak uciekłaś z pomostu. Ja to wiem. Ja też Cię kocham. Mimo ,że znamy się jakieś chore 3 czy 4 dni. Mimo ,że prawie nic o Tobie nie wiem. Mimo ,że przedtem nie lubiłem Cię. Wszystko może się zmienić. - uśmiechnąłem się do niej.
- Kochasz mnie? - zapytała słodko.
- No jasne. - odpowiedziałem i objąłem ją. Siedzieliśmy tak z 15 minut i ruszyliśmy w stronę naszych namiotów. Gdy wracaliśmy , wpadłem na cudowny pomysł. Chciałem jak najszybciej go zrealizować.
Wiem ,że zraniłam Justina. Wiem jaki jest. Poznałam go. Myliłam się. Myślałam ,że jest zwykłym dupkiem, że gwiazdorzy , a tak naprawdę taki nie jest. Chciał po prostu spędzić czas z przyjaciółmi, a ja weszłam i zamknęłam mu drogę. Żałuję ,że upiłam się do takiego stopnia ,że musiał mnie odnosić pod namiot, przecież mógłby sobie już w swoim odpoczywać. Jest zwykłym nastolatkiem który chciał się zabawić. Ma niesamowite pomysły, jest bardzo utalentowany. A ja go tak zraniłam. Przecież tak naprawdę go lubię. Aż za bardzo.. niestety. Tak. Uwielbiam go. Podoba mi się. To jak żyje, to jak zatraca się w muzyce, to jak potrafi się śmiać, to jak wykorzystuje swoje wszystkie pomysły. Chciał po prostu abym się z nim pokąpała , a ja tak zawaliłam. Najgorsze jest to ,że nie wiem co mam zrobić. Siedzę w namiocie od godziny i płaczę. Nie chcę. Mogłam teraz siedzieć z nimi w tej cholernej wodzie i pluskać się z nimi. Ale nie! Ja postanowiłam pokazać ,że nie lubię Justina, po czym polecieć do namiotu i płakać. Czemu ja muszę mieć takiego pecha? Teraz pewnie mnie za to znienawidzi. A jeszcze rano mi powiedział ,że mnie uświadomił sobie ,że mnie lubi. Ja wtedy zrozumiałam ,że go kocham. I tak nie miałabym żadnych szans. On jest bożyszczem nastolatek ,a ja jakąś zwykłą kujonicą której ledwo pozwolili pojechać na to jezioro i jeszcze teraz ryczy jak jakaś idiotka. Mimo ,że znam go tak krótko , pragnę go. Boże, poradź mi coś.
- Hej, żyjesz tam Honey? - usłyszałam ciche kroki udające się w stronę mojego namiotu. Szybko wytarłam łzy, poprawiłam się i krzyknęłam.
- Żyję !- i w tym momencie mój namiot otworzył Christian. Usiadł koło mnie zaczął cicho się śmiać. Nie rozumiałam...
- Wiem wszystko. Wiem ,że właśnie płakałaś, wiem ,że kochasz Justina, a on Ciebie. Wiem ,że pragniesz z nim być , a on z Tobą bardziej i wiem ,że pasujecie do siebie,bo nawet kiedy nie wiedzieliście ,że się spotkacie ja już o tym wiedziałem. - powiedział, a mnie zamurowało. Zrozumiałam każde słowo, ale nie w każde potrafię uwierzyć.
- Nie kłamiesz? - zapytałam się cicho.
- Ciebie? Nigdy bym Cię nie okłamał. Przecież kocham Cię aniołku. - powiedział , uśmiechnął się i przytulił się do mnie.
- Ale co ja mam teraz zrobić? - westchnęłam.
- Nie wiem. Tutaj musisz posłuchać głosu serca, a nie takiego mnie z idealnymi włosami. Haha. - powiedział ,a ja wybuchłam śmiechem. Przeczesałam ręką te jego 'idealne' włosy i powiedziałam ciche 'dziękuję' , a w tym momencie on wyszedł.
Czyli to prawda. Lubi mnie. Kocha. Tak jak ja jego. Dziękuję Boże. Tylko boję się. Boję się ,że jednak coś zepsuję. Boję się tego tak bardzo. Co mam zrobić? To mnie rozrywa od środka.
*Oczami Justina*
Wszystko słyszałem. Całą tą krótką rozmowę Sophie i Christiana. Nie wierzę. Ona mnie kocha, tak jak ja ją. Nareszcie. Tylko co ja mam teraz zrobić? Nie potrafię z nią rozmawiać. Ale nie ma innego wyjścia. Tylko niestety nie wiem kiedy. Może dzisiaj? Muszę działać. Jak najszybciej.
Szybkim krokiem ruszyłem do swojego namiotu. Ubrałem się w bordowe jeansy, białą bluzkę i białe Supry. Popatrzyłem na zegarek. Jest 15. Czas na obiad. Wyszedłem z namiotu i zawołałem wszystkich. Usłyszała to również Sophie i też wyszła,przebrana. Ubrana była w krótkie czarne poszarpane spodenki oraz w morską bluzę zakładaną przez głowę z kotem. Na nogach miała czarne adidasy. Patrzyła się na mnie. Uśmiechnąłem się uroczo i ruszyliśmy do stołówki. Jak zwykle. Przywitanie się ze wszystkimi, cześć, siema i takie sprawy. Na obiad dzisiaj były kotlety i ziemniaki oraz kompot.
- Smacznego. - powiedziałem.
- Smacznego.- odpowiedzieli. Jak zawsze.
- Sophie, mogę dzisiaj po obiedzie z Tobą porozmawiać? - zapytałem niechętnie. Musiałem. Chłopcy nic z tym nie zrobili, a nawet się ucieszyli.
- Jasne. - odpowiedziała. Po skończonym obiedzie chłopcy wyszli i ruszyli do naszych namiotów ,a my w przeciwną stronę. Doszliśmy ostatniego pomostu. Nikogo nie było. Usiedliśmy koło siebie.
- Słuchaj..- zacząłem.
- Nie. Ja pierwsza. Przepraszam ,że nie odpowiedziałam Ci. Przepraszam ,że nie kąpałam się z wami. Przepraszam ,że przeze mnie nie mogłeś spokojnie iść spać tylko musiałeś się wysilać i zanosić mnie pijaną do namiotu. Przepraszam...- powiedziała zakrywając głowę.
- Nie. Nie przepraszaj. Nie rozumiem tylko jednego. Czemu mi nie odpowiedziałaś? Nie, nie przepraszaj za to. Gdybym nie chciał Cię odprowadzać to bym Cię nie odprowadzał. Gdybym Cię nie odprowadził ,dalej bym tkwił z myślami prześladującymi mnie co noc. A tak wystarczyła godzina, abym wiedział co czuję. - odpowiedziałem.
- Okej. Nie wiem czemu Ci nie odpowiedziałam. Miałam wahanie nastrojowe, tak jak ty. Bo wiesz..
- Nie musisz dokańczać. Wiem to. - szepnąłem i pocałowałem ją w usta. Były..cudowne.
- Jak to, wiesz?
- Wiem ,że mnie kochasz, wiem ,że płakałaś po tym jak uciekłaś z pomostu. Ja to wiem. Ja też Cię kocham. Mimo ,że znamy się jakieś chore 3 czy 4 dni. Mimo ,że prawie nic o Tobie nie wiem. Mimo ,że przedtem nie lubiłem Cię. Wszystko może się zmienić. - uśmiechnąłem się do niej.
- Kochasz mnie? - zapytała słodko.
- No jasne. - odpowiedziałem i objąłem ją. Siedzieliśmy tak z 15 minut i ruszyliśmy w stronę naszych namiotów. Gdy wracaliśmy , wpadłem na cudowny pomysł. Chciałem jak najszybciej go zrealizować.
9.
*Oczami Chaza*
Godzina 1 w nocy , a my dalej siedzimy na tym ognisku. Chociaż ogień się gasi nam narazie nigdzie się nie śpieszy. Christian nie rozstaje się z kamerą i ciągle nas nagrywa.
- Stary, jak ty to zmontujesz to z tego może powstać jakiś żałosny film. - powiedziałem nagle do Beadlesa.
- No i dobrze. - Christian się zaśmiał ale odłożył już kamerę. Popatrzyłem na Sophie. Śmiała się z Justinem. Nie dziwiło mnie to , ponieważ wiem ,że jest upita. Justin z resztą też. Gdyby byli tak upici do końca wakacji...
- Kiedy zwijamy? - zapytał nagle Chris.
- No własnie. Może już chodźmy . - poparłem kolegę. Wstałem i zgasiłem do końca ogień. Christian pomógł mi posprzątać.
- Ej, stary. Kiedy oni w końcu zaczną się lubić? - zapytał mnie nagle Christian gdy byliśmy już daleko od nich.
- Nie wiem, ale spokojnie. Mamy jeszcze sporo czasu. Już za chwilę będzie może okej. Musimy im w tym jakoś powoli pomóc. - odpowiedziałem mu.
- Wiem. Przed ogniskiem się zapytałem nie pijanego Justina czy lubi Sophie i odpowiedział ,że ją lubi. I do tego powiedział ,że jest ładna. - powiedział Beadles.
- Powiedział, czy zapytałeś go czy jest ładna? - zapytałem ze śmiechem.
- Zapytałem....ale odpowiedział ,że jest ładna! - powiedział głośno. Nic już nie mówiłem tylko wróciliśmy do nich. Justin ledwo siedział ,a Sophie to już w ogóle odpływała. Christian spakował swój sprzęt ,a ja gitary Justina. Zawołałem ich aby wstali. Justin wstał, ale Sophie ledwo. Pomógł jej i podtrzymywał ją aby nie upadła. Gdy doszliśmy w końcu do naszych namiotów ,musiałem wejść do Justina aby odnieść mu namiot po czym od razu czmychnąłem do swojego , Christian też. Zostawiłem Justina samego z Sophie.
*Oczami Justina*
Co za noc. Niesamowicie było. Teraz muszę tego skarba odłożyć do namiotu. Wcale nie jest ciężka. Pomogłem jej wejść do namiotu i położyłem ją ledwo żyjącą. Pocałowałem ją w policzek, szepnąłem ciche 'Dobranoc' ,wyszedłem i wtedy zrozumiałem coś ważnego. Nie chciałem spać i wiem ,że już wytrzeźwiałem. Usiadłem na pomoście. Co sobie uświadomiłem? Że Shopie Cook jest dziewczyną moich marzeń, nie ważne ,że znamy się 3 dni , nie ważne ,że ona mnie nie lubi i ,że ja też jej nie lubiłem. Jest najsłodszą dziewczyną nawet gdy jest upita. Chociaż widziałem przez 5 sekund jak śpi potrafię sformułować ,że jest śliczna gdy śpi. Widziałem jej ciało raz i wiem ,że ma je idealne. Spojrzałem jej w oczy kilka razy i stwierdzam, że ma niesamowite brązowe oczy. Jej uśmiech jest idealny chociaż widziałem go raz w głupiej stołówce. Wiem jaki mam cel tegorocznych wakacji. A mianowicie taki aby sprawić by mnie polubiła. By przepadała za mną ,za moją muzyką, za moimi fanami i za moimi pomysłami. I muszę się dowiedzieć o niej wszystko. I wiem ,że dzięki chłopakom będę mógł to spełnić.
Po godzinie myślenia ruszyłem do swojego namiotu. Przebrałem się w dres ,położyłem się i zasnąłem.
*Ranek, 8 rano*
Obudziły mnie krzyki wymawiane przez mojego najlepszego przyjaciela, Christiana.
- Wstawaj !- krzyczał ciągle.
- No wstałem już.- odpowiedziałem szybko. Wyszedł z namiotu ,a ja mogłem się teraz spokojnie ogarnąć. Było dzisiaj strasznie gorąco. Założyłem hawajki. Nie potrzebuję bluzki ponieważ jest za gorąco. Ubrałem Supry i wyszedłem z namiotu. Christian i Chaz byli w namiotach, a Sophie...nie wiem. Po porannej toalecie ruszyłem do namiotu. Posiedziałem w niej chwilę i gdy wyszedłem , na pomoście siedziała Sophie.
- Teraz albo nigdy. - szepnąłem do siebie i ruszyłem w jej stronę.
- Dzień dobry. - powiedziałem i usiadłem obok niej.
- Cześć. Ej ,może wiesz co wczoraj robiłam? Bo ja nie.- zapytała się.
- Yh. No robiłaś dużo rzeczy. Śmiałaś się, piłaś, śpiewałaś, robiłaś zdjęcia, kleiłaś się do mnie, zanosiłem Cię do namiotu.- odpowiedziałem śmiejąc się.
- Te dwa ostatnie są niemożliwe. - powiedziała surowo.
- Możliwe. I to jak. Pytaj kogo chcesz. - odpowiedziałem i patrzyłem na jezioro.
- Przepraszam. Jestem żałosna. - powiedziała po chwili.
- Nie przepraszaj. Pomogłaś mi. - uśmiechnąłem się do niej.
- W czym niby? -zapytała gwałtownie
- W uświadomieniu sobie ,że nic mi nie zrobiłaś, jesteś fajną dziewczyną i lubię Cię. - odpowiedziałem. Wiedziałem,że będzie miała to w dupie albo mnie wyśmieje więc od razu wstałem i ruszyłem do chłopaków którzy wyszli akurat z namiotu.
- Dzień dobry. - powiedziałem do nich.
-Dzień dobry. -odpowiedzieli chórem. Nagle pojawiła się Sophie jakby nigdy nic. Nie patrzyłem na nią, bałem się. Bez słowa ruszyliśmy na stołówkę. Gdy tam już dotarliśmy już w progu słyszeliśmy oklaski. To było cudowne. Uśmiechaliśmy się do wszystkich, mówiliśmy wszystkim cześć jakbyśmy się znali Bóg wie ile. I o to mi chodziło. Aby zjednoczyć wszystkich. Abyśmy się wszyscy szanowali ,ponieważ jesteśmy tak blisko siebie. To cudowne. Ruszyliśmy do naszego stolika. Śniadanie, bardzo dobre.
- Smacznego. - powiedziałem jak zwykle. Odpowiedzieli mi również. Uśmiechnąłem się do Chaza, Christiana...i Sophie. Najdziwniejsze było to ,że ona też się do mnie uśmiechnęła. Muszę potem z nią porozmawiać.
- Obejrzymy dzisiaj te filmiki i zdjęcia? - zapytała nagle Sophie.
- Jasne. - odpowiedział Christian.
- To super.- powiedziała Sophie. Gdy skończyliśmy śniadanie ,pożegnaliśmy się ze wszystkimi na stołówce i poszliśmy na nasze miejsce. Chris poleciał po aparat i kamerę, a ja po laptop. Włożył kartę do niego i odtworzył najpierw filmy. Oglądaliśmy i od razu się śmialiśmy. Te filmiki były takie cudowne , a zarazem śmieszne i idiotyczne.
- No, stary ,wczoraj odwaliłeś niesamowitą robotę. - powiedział nagle Christian.
- Dzięki, ty też .- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niego. Dokończyliśmy oglądać również zdjęcia.
- Może byśmy się w końcu pokąpali? Jest taki upał. Jezioro dobrze nam zrobi. - powiedział Chaz. Miał rację. Wszyscy się zgodziliśmy i polecieliśmy się przebrać. Gdy wyszliśmy podeszliśmy do pomostu. Ja odsunąłem się , wbiegłem i skoczyłem do jeziora. Chaz i Christian za nimi , a Sophie usiadła na pomoście tak ,że dotykała nogami wody. Ja z chłopakami próbowaliśmy ją namówić aby weszła ale ona się upierała. Chaz i Christian w końcu przestali ją prosić i zaczęli się chlapać. Ja jednak chciałem aby popływała z nami. Zanurzyłem się i wynurzyłem tuż przed jej nogami.
- Proszę..Shawty. - szepnąłem jej.
- Co? Justin, nie.
- Jeżeli mnie lubisz ,wejdź. - powiedziałem do niej. Czekałem na jej reakcję. Niestety ona dalej siedziała na tym samym miejscu patrząc w niebo. Już wiem ,że mnie nie lubi. Wiem ,że nie mam u niej szans. Wiem ,że zawaliłem. Za szybko się pośpieszyłem. Teraz...jestem rozdrażniony.
***
Godzina 1 w nocy , a my dalej siedzimy na tym ognisku. Chociaż ogień się gasi nam narazie nigdzie się nie śpieszy. Christian nie rozstaje się z kamerą i ciągle nas nagrywa.
- Stary, jak ty to zmontujesz to z tego może powstać jakiś żałosny film. - powiedziałem nagle do Beadlesa.
- No i dobrze. - Christian się zaśmiał ale odłożył już kamerę. Popatrzyłem na Sophie. Śmiała się z Justinem. Nie dziwiło mnie to , ponieważ wiem ,że jest upita. Justin z resztą też. Gdyby byli tak upici do końca wakacji...
- Kiedy zwijamy? - zapytał nagle Chris.
- No własnie. Może już chodźmy . - poparłem kolegę. Wstałem i zgasiłem do końca ogień. Christian pomógł mi posprzątać.
- Ej, stary. Kiedy oni w końcu zaczną się lubić? - zapytał mnie nagle Christian gdy byliśmy już daleko od nich.
- Nie wiem, ale spokojnie. Mamy jeszcze sporo czasu. Już za chwilę będzie może okej. Musimy im w tym jakoś powoli pomóc. - odpowiedziałem mu.
- Wiem. Przed ogniskiem się zapytałem nie pijanego Justina czy lubi Sophie i odpowiedział ,że ją lubi. I do tego powiedział ,że jest ładna. - powiedział Beadles.
- Powiedział, czy zapytałeś go czy jest ładna? - zapytałem ze śmiechem.
- Zapytałem....ale odpowiedział ,że jest ładna! - powiedział głośno. Nic już nie mówiłem tylko wróciliśmy do nich. Justin ledwo siedział ,a Sophie to już w ogóle odpływała. Christian spakował swój sprzęt ,a ja gitary Justina. Zawołałem ich aby wstali. Justin wstał, ale Sophie ledwo. Pomógł jej i podtrzymywał ją aby nie upadła. Gdy doszliśmy w końcu do naszych namiotów ,musiałem wejść do Justina aby odnieść mu namiot po czym od razu czmychnąłem do swojego , Christian też. Zostawiłem Justina samego z Sophie.
*Oczami Justina*
Co za noc. Niesamowicie było. Teraz muszę tego skarba odłożyć do namiotu. Wcale nie jest ciężka. Pomogłem jej wejść do namiotu i położyłem ją ledwo żyjącą. Pocałowałem ją w policzek, szepnąłem ciche 'Dobranoc' ,wyszedłem i wtedy zrozumiałem coś ważnego. Nie chciałem spać i wiem ,że już wytrzeźwiałem. Usiadłem na pomoście. Co sobie uświadomiłem? Że Shopie Cook jest dziewczyną moich marzeń, nie ważne ,że znamy się 3 dni , nie ważne ,że ona mnie nie lubi i ,że ja też jej nie lubiłem. Jest najsłodszą dziewczyną nawet gdy jest upita. Chociaż widziałem przez 5 sekund jak śpi potrafię sformułować ,że jest śliczna gdy śpi. Widziałem jej ciało raz i wiem ,że ma je idealne. Spojrzałem jej w oczy kilka razy i stwierdzam, że ma niesamowite brązowe oczy. Jej uśmiech jest idealny chociaż widziałem go raz w głupiej stołówce. Wiem jaki mam cel tegorocznych wakacji. A mianowicie taki aby sprawić by mnie polubiła. By przepadała za mną ,za moją muzyką, za moimi fanami i za moimi pomysłami. I muszę się dowiedzieć o niej wszystko. I wiem ,że dzięki chłopakom będę mógł to spełnić.
Po godzinie myślenia ruszyłem do swojego namiotu. Przebrałem się w dres ,położyłem się i zasnąłem.
*Ranek, 8 rano*
Obudziły mnie krzyki wymawiane przez mojego najlepszego przyjaciela, Christiana.
- Wstawaj !- krzyczał ciągle.
- No wstałem już.- odpowiedziałem szybko. Wyszedł z namiotu ,a ja mogłem się teraz spokojnie ogarnąć. Było dzisiaj strasznie gorąco. Założyłem hawajki. Nie potrzebuję bluzki ponieważ jest za gorąco. Ubrałem Supry i wyszedłem z namiotu. Christian i Chaz byli w namiotach, a Sophie...nie wiem. Po porannej toalecie ruszyłem do namiotu. Posiedziałem w niej chwilę i gdy wyszedłem , na pomoście siedziała Sophie.
- Teraz albo nigdy. - szepnąłem do siebie i ruszyłem w jej stronę.
- Dzień dobry. - powiedziałem i usiadłem obok niej.
- Cześć. Ej ,może wiesz co wczoraj robiłam? Bo ja nie.- zapytała się.
- Yh. No robiłaś dużo rzeczy. Śmiałaś się, piłaś, śpiewałaś, robiłaś zdjęcia, kleiłaś się do mnie, zanosiłem Cię do namiotu.- odpowiedziałem śmiejąc się.
- Te dwa ostatnie są niemożliwe. - powiedziała surowo.
- Możliwe. I to jak. Pytaj kogo chcesz. - odpowiedziałem i patrzyłem na jezioro.
- Przepraszam. Jestem żałosna. - powiedziała po chwili.
- Nie przepraszaj. Pomogłaś mi. - uśmiechnąłem się do niej.
- W czym niby? -zapytała gwałtownie
- W uświadomieniu sobie ,że nic mi nie zrobiłaś, jesteś fajną dziewczyną i lubię Cię. - odpowiedziałem. Wiedziałem,że będzie miała to w dupie albo mnie wyśmieje więc od razu wstałem i ruszyłem do chłopaków którzy wyszli akurat z namiotu.
- Dzień dobry. - powiedziałem do nich.
-Dzień dobry. -odpowiedzieli chórem. Nagle pojawiła się Sophie jakby nigdy nic. Nie patrzyłem na nią, bałem się. Bez słowa ruszyliśmy na stołówkę. Gdy tam już dotarliśmy już w progu słyszeliśmy oklaski. To było cudowne. Uśmiechaliśmy się do wszystkich, mówiliśmy wszystkim cześć jakbyśmy się znali Bóg wie ile. I o to mi chodziło. Aby zjednoczyć wszystkich. Abyśmy się wszyscy szanowali ,ponieważ jesteśmy tak blisko siebie. To cudowne. Ruszyliśmy do naszego stolika. Śniadanie, bardzo dobre.
- Smacznego. - powiedziałem jak zwykle. Odpowiedzieli mi również. Uśmiechnąłem się do Chaza, Christiana...i Sophie. Najdziwniejsze było to ,że ona też się do mnie uśmiechnęła. Muszę potem z nią porozmawiać.
- Obejrzymy dzisiaj te filmiki i zdjęcia? - zapytała nagle Sophie.
- Jasne. - odpowiedział Christian.
- To super.- powiedziała Sophie. Gdy skończyliśmy śniadanie ,pożegnaliśmy się ze wszystkimi na stołówce i poszliśmy na nasze miejsce. Chris poleciał po aparat i kamerę, a ja po laptop. Włożył kartę do niego i odtworzył najpierw filmy. Oglądaliśmy i od razu się śmialiśmy. Te filmiki były takie cudowne , a zarazem śmieszne i idiotyczne.
- No, stary ,wczoraj odwaliłeś niesamowitą robotę. - powiedział nagle Christian.
- Dzięki, ty też .- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niego. Dokończyliśmy oglądać również zdjęcia.
- Może byśmy się w końcu pokąpali? Jest taki upał. Jezioro dobrze nam zrobi. - powiedział Chaz. Miał rację. Wszyscy się zgodziliśmy i polecieliśmy się przebrać. Gdy wyszliśmy podeszliśmy do pomostu. Ja odsunąłem się , wbiegłem i skoczyłem do jeziora. Chaz i Christian za nimi , a Sophie usiadła na pomoście tak ,że dotykała nogami wody. Ja z chłopakami próbowaliśmy ją namówić aby weszła ale ona się upierała. Chaz i Christian w końcu przestali ją prosić i zaczęli się chlapać. Ja jednak chciałem aby popływała z nami. Zanurzyłem się i wynurzyłem tuż przed jej nogami.
- Proszę..Shawty. - szepnąłem jej.
- Co? Justin, nie.
- Jeżeli mnie lubisz ,wejdź. - powiedziałem do niej. Czekałem na jej reakcję. Niestety ona dalej siedziała na tym samym miejscu patrząc w niebo. Już wiem ,że mnie nie lubi. Wiem ,że nie mam u niej szans. Wiem ,że zawaliłem. Za szybko się pośpieszyłem. Teraz...jestem rozdrażniony.
***
8.
*Oczami Christiana*
Po dwóch godzinach nagrywania filmików i robieniu zdjęć już byliśmy zmęczeni. Nie wiedzieliśmy co mamy robić. Odłożyłem kamerę do namiotu i wróciłem do chłopaków.
- Ej, może się poopalamy ? - zapytał nagle Chaz.
- Nie wiem, no, możemy. - odpowiedział Justin. Rozebraliśmy się do bokserek ,wyciągnęliśmy ręczniki i położyliśmy się na pomoście tak jak Honey.
- I jak tam Sophie? - zapytałem.
- A okej. - odpowiedziała ściągając okulary i patrząc na mnie. - Chyba już kończę,bo zaraz się spale.
- Ooooj, nie idź. - powiedział smutno Chaz.
- Ygh. Okej. Poleżę z wami jeszcze chwilę. - odpowiedziała i wróciła do dawnej pozycji. Spojrzałem chwilę na Justina. Patrzył się na Sophie. Chyba zaczarowała go. Po chwili ocknął się, zamknął oczy i udał ,że śpi.
- Cwaniak. - szepnąłem do siebie i nic już nie mówiłem.
Po godzinie leżenia i nic nie robienia w końcu wszyscy mieliśmy dość. Wstaliśmy i poszliśmy się ubrać,ponieważ zaraz będzie obiad.
- Okej, gotowi? - zapytał Justin wychodząc ze swojego namiotu.
- Tak . - odpowiedziałem z Chazem. Nagle ze swojego namiotu wyszła Honey. Też odpowiedziała 'Tak' i ruszyliśmy na obiad. Gdy weszliśmy i usiedliśmy do stolika podano nam Spaghetti. Makaron był bardzo długi i ledwo go zjedliśmy. Śmialiśmy się przez cały czas.
- Ej, Chaz, masz makaron na brodzie. - zaśmiała się Sophie , a my od razu za nią.
- Niesamowity obiad. - powiedziałem gdy wszyscy skończyliśmy wreszcie jeść.
- Mam pomysł. - wtrącił Justin.
- O co mu chodzi? - zapytał się mnie Chaz. Nagle Justin stanął na stolik i gwizdnął.
- Siema ludzie! Lubicie ogniska? Za pewnie tak. A wiecie gdzie można stworzyć największe ognisko? Pewnie wiecie. A więc zapraszam wszystkich! Będziemy smażyć kiełbasy, śpiewać , grać. Nie ważne ,że jest nas tu 80. Damy rade! A do tego nie wiadomo czy każdy przyjdzie. No więc kto na pewno nie przyjdzie? - zapytał się Justin. Rękę podniosło około 30 osób. - Rozumiem. A więc szkoda ,że nie przyjdziecie. Mam nadzieję ,że reszta się zjawi. Do zobaczenia! 18- wiecie gdzie. - Justin uśmiechnięty zakończył i zeskoczył ze stolika.
- No , już mamy co robić. - zaśmiał się ,a my przytaknęliśmy. Gdy każdy już zjadł ruszyliśmy do szefa tego miejsca, gdzie jesteśmy.
- Dzień dobry. Jestem Justin Bieber i chciałbym zrobić ognisko dla wszystkich tutaj co są. - wtrącił nagle Justin.
- Witam. Aha, rozumiem. To cudowny pomysł. Pomogę panu, a jedzeniem i piciem zajmą się kucharki. - uśmiechnął się szef. - A tak poza tym, to jestem Jeremy Cutter. Miło mi. - podał rękę Justinowi ruszyliśmy za nim. Doszliśmy do największego ogniska jakie widziałem w życiu. W okół niego było mnóstwo pieńków do siedzenia.
- Będzie cudownie. - powiedziała nagle Sophie i popatrzyła się nagle na mnie ,a potem na Justina. Ucieszyło mnie to.
- Masz rację - odpowiedziałem jej i się uśmiechnąłem. Justin po zakończonej rozmowie z szefem podszedł do nas.
- No. Załatwione to mamy jak w banku. Za chwile kucharki nam pomogą usmażyć kiełbasy, a ja polecę po gitary. Szef pozwolił nam siedzieć do której chcemy. Pilnujcie aby było tutaj okej. - powiedział stanowczo i ruszył do naszego obrębu.
- Okej. To co robimy? - zapytał Chaz. Nagle przypomniało mi się, że cudownie będzie robić zdjęcia i sfilmować to wszystko. Bez powiedzenia niczego poleciałem za Justinem.
- Hej bro! - krzyknąłem do niego. Justin się obrócił zdziwiony.
- Co ty tu robisz? - zapytał nagle.
- Idę z Tobą po kamerę i aparat. Wiesz...
- No wiem. - Justin się zaśmiał.
- Fajnie będzie. - dokończył i własnie w tym momencie doszliśmy do naszych namiotów. Ja poleciałem po sprzęt ,a Justin po gitary. Wyszliśmy w tym samym czasie.
- Chodź - powiedział do mnie i ruszyliśmy na tamto miejsce.
- Lubisz już Sophie?- powiedziałem nagle. Justin się tego nie spodziewał ale odpowiedział.
- Nie wiem. Lubię.
- Aha. A podoba Ci się? - zapytałem nie chcąc kończyć tej rozmowy.
- Hm...ładna jest. A ty po co zadajesz mi takie pytania? Przecież widać ,że na nią lecisz. - Justin poruszył brwiami patrząc na mnie.
- Do reszty Ci odwaliło? To jest moja mała słodka kruszynka, mój anioł. A nie dziewczyna. Nie chcę z nią chodzić.- powiedziałem.
- Aha. Rozumiem. -i na tym zakończyła się ta rozmowa. Kiedy doszliśmy na wyznaczone miejsce już kilka osób przyszło. Kucharki piekły kiełbasy. Znaleźliśmy Chaza i Honey i podeszliśmy do nich. Odstawiliśmy rzeczy. Justin stanął na pieńku.
- Cześć! Super ,że już pierwsi przyszli. Możecie zająć dowolne miejsca. Kiełbasy są za darmo. Jeżeli je chcecie, musicie podejść do kucharek. Mam nadzieję ,że będzie wam się podobać. - gdy zakończył ,coraz więcej ludzi przychodziło. Nagle już wszyscy się zebrali. Nie dla każdego starczyło miejsca, ale nie robili problemu i siedzieli na kocach na ziemi. Każdy rozmawiał z każdym, wszyscy się poznawali. Był śmiech, jedzenie, nawet piliśmy piwo. Ja nagrywałem, a Sophie wzięła mój aparat i robiła zdjęcia. Każdy pozował. W końcu Justin wyciągnął gitarę, ale najpierw znów przemówił.
- Kto tutaj umie grać na gitarze? Ale dobrze grać? Ponieważ chciałbym abyśmy sobie pośpiewali. Mam tutaj skserowane piosenki, niech ktoś rozda. - kilka osób podniosło rękę do grania na gitarze. Justin wybrał jakiegoś chłopaka. Dwie dziewczyny wzięły piosenki i rozdały je wszystkim. Zaczęliśmy śpiewać.Nie każdy znał piosenki, ale wczuwał się w rytm i po chwili dołączał. Sophie śpiewała wszystkie piosenki, ponieważ wszystkie znała. Ja i Chaz zresztą też. Justin również,ponieważ on był głównym prowadzącym. Gitarzysta sprawdził się nieźle. Musiałem to nagrać. I nagrałem. Po dwóch godzinach śpiewania,a przedtem po dwóch godzinach jedzenia i picia skończyliśmy. Lecz nie do końca. Kilka osób poszło ,a reszta została. Dalej rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Śmiechu nie zabrakło. Przestałem nagrywać i usiadłem koło Sophie. Porobiliśmy sobie kilka samojebek z nudów. Wyszliśmy bardzo śmiesznie. Justin sobie coś tam podśpiewywał. W końcu kolejne osoby szły. I kolejne. W końcu zostało może z 10 które piło do końca. Ale po godzinie ,pożegnali się i poszli. My zostaliśmy również. Justin był lekko zgaszony, Sophie też. Wódka , piwo i te sprawy. I właśnie z tego powodu cały czas się śmiali. Nie wiedzieli ,że tak naprawdę się nie lubią. To mi się bardzo podobało.
***
:))))
Po dwóch godzinach nagrywania filmików i robieniu zdjęć już byliśmy zmęczeni. Nie wiedzieliśmy co mamy robić. Odłożyłem kamerę do namiotu i wróciłem do chłopaków.
- Ej, może się poopalamy ? - zapytał nagle Chaz.
- Nie wiem, no, możemy. - odpowiedział Justin. Rozebraliśmy się do bokserek ,wyciągnęliśmy ręczniki i położyliśmy się na pomoście tak jak Honey.
- I jak tam Sophie? - zapytałem.
- A okej. - odpowiedziała ściągając okulary i patrząc na mnie. - Chyba już kończę,bo zaraz się spale.
- Ooooj, nie idź. - powiedział smutno Chaz.
- Ygh. Okej. Poleżę z wami jeszcze chwilę. - odpowiedziała i wróciła do dawnej pozycji. Spojrzałem chwilę na Justina. Patrzył się na Sophie. Chyba zaczarowała go. Po chwili ocknął się, zamknął oczy i udał ,że śpi.
- Cwaniak. - szepnąłem do siebie i nic już nie mówiłem.
Po godzinie leżenia i nic nie robienia w końcu wszyscy mieliśmy dość. Wstaliśmy i poszliśmy się ubrać,ponieważ zaraz będzie obiad.
- Okej, gotowi? - zapytał Justin wychodząc ze swojego namiotu.
- Tak . - odpowiedziałem z Chazem. Nagle ze swojego namiotu wyszła Honey. Też odpowiedziała 'Tak' i ruszyliśmy na obiad. Gdy weszliśmy i usiedliśmy do stolika podano nam Spaghetti. Makaron był bardzo długi i ledwo go zjedliśmy. Śmialiśmy się przez cały czas.
- Ej, Chaz, masz makaron na brodzie. - zaśmiała się Sophie , a my od razu za nią.
- Niesamowity obiad. - powiedziałem gdy wszyscy skończyliśmy wreszcie jeść.
- Mam pomysł. - wtrącił Justin.
- O co mu chodzi? - zapytał się mnie Chaz. Nagle Justin stanął na stolik i gwizdnął.
- Siema ludzie! Lubicie ogniska? Za pewnie tak. A wiecie gdzie można stworzyć największe ognisko? Pewnie wiecie. A więc zapraszam wszystkich! Będziemy smażyć kiełbasy, śpiewać , grać. Nie ważne ,że jest nas tu 80. Damy rade! A do tego nie wiadomo czy każdy przyjdzie. No więc kto na pewno nie przyjdzie? - zapytał się Justin. Rękę podniosło około 30 osób. - Rozumiem. A więc szkoda ,że nie przyjdziecie. Mam nadzieję ,że reszta się zjawi. Do zobaczenia! 18- wiecie gdzie. - Justin uśmiechnięty zakończył i zeskoczył ze stolika.
- No , już mamy co robić. - zaśmiał się ,a my przytaknęliśmy. Gdy każdy już zjadł ruszyliśmy do szefa tego miejsca, gdzie jesteśmy.
- Dzień dobry. Jestem Justin Bieber i chciałbym zrobić ognisko dla wszystkich tutaj co są. - wtrącił nagle Justin.
- Witam. Aha, rozumiem. To cudowny pomysł. Pomogę panu, a jedzeniem i piciem zajmą się kucharki. - uśmiechnął się szef. - A tak poza tym, to jestem Jeremy Cutter. Miło mi. - podał rękę Justinowi ruszyliśmy za nim. Doszliśmy do największego ogniska jakie widziałem w życiu. W okół niego było mnóstwo pieńków do siedzenia.
- Będzie cudownie. - powiedziała nagle Sophie i popatrzyła się nagle na mnie ,a potem na Justina. Ucieszyło mnie to.
- Masz rację - odpowiedziałem jej i się uśmiechnąłem. Justin po zakończonej rozmowie z szefem podszedł do nas.
- No. Załatwione to mamy jak w banku. Za chwile kucharki nam pomogą usmażyć kiełbasy, a ja polecę po gitary. Szef pozwolił nam siedzieć do której chcemy. Pilnujcie aby było tutaj okej. - powiedział stanowczo i ruszył do naszego obrębu.
- Okej. To co robimy? - zapytał Chaz. Nagle przypomniało mi się, że cudownie będzie robić zdjęcia i sfilmować to wszystko. Bez powiedzenia niczego poleciałem za Justinem.
- Hej bro! - krzyknąłem do niego. Justin się obrócił zdziwiony.
- Co ty tu robisz? - zapytał nagle.
- Idę z Tobą po kamerę i aparat. Wiesz...
- No wiem. - Justin się zaśmiał.
- Fajnie będzie. - dokończył i własnie w tym momencie doszliśmy do naszych namiotów. Ja poleciałem po sprzęt ,a Justin po gitary. Wyszliśmy w tym samym czasie.
- Chodź - powiedział do mnie i ruszyliśmy na tamto miejsce.
- Lubisz już Sophie?- powiedziałem nagle. Justin się tego nie spodziewał ale odpowiedział.
- Nie wiem. Lubię.
- Aha. A podoba Ci się? - zapytałem nie chcąc kończyć tej rozmowy.
- Hm...ładna jest. A ty po co zadajesz mi takie pytania? Przecież widać ,że na nią lecisz. - Justin poruszył brwiami patrząc na mnie.
- Do reszty Ci odwaliło? To jest moja mała słodka kruszynka, mój anioł. A nie dziewczyna. Nie chcę z nią chodzić.- powiedziałem.
- Aha. Rozumiem. -i na tym zakończyła się ta rozmowa. Kiedy doszliśmy na wyznaczone miejsce już kilka osób przyszło. Kucharki piekły kiełbasy. Znaleźliśmy Chaza i Honey i podeszliśmy do nich. Odstawiliśmy rzeczy. Justin stanął na pieńku.
- Cześć! Super ,że już pierwsi przyszli. Możecie zająć dowolne miejsca. Kiełbasy są za darmo. Jeżeli je chcecie, musicie podejść do kucharek. Mam nadzieję ,że będzie wam się podobać. - gdy zakończył ,coraz więcej ludzi przychodziło. Nagle już wszyscy się zebrali. Nie dla każdego starczyło miejsca, ale nie robili problemu i siedzieli na kocach na ziemi. Każdy rozmawiał z każdym, wszyscy się poznawali. Był śmiech, jedzenie, nawet piliśmy piwo. Ja nagrywałem, a Sophie wzięła mój aparat i robiła zdjęcia. Każdy pozował. W końcu Justin wyciągnął gitarę, ale najpierw znów przemówił.
- Kto tutaj umie grać na gitarze? Ale dobrze grać? Ponieważ chciałbym abyśmy sobie pośpiewali. Mam tutaj skserowane piosenki, niech ktoś rozda. - kilka osób podniosło rękę do grania na gitarze. Justin wybrał jakiegoś chłopaka. Dwie dziewczyny wzięły piosenki i rozdały je wszystkim. Zaczęliśmy śpiewać.Nie każdy znał piosenki, ale wczuwał się w rytm i po chwili dołączał. Sophie śpiewała wszystkie piosenki, ponieważ wszystkie znała. Ja i Chaz zresztą też. Justin również,ponieważ on był głównym prowadzącym. Gitarzysta sprawdził się nieźle. Musiałem to nagrać. I nagrałem. Po dwóch godzinach śpiewania,a przedtem po dwóch godzinach jedzenia i picia skończyliśmy. Lecz nie do końca. Kilka osób poszło ,a reszta została. Dalej rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Śmiechu nie zabrakło. Przestałem nagrywać i usiadłem koło Sophie. Porobiliśmy sobie kilka samojebek z nudów. Wyszliśmy bardzo śmiesznie. Justin sobie coś tam podśpiewywał. W końcu kolejne osoby szły. I kolejne. W końcu zostało może z 10 które piło do końca. Ale po godzinie ,pożegnali się i poszli. My zostaliśmy również. Justin był lekko zgaszony, Sophie też. Wódka , piwo i te sprawy. I właśnie z tego powodu cały czas się śmiali. Nie wiedzieli ,że tak naprawdę się nie lubią. To mi się bardzo podobało.
***
:))))
7.
*Oczami Justina*
Promienie słońca wpadały przez namiot na moją twarz jednocześnie budząc mnie. Ptaszki ćwierkały ,było ciepło i jasno. Po prostu żyć nie umierać. Wyszedłem z swojego namiotu i ruszyłem w głąb lasu się załatwić. Kiedy wracałem Chaz i Christian jeszcze spali ,ponieważ z ich namiotów słychać było chrapanie. Przez lekką szparkę ujrzałem spokojnie śpiącą Sophie. Szczerze powiem, ładnie sobie spała. Chociaż dalej wkurzała mnie samą sobą. Dlaczego? Załóżmy wczoraj. Gdyby nie ona, nikt by nie zwracał na nas uwagi, a tak przez jej krzyki wszyscy na nas patrzyli. Mogliśmy się sami pochlapać, a tak, to chłopcy sami wpadli na pomysł aby pochlapać ją. Ale co jak co. Seksownie wyglądała w mojej bluzie. I jeszcze mi jej nie oddała. Trudno. Wróciłem do swojego namiotu i postanowiłem się przebrać. Wyciągnąłem krótkie podwijane spodenki jeansowe oraz luźną białą bluzkę. Założyłem to oraz skarpetki i białe Supry. Z walizki wyciągnąłem szczoteczkę i pastę do zębów i ruszyłem do budki która znajdowała się w naszym obrębie. Była drewniana. W środku znajdował się prysznic, pralka, kibel oraz lustro i umywalka. Podszedłem do umywalki,umyłem zęby i wyszedłem z budki. Na zewnątrz nie wyglądała zbyt ładnie, lecz w środku położone były kafelki ,a ściany pomalowane były na pomarańczowo. Kibel nie wyglądał tak źle, prysznic też nie. I nie śmierdziało tam. To mi się podobało. Gdy byłem już w swoim namiocie popsikałem się swoimi perfumami. Po chwili leżenia postanowiłem wyjść i obudzić wszystkich. Ileż można spać? Jest 9. Wyszedłem z namiotu i najpierw poszedłem do namiotu Chaza budząc go krzykiem. Wstał. Później podszedłem do namiotu Christiana. Również krzyknąłem lecz to nie pomogło. Zacząłem klepać go. W końcu się wkurwiłem, wyciągnąłem wiadro , nalałem do niego wody i wróciłem do Christiana. Dalej spał jak bóbr. Szepnąłem 'Sory młody' i całą zawartość wiadra wylałem na niego.
- Jezus maria, co się dzieje?!- zaczął panikować, a ja zacząłem się śmiać.
- Szanowny pan nie chciał wstać. To była ostatnia metoda. Jak widać, skuteczna. Wstawaj, musisz obudzić Sophie. - powiedziałem .
- A ty nie możesz tego zrobić? - powiedział zaspany. Nic nie odpowiedziałem tylko przeklnąłem pod nosem i wyszedłem z jego namiotu. Niechętnie podszedłem do jej namiotu. Otworzyłem go i wszedłem. Spała.
- Wstawaj . - szepnąłem i poklepałem ją.
- Jeszcze chwila Christian. - odpowiedziała nie otwierając oczu.
- Ale to nie Christian. Chaz też nie. - powiedziałem i zaśmiałem się. Gwałtownie się obudziła i wstała.
- C- co tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.
- Christianowi nie chciało się budzić Ciebie, zostałem ja. Wstawaj. - odpowiedziałem i nie czekałem na odpowiedź tylko wyszedłem z jej namiotu i zauważyłem wychodzącego Christiana i Chaza.
- Obudziłeś ją? - zapytał Christian kiedy już do mnie podszedł.
- Tak. Kiedy idziemy na śniadanie?Głodny jestem. - powiedziałem z grymasem .
- Nie wiem. Jak ona się ogarnie. - zaśmiał się Chaz i usiedliśmy na naszym pomoście. Każdy patrzył przed siebie. Każdy myślał o czymś innym. Nie wiem o czym oni myśleli. Ja myślałem o tych wakacjach. Jakie będą.I czy wql je przeżyje.
- Tęskniłem za wami . - powiedziałem smutno.
- My za Tobą też. - odpowiedział Christian.
- Tyle was nie widziałem. Każdy się zmienił. - w tym momencie wyciągnąłem z kieszeni portfel i otworzyłem go . Wyciągnąłem z niego nasze wspólne zdjęcie. Nie było małe, było wielkie, prawie jak plakat.
- O Matko. Nosisz nasze wspólne zdjęcie w portfelu? - zapytał z niedowierzaniem Chaz.
- Mam jeszcze przy łóżku w tourbusie nasze zdjęcie. - uśmiechnąłem się do nich. Nic już nie mówiliśmy tylko się przytuliliśmy.
- Kocham was jak bracia. Jesteście cudowni. - szepnąłem do nich. Odsunęliśmy się od siebie.
- Ej, Chris, nie płacz. - zaśmiałem się.
- Ja nie płaczę....coś mi wpadło do oka. - odpowiedział zmieszany Christian i wytarł łzy z policzek. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy stojącą Sophie która miała łzy w oczach.
- To było cudowne. - powiedziała tylko to i nic już nie mówiła. To było miłe co powiedziała. Wyglądała cudownie. Miała na sobie krótką luźną spódniczkę, falowaną w kwiatki z paskiem ,a pod nią miała zwykłą czarną bokserkę. Na nogach miała czarne baletki. Patrzyłem na nią.Nie wiem czemu. Po chwili się ocknąłem i ruszyliśmy na śniadanie. Gdy doszliśmy spokojnie weszliśmy do stołówki. Wszyscy już tam byli. Zajęliśmy swoje miejsca i zaczęliśmy jeść śniadanie.
- Smacznego - powiedziała Sophie.
- Smacznego. - odpowiedzieliśmy chórem i nagle zaczęliśmy się śmiać.
- Co dzisiaj robimy? - wtrącił się Chaz. Nie odzywałem się tylko czekałem aż ktoś coś wymyśli.
- Ja się dzisiaj opalam.Wy róbcie co tam chcecie. - powiedziała się Sophie.
- Aha. Miło. To my co robimy? - zapytał Chaz.
- O! Zróbmy śmieszny filmik. Przynajmniej nie będziemy się nudzić. - wtrącił się Christian.
- Możemy. - odpowiedziałem i na tym zakończyła się rozmowa. Skończyliśmy jeść i wyszliśmy ze stołówki. Była 12. Doszliśmy do naszego obrębu.
- Ja lecę się przebrać. - powiedziała szybko Sophie i czmychła do swojego namiotu.
- Ja polecę po kamerę i aparat. Poczekajcie tu. - wtrącił Chris i pobiegł do siebie. Patrzyłem na Chaza , a on na mnie. Niezręczna cisza między nami zapadła. Nagle wpadłem na pomysł.Zacząłem nucić naszą ulubioną i śmieszną piosenkę. Po chwili do mnie dołączył. Śpiewaliśmy jednocześnie śmiejąc się. To było....fajne.
- Haha. Dobre to było. - zaśmiałem się.
- No! Ty to jeszcze pamiętasz? - zapytał ze zdziwieniem Chaz.
- Jak mógłbym nie pamiętać? Codziennie sobie to śpiewam. - odpowiedziałem dalej się śmiejąc. Nagle doszedł do nas Christian.
- Macie jakieś pomysły? - zapytał nagle.
- Nie. Ale możemy przecież zrobić normalny wakacyjny filmik,troche śmiesznych momentów.Nie musimy przecież robić śmiesznego. - odpowiedziałem.
- Masz rację !- krzyknął Chris. Nagle ze swojego namiotu wyszła Sophie w stroju kąpielowym i ręczniku. Miała śliczny ten strój. Był on kolorach flagi Ameryki. Miała też spięte włosy, czarne japonki i okulary przeciwsłoneczne. Rozłożyła się na pomoście omijając nas. My po chwili zajęliśmy się filmikiem i zdjęciami.
***
Promienie słońca wpadały przez namiot na moją twarz jednocześnie budząc mnie. Ptaszki ćwierkały ,było ciepło i jasno. Po prostu żyć nie umierać. Wyszedłem z swojego namiotu i ruszyłem w głąb lasu się załatwić. Kiedy wracałem Chaz i Christian jeszcze spali ,ponieważ z ich namiotów słychać było chrapanie. Przez lekką szparkę ujrzałem spokojnie śpiącą Sophie. Szczerze powiem, ładnie sobie spała. Chociaż dalej wkurzała mnie samą sobą. Dlaczego? Załóżmy wczoraj. Gdyby nie ona, nikt by nie zwracał na nas uwagi, a tak przez jej krzyki wszyscy na nas patrzyli. Mogliśmy się sami pochlapać, a tak, to chłopcy sami wpadli na pomysł aby pochlapać ją. Ale co jak co. Seksownie wyglądała w mojej bluzie. I jeszcze mi jej nie oddała. Trudno. Wróciłem do swojego namiotu i postanowiłem się przebrać. Wyciągnąłem krótkie podwijane spodenki jeansowe oraz luźną białą bluzkę. Założyłem to oraz skarpetki i białe Supry. Z walizki wyciągnąłem szczoteczkę i pastę do zębów i ruszyłem do budki która znajdowała się w naszym obrębie. Była drewniana. W środku znajdował się prysznic, pralka, kibel oraz lustro i umywalka. Podszedłem do umywalki,umyłem zęby i wyszedłem z budki. Na zewnątrz nie wyglądała zbyt ładnie, lecz w środku położone były kafelki ,a ściany pomalowane były na pomarańczowo. Kibel nie wyglądał tak źle, prysznic też nie. I nie śmierdziało tam. To mi się podobało. Gdy byłem już w swoim namiocie popsikałem się swoimi perfumami. Po chwili leżenia postanowiłem wyjść i obudzić wszystkich. Ileż można spać? Jest 9. Wyszedłem z namiotu i najpierw poszedłem do namiotu Chaza budząc go krzykiem. Wstał. Później podszedłem do namiotu Christiana. Również krzyknąłem lecz to nie pomogło. Zacząłem klepać go. W końcu się wkurwiłem, wyciągnąłem wiadro , nalałem do niego wody i wróciłem do Christiana. Dalej spał jak bóbr. Szepnąłem 'Sory młody' i całą zawartość wiadra wylałem na niego.
- Jezus maria, co się dzieje?!- zaczął panikować, a ja zacząłem się śmiać.
- Szanowny pan nie chciał wstać. To była ostatnia metoda. Jak widać, skuteczna. Wstawaj, musisz obudzić Sophie. - powiedziałem .
- A ty nie możesz tego zrobić? - powiedział zaspany. Nic nie odpowiedziałem tylko przeklnąłem pod nosem i wyszedłem z jego namiotu. Niechętnie podszedłem do jej namiotu. Otworzyłem go i wszedłem. Spała.
- Wstawaj . - szepnąłem i poklepałem ją.
- Jeszcze chwila Christian. - odpowiedziała nie otwierając oczu.
- Ale to nie Christian. Chaz też nie. - powiedziałem i zaśmiałem się. Gwałtownie się obudziła i wstała.
- C- co tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.
- Christianowi nie chciało się budzić Ciebie, zostałem ja. Wstawaj. - odpowiedziałem i nie czekałem na odpowiedź tylko wyszedłem z jej namiotu i zauważyłem wychodzącego Christiana i Chaza.
- Obudziłeś ją? - zapytał Christian kiedy już do mnie podszedł.
- Tak. Kiedy idziemy na śniadanie?Głodny jestem. - powiedziałem z grymasem .
- Nie wiem. Jak ona się ogarnie. - zaśmiał się Chaz i usiedliśmy na naszym pomoście. Każdy patrzył przed siebie. Każdy myślał o czymś innym. Nie wiem o czym oni myśleli. Ja myślałem o tych wakacjach. Jakie będą.I czy wql je przeżyje.
- Tęskniłem za wami . - powiedziałem smutno.
- My za Tobą też. - odpowiedział Christian.
- Tyle was nie widziałem. Każdy się zmienił. - w tym momencie wyciągnąłem z kieszeni portfel i otworzyłem go . Wyciągnąłem z niego nasze wspólne zdjęcie. Nie było małe, było wielkie, prawie jak plakat.
- O Matko. Nosisz nasze wspólne zdjęcie w portfelu? - zapytał z niedowierzaniem Chaz.
- Mam jeszcze przy łóżku w tourbusie nasze zdjęcie. - uśmiechnąłem się do nich. Nic już nie mówiliśmy tylko się przytuliliśmy.
- Kocham was jak bracia. Jesteście cudowni. - szepnąłem do nich. Odsunęliśmy się od siebie.
- Ej, Chris, nie płacz. - zaśmiałem się.
- Ja nie płaczę....coś mi wpadło do oka. - odpowiedział zmieszany Christian i wytarł łzy z policzek. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy stojącą Sophie która miała łzy w oczach.
- To było cudowne. - powiedziała tylko to i nic już nie mówiła. To było miłe co powiedziała. Wyglądała cudownie. Miała na sobie krótką luźną spódniczkę, falowaną w kwiatki z paskiem ,a pod nią miała zwykłą czarną bokserkę. Na nogach miała czarne baletki. Patrzyłem na nią.Nie wiem czemu. Po chwili się ocknąłem i ruszyliśmy na śniadanie. Gdy doszliśmy spokojnie weszliśmy do stołówki. Wszyscy już tam byli. Zajęliśmy swoje miejsca i zaczęliśmy jeść śniadanie.
- Smacznego - powiedziała Sophie.
- Smacznego. - odpowiedzieliśmy chórem i nagle zaczęliśmy się śmiać.
- Co dzisiaj robimy? - wtrącił się Chaz. Nie odzywałem się tylko czekałem aż ktoś coś wymyśli.
- Ja się dzisiaj opalam.Wy róbcie co tam chcecie. - powiedziała się Sophie.
- Aha. Miło. To my co robimy? - zapytał Chaz.
- O! Zróbmy śmieszny filmik. Przynajmniej nie będziemy się nudzić. - wtrącił się Christian.
- Możemy. - odpowiedziałem i na tym zakończyła się rozmowa. Skończyliśmy jeść i wyszliśmy ze stołówki. Była 12. Doszliśmy do naszego obrębu.
- Ja lecę się przebrać. - powiedziała szybko Sophie i czmychła do swojego namiotu.
- Ja polecę po kamerę i aparat. Poczekajcie tu. - wtrącił Chris i pobiegł do siebie. Patrzyłem na Chaza , a on na mnie. Niezręczna cisza między nami zapadła. Nagle wpadłem na pomysł.Zacząłem nucić naszą ulubioną i śmieszną piosenkę. Po chwili do mnie dołączył. Śpiewaliśmy jednocześnie śmiejąc się. To było....fajne.
- Haha. Dobre to było. - zaśmiałem się.
- No! Ty to jeszcze pamiętasz? - zapytał ze zdziwieniem Chaz.
- Jak mógłbym nie pamiętać? Codziennie sobie to śpiewam. - odpowiedziałem dalej się śmiejąc. Nagle doszedł do nas Christian.
- Macie jakieś pomysły? - zapytał nagle.
- Nie. Ale możemy przecież zrobić normalny wakacyjny filmik,troche śmiesznych momentów.Nie musimy przecież robić śmiesznego. - odpowiedziałem.
- Masz rację !- krzyknął Chris. Nagle ze swojego namiotu wyszła Sophie w stroju kąpielowym i ręczniku. Miała śliczny ten strój. Był on kolorach flagi Ameryki. Miała też spięte włosy, czarne japonki i okulary przeciwsłoneczne. Rozłożyła się na pomoście omijając nas. My po chwili zajęliśmy się filmikiem i zdjęciami.
***
6.
*Oczami Sophie*
Poczułam zimne ręce na mojej skórze , wzdrygnęłam i otworzyłam oczy. Ściągnęłam słuchawki ,a przede mną ujrzałam Christiana.
- Kolacja. - szepnął mi do ucha i pomógł mi wyjść z namiotu. Poprawiłam włosy i nagle poczułam na sobie wzrok Justina, ale zignorowałam to. Ruszyliśmy do stołówki.
- Mam nadzieję, że nie będzie akcji z Justinem. - szepnęłam do Christiana.
- Jakiej niby? - zapytał zdziwiony.
- Halo. To sławny gwiazdor. - dokończyłam.
- Aaaa. Spokojnie, damy rade. - uśmiechnął się do mnie i objął mnie. Często tak robimy. To jest słodkie. Uwielbiam tego idiotę. Nagle weszliśmy na stołówkę. Około 80 oczów na nas. Masakra jakaś. Kilka dziewczyn pisnęło. To tyle. Alleluja.
- Chodźcie tam. - powiedział Chaz wskazując na stolik w kącie i ruszyliśmy za nim. Usiedliśmy. Podano nam kolację. A mianowicie jakieś kanapki, herbatę, sok i jajecznicę. Postanowiłam zjeść dwie kanapki i herbatę.
- No i jak tam? Justin, opowiadaj. - wtrącił się Chaz. Justin spojrzał na mnie lecz nie widział mojej reakcji ,ponieważ miałam głowę spuszczoną w dół.
- A zajebiście. Matko. Gdybyście stanęli na scenie, śpiewali , a z wami śpiewało by kilka tysięcy ludzi ,jeszcze do tego twoich piosenek to byście byli naprawdę szczęśliwi tak jak ja. Moje Beliebers są niesamowite. - powiedział Justin z uśmiechem. Zapomniałam ,że Justin ma swój fandom. I wtedy coś zrozumiałam. Zwykłe fanki lecą na jego klatę i na pieniądze, ale za to Jego Beliebers kochają go za to jaki jest. Za jego muzykę. Uśmiechnęłam się do Justina i nic nie mówiłam.Po zjedzonej kolacji postanowiliśmy posiedzieć jeszcze trochę ale w końcu wyszliśmy ze stołówki. Było już trochę ciemno. Chłopcy wymyślili ,że pójdziemy nad jezioro. Ale nie w naszym obrębie tylko tam gdzie są wszyscy. Gdy tam doszliśmy kilka osób kąpało się w jeziorze, kilka do niego skakało ,a kilka leżało na pomoście.
- Idziesz do wody? - zapytał się nagle Chaz.
- Nigdy w życiu. - odpowiedziałam szybko.
- Tak myślałem. A więc są też sposoby fizyczne. - Chaz się zaśmiał. Wiedziałam o co mu chodzi. Zaczęłam uciekać. Justin z Christianem już wskoczyli do jeziora, a Chaz mnie gonił. Trochę krzyczałam, ale bardziej wolałam się z niego śmiać jak pędzi za mną. W końcu mnie złapał.
- Idiota! Puść mnie! - zaczęłam krzyczeć. Wszyscy się śmiali, a ja to już w ogóle. Chaz wziął mnie na ręce i pobiegł na pomost. Myślałam ,że to już wszystko. Odetchnęłam z ulgą lecz nagle poczułam jak Chaz razem ze mną skacze do wody. Woda była cholernie zimna. Wypłynęłam na powierzchnię. Wszyscy się śmiali. Myślałam ,że chłopcy dadzą mi spokój. Niestety myliłam się gdy po chwili poczułam jak chlapią mnie wodą.
- Przestańcie !- krzyczałam i robiłam wszystko aby tylko przestali. W końcu powiedziałam w myślach 'A co mi tam' i sama zaczęłam ich chlapać. Najgorsze było to ,że było ich 3 ,a ja jedna. Nie miałam szans z nimi. Zakrywałam się cały czas, zamykałam oczy. W końcu kiedy ledwo oddychałam zanurzyłam się i wynurzyłam. Ustąpili.
- Prawie nie mogłam oddychać. Idioci. - powiedziałam do nich na co się zaśmiali. Miałam już wychodzić kiedy jeden z nich pociągnął mnie za nogi tak ,że musiałam zanurzyć się. Odwróciłam się i ujrzałam Christiana. Wynurzyłam się, on chciał mnie znów zanurzyć lecz zdążyłam wykrzyczeć.
- Jeżeli mnie kochasz i chcesz dla mnie jak najlepiej, nie rób tego. - Ustąpił. Nie zanurzył mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
- Dziękuję. - szepnęłam. Puściłam go i wyszłam z jeziora. Chłopcy również. Byłam cała mokra.
- Ej no, patrzcie jak wyglądam. Jeszcze do tego jest mi zimno. - skrzywiłam się i chciałam jak najszybciej dojść do naszych namiotów. Nagle poczułam jak ktoś zakłada na mnie czarną ,ciepłą bluzę. Był to Chaz. Niestety bluza nie była jego. Ani również nie była Christiana. Była Justina. Ale jedyny plus był taki,że to Chaz mi pomógł założyć tą bluzę. Powiedziałam 'dziękuję' i ruszyliśmy do namiotów. Namioty były ułożone w koło. Pierwszy namiot był Justina, później mój, następny był Christiana, a ostatni należał do Chaza.
- Dobranoc.- krzyknęłam gdy już doszliśmy do naszych namiotów. Pobiegłam szybko do mojego i zamknęłam się w nim. Rzuciłam się na śpiwór. Było mi cholernie dalej zimno, ciągle miałam mokre rzeczy... i cholera. Mam bluzę Justina. Nie. Nie wyjdę już żeby mu oddać,bo jest za późno. No trudno , jutro mu oddam. Przebrałam się w długie dresowe spodnie oraz grubą czarną bluzę zakładaną przez głowę. Zgasiłam lampkę i zasnęłam.
***
:)))
Poczułam zimne ręce na mojej skórze , wzdrygnęłam i otworzyłam oczy. Ściągnęłam słuchawki ,a przede mną ujrzałam Christiana.
- Kolacja. - szepnął mi do ucha i pomógł mi wyjść z namiotu. Poprawiłam włosy i nagle poczułam na sobie wzrok Justina, ale zignorowałam to. Ruszyliśmy do stołówki.
- Mam nadzieję, że nie będzie akcji z Justinem. - szepnęłam do Christiana.
- Jakiej niby? - zapytał zdziwiony.
- Halo. To sławny gwiazdor. - dokończyłam.
- Aaaa. Spokojnie, damy rade. - uśmiechnął się do mnie i objął mnie. Często tak robimy. To jest słodkie. Uwielbiam tego idiotę. Nagle weszliśmy na stołówkę. Około 80 oczów na nas. Masakra jakaś. Kilka dziewczyn pisnęło. To tyle. Alleluja.
- Chodźcie tam. - powiedział Chaz wskazując na stolik w kącie i ruszyliśmy za nim. Usiedliśmy. Podano nam kolację. A mianowicie jakieś kanapki, herbatę, sok i jajecznicę. Postanowiłam zjeść dwie kanapki i herbatę.
- No i jak tam? Justin, opowiadaj. - wtrącił się Chaz. Justin spojrzał na mnie lecz nie widział mojej reakcji ,ponieważ miałam głowę spuszczoną w dół.
- A zajebiście. Matko. Gdybyście stanęli na scenie, śpiewali , a z wami śpiewało by kilka tysięcy ludzi ,jeszcze do tego twoich piosenek to byście byli naprawdę szczęśliwi tak jak ja. Moje Beliebers są niesamowite. - powiedział Justin z uśmiechem. Zapomniałam ,że Justin ma swój fandom. I wtedy coś zrozumiałam. Zwykłe fanki lecą na jego klatę i na pieniądze, ale za to Jego Beliebers kochają go za to jaki jest. Za jego muzykę. Uśmiechnęłam się do Justina i nic nie mówiłam.Po zjedzonej kolacji postanowiliśmy posiedzieć jeszcze trochę ale w końcu wyszliśmy ze stołówki. Było już trochę ciemno. Chłopcy wymyślili ,że pójdziemy nad jezioro. Ale nie w naszym obrębie tylko tam gdzie są wszyscy. Gdy tam doszliśmy kilka osób kąpało się w jeziorze, kilka do niego skakało ,a kilka leżało na pomoście.
- Idziesz do wody? - zapytał się nagle Chaz.
- Nigdy w życiu. - odpowiedziałam szybko.
- Tak myślałem. A więc są też sposoby fizyczne. - Chaz się zaśmiał. Wiedziałam o co mu chodzi. Zaczęłam uciekać. Justin z Christianem już wskoczyli do jeziora, a Chaz mnie gonił. Trochę krzyczałam, ale bardziej wolałam się z niego śmiać jak pędzi za mną. W końcu mnie złapał.
- Idiota! Puść mnie! - zaczęłam krzyczeć. Wszyscy się śmiali, a ja to już w ogóle. Chaz wziął mnie na ręce i pobiegł na pomost. Myślałam ,że to już wszystko. Odetchnęłam z ulgą lecz nagle poczułam jak Chaz razem ze mną skacze do wody. Woda była cholernie zimna. Wypłynęłam na powierzchnię. Wszyscy się śmiali. Myślałam ,że chłopcy dadzą mi spokój. Niestety myliłam się gdy po chwili poczułam jak chlapią mnie wodą.
- Przestańcie !- krzyczałam i robiłam wszystko aby tylko przestali. W końcu powiedziałam w myślach 'A co mi tam' i sama zaczęłam ich chlapać. Najgorsze było to ,że było ich 3 ,a ja jedna. Nie miałam szans z nimi. Zakrywałam się cały czas, zamykałam oczy. W końcu kiedy ledwo oddychałam zanurzyłam się i wynurzyłam. Ustąpili.
- Prawie nie mogłam oddychać. Idioci. - powiedziałam do nich na co się zaśmiali. Miałam już wychodzić kiedy jeden z nich pociągnął mnie za nogi tak ,że musiałam zanurzyć się. Odwróciłam się i ujrzałam Christiana. Wynurzyłam się, on chciał mnie znów zanurzyć lecz zdążyłam wykrzyczeć.
- Jeżeli mnie kochasz i chcesz dla mnie jak najlepiej, nie rób tego. - Ustąpił. Nie zanurzył mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
- Dziękuję. - szepnęłam. Puściłam go i wyszłam z jeziora. Chłopcy również. Byłam cała mokra.
- Ej no, patrzcie jak wyglądam. Jeszcze do tego jest mi zimno. - skrzywiłam się i chciałam jak najszybciej dojść do naszych namiotów. Nagle poczułam jak ktoś zakłada na mnie czarną ,ciepłą bluzę. Był to Chaz. Niestety bluza nie była jego. Ani również nie była Christiana. Była Justina. Ale jedyny plus był taki,że to Chaz mi pomógł założyć tą bluzę. Powiedziałam 'dziękuję' i ruszyliśmy do namiotów. Namioty były ułożone w koło. Pierwszy namiot był Justina, później mój, następny był Christiana, a ostatni należał do Chaza.
- Dobranoc.- krzyknęłam gdy już doszliśmy do naszych namiotów. Pobiegłam szybko do mojego i zamknęłam się w nim. Rzuciłam się na śpiwór. Było mi cholernie dalej zimno, ciągle miałam mokre rzeczy... i cholera. Mam bluzę Justina. Nie. Nie wyjdę już żeby mu oddać,bo jest za późno. No trudno , jutro mu oddam. Przebrałam się w długie dresowe spodnie oraz grubą czarną bluzę zakładaną przez głowę. Zgasiłam lampkę i zasnęłam.
***
:)))
5.
*Nad jeziorem*
*Oczami Chaza*
- Tu jest cudownie !- usłyszałem krzyk Sophie która właśnie wychodziła z auta.
- Podoba ci się? - zapytał Christian. Ona tylko rzuciła się na niego.
- A ja? To ja to wymyśliłem.- powiedziałem smutny. Ona odkleiła się od Chrisa i rzuciła się na mnie. Przytuliła mnie tak mocno,że w pewnym momencie już nie mogłem oddychać.
- Okej. Dość tych czułości. Udusisz mnie, Sophie. - zaśmiałem się ,a ona wreszcie mnie puściła. Wyciągnąłem walizki wraz z Christianem i ruszyliśmy do naszych namiotów.
- Nasze namioty są w odległym miejscu, tak żebyśmy mieli swoją część tylko dla naszej całej 4. - powiedział Christian. I w pewnym momencie Sophie zapytała.
- A nie 3? - Christian spieprzył. Cholera jasna spieprzył całą sprawę!Było tak dobrze! Zrobiliśmy się czerwoni. Teraz to już koniec. Nie ma wyjścia. Trzeba powiedzieć prawdę.
- Posłuchaj. Tak naprawdę będzie nas 4. Ja, ty, Christian i Justin. - powiedziałem spuszczając głowę.Sophie się zatrzymała.
- Jaki Justin? - zapytała już wkurzona. Wiedziałem ,że będzie wkurzona.
- Bieber. Justin Bieber. Nasz przyjaciel. Nie spotykaliśmy się przez lata. Teraz mieliśmy okazję więc ją wykorzystaliśmy.
- To po co wmieszaliście mnie w to? Mogliście sobie sami pojechać. Teraz spieprzę wam całe wakacje. - zauważyłem jak do oczu napływają jej łzy. Była smutna i rozczarowana ,a najgorsze jest to ,że będzie się obwiniać o wszystko.
- Ponieważ jesteś naszym małym aniołkiem i bez Ciebie nigdzie się nie ruszamy ,bo Cię kochamy. - powiedział Christian i próbował się do niej przytulić. Jednak ta odepchnęła go, wzięła swoją walizkę i wybrała dla siebie namiot. Każdy będzie miał swój. Weszła do swojego i zamknęła się.
- Spierdoliłeś Beadles. - powiedziałem do niego srogo.
- Teraz to moja wina? To ty chciałeś to ukrywać razem ze mną. Pracowaliśmy razem ale to mnie obwiniasz. Zajebiście. - krzyknął i wszedł do swojego namiotu obok Honey. Po chwili ja również poszedłem do swojego, wpakowałem walizki i wyszedłem z naszego obrębu szukać Justina. Byłem tak wkurwiony ,że aż musiałem zapalić. Pierwszy raz, może od pół roku kiedy taka zwykła cipa mnie zdradziła. Nie ważne.
*Oczami Sophie*
Jak oni mogli? Mogli powiedzieć prawdę, może bym się wkurzyła ale nie tak bardzo jak teraz. Jestem wkurzona, smutna, rozdarta ,a w tym namiocie chociaż jest duży ,jest gorąco. Dopiero co przyjechaliśmy i już sie zjebało. Przeze mnie. Gdybym sie tak nie wkurzyła to może nie było by tak źle. Po chwili postanowiłam wyjść z tego palącego się namiotu i ruszyłam na pomost który był przy jeziorze w naszym obrębie. Siedziałam i myślałam. A w sumie to nie miałam o czym. Chciało mi się płakać z byle jakiego powodu. Nie wiem gdzie jest Chaz, a do Chrisa nie pójdę, a z resztą nawet nie wiem w którym jest namiocie. Są 4 namioty. Mój, Christiana , Chaza i tego...Justina. Nigdy go nie lubiłam. Słyszałam o nim same złe rzeczy i jakoś tak wyszło. Podoba mi się jego muzyka ale jej nie słucham. Jest kolejną gwiazdką gdzie jego faneczki lecą na jego umięśnioną klatę i na pieniądze. Żałosne. Nagle poczułam kroki zbliżające się do mnie. Zakładam ,że to Christian. Po chwili ujrzałam go siadającego koło mnie. Siedzieliśmy w ciszy.
- Ja...- zaczął.
- Nie. Nic nie mów. Rozumiem ,że chcieliście dobrze,bo wiecie ,że nie przepadam za nim. - wtrąciłam mu.
- Masz rację. Chcieliśmy spędzić z nim czas ,ale nie chcieliśmy Cię zostawić ,bo Cię kochamy tak jak jego. To było dla nas trudne. Do tego Justinowi też nie powiedzieliśmy ,że tutaj będziesz, ponieważ nie wiemy jakby zareagował. Wiesz...zmienił się trochę i takie tam. Pewnie tak tęskni za nami ,że wkurzył by się gdyby dowiedział się ,że jakaś dziewczyna też będzie ,a pewnie chciał spędzić tylko z nami czas. No ,a teraz musi się dowiedzieć prawdy tak jak ty. Przepraszamy. - powiedział. Przybliżyłam się do niego i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Rozumiem. Kocham was i wybaczam. Jesteście najlepszymi braćmi na świecie. - szepnęłam do niego.
- A ty najsłodszą siostrą i naszym małym aniołkiem. Też Cię kochamy. - dokończył i przytulił się do mnie. Dziękuję ,że go mam.Jest dla mnie bardzo ważny. Odegrał bardzo ważną rolę w moim życiu. Pomaga mi i mogę na niego liczyć. Tak samo jak na Chaza. Są niesamowici.
- I co teraz będzie? - zapytał nagle.
- Ale co?
- Chodzi o to,co będzie z Tobą i Justinem. Mam nadzieję ,że będzie dobrze...
- Ale ja go nie lubię. - na tym zakończyłam naszą rozmowę. Usłyszeliśmy kroki dochodzące do naszych namiotów. To pewnie Chaz i Justin. Wstałam razem z Christianem i ruszyliśmy w ich stronę. Ujrzałam Chaza i Justina. Nie widziałam nigdy Biebera na żywo. Ładny był. Ale nienawidzę go. Sądzę ,że wymądrza się cholernie i jest nie miły. Ale mogą być to plotki. Pożyjemy, zobaczymy.
- Cześć Bro! - krzyknął Christian rzucając się na Justina. Zaczęli się śmiać.
- Jezu, jak ty się młody zmieniłeś! - powiedział Justin spoglądając na Chrisa.
- A to jest Sophie, nasza przyjaciółka. - wtrącił Chaz. Justin popatrzył się na mnie i podał mi rękę.Nie był wkurwiony? Może nie...może ma w dupie to ,że będzie tutaj jakaś obca dziewczyna..
- Justin.- powiedział
- Sophie. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- To wy się zabawcie ,a ja pójdę do namiotu. - dopowiedziałam i weszłam do swojego namiotu. Otworzyłam torebkę, wyciągnęłam z niej telefon i słuchawki,podłączyłam je do telefonu ,położyłam się i zaczęłam słuchać.
*Oczami Chaza*
- Mam nadzieję, że Sophie nie będzie Ci przeszkadzać ,że z nami będzie. - zapytałem się Justina kiedy wyszliśmy z jeziora po kąpieli.
- Troche mnie wkurwiło, że nic nie powiedzieliście. Najlepiej jak ona nie będzie włazić mi w drogę. Jasne?- odpowiedział trochę wkurzony. Powiedziałem ciche 'Jasne" i wróciliśmy do naszego obrębu.
- Miejscówka jest zajebista. - powiedział Justin.
- No- odpowiedział Christian. Weszliśmy do swoich namiotów ,przebraliśmy się i wyszliśmy.
- Czas na kolację. - wtrącił Christian. - Poczekajcie ,pójdę po Honey.
- Po kogo? - zapytał Justin
- Po Sophie. Tak ją nazywamy. Nie ważne. - powiedziałem ,a Justin się zamknął. Poczekaliśmy aż Sophie wyjdzie.
***
*Oczami Chaza*
- Tu jest cudownie !- usłyszałem krzyk Sophie która właśnie wychodziła z auta.
- Podoba ci się? - zapytał Christian. Ona tylko rzuciła się na niego.
- A ja? To ja to wymyśliłem.- powiedziałem smutny. Ona odkleiła się od Chrisa i rzuciła się na mnie. Przytuliła mnie tak mocno,że w pewnym momencie już nie mogłem oddychać.
- Okej. Dość tych czułości. Udusisz mnie, Sophie. - zaśmiałem się ,a ona wreszcie mnie puściła. Wyciągnąłem walizki wraz z Christianem i ruszyliśmy do naszych namiotów.
- Nasze namioty są w odległym miejscu, tak żebyśmy mieli swoją część tylko dla naszej całej 4. - powiedział Christian. I w pewnym momencie Sophie zapytała.
- A nie 3? - Christian spieprzył. Cholera jasna spieprzył całą sprawę!Było tak dobrze! Zrobiliśmy się czerwoni. Teraz to już koniec. Nie ma wyjścia. Trzeba powiedzieć prawdę.
- Posłuchaj. Tak naprawdę będzie nas 4. Ja, ty, Christian i Justin. - powiedziałem spuszczając głowę.Sophie się zatrzymała.
- Jaki Justin? - zapytała już wkurzona. Wiedziałem ,że będzie wkurzona.
- Bieber. Justin Bieber. Nasz przyjaciel. Nie spotykaliśmy się przez lata. Teraz mieliśmy okazję więc ją wykorzystaliśmy.
- To po co wmieszaliście mnie w to? Mogliście sobie sami pojechać. Teraz spieprzę wam całe wakacje. - zauważyłem jak do oczu napływają jej łzy. Była smutna i rozczarowana ,a najgorsze jest to ,że będzie się obwiniać o wszystko.
- Ponieważ jesteś naszym małym aniołkiem i bez Ciebie nigdzie się nie ruszamy ,bo Cię kochamy. - powiedział Christian i próbował się do niej przytulić. Jednak ta odepchnęła go, wzięła swoją walizkę i wybrała dla siebie namiot. Każdy będzie miał swój. Weszła do swojego i zamknęła się.
- Spierdoliłeś Beadles. - powiedziałem do niego srogo.
- Teraz to moja wina? To ty chciałeś to ukrywać razem ze mną. Pracowaliśmy razem ale to mnie obwiniasz. Zajebiście. - krzyknął i wszedł do swojego namiotu obok Honey. Po chwili ja również poszedłem do swojego, wpakowałem walizki i wyszedłem z naszego obrębu szukać Justina. Byłem tak wkurwiony ,że aż musiałem zapalić. Pierwszy raz, może od pół roku kiedy taka zwykła cipa mnie zdradziła. Nie ważne.
*Oczami Sophie*
Jak oni mogli? Mogli powiedzieć prawdę, może bym się wkurzyła ale nie tak bardzo jak teraz. Jestem wkurzona, smutna, rozdarta ,a w tym namiocie chociaż jest duży ,jest gorąco. Dopiero co przyjechaliśmy i już sie zjebało. Przeze mnie. Gdybym sie tak nie wkurzyła to może nie było by tak źle. Po chwili postanowiłam wyjść z tego palącego się namiotu i ruszyłam na pomost który był przy jeziorze w naszym obrębie. Siedziałam i myślałam. A w sumie to nie miałam o czym. Chciało mi się płakać z byle jakiego powodu. Nie wiem gdzie jest Chaz, a do Chrisa nie pójdę, a z resztą nawet nie wiem w którym jest namiocie. Są 4 namioty. Mój, Christiana , Chaza i tego...Justina. Nigdy go nie lubiłam. Słyszałam o nim same złe rzeczy i jakoś tak wyszło. Podoba mi się jego muzyka ale jej nie słucham. Jest kolejną gwiazdką gdzie jego faneczki lecą na jego umięśnioną klatę i na pieniądze. Żałosne. Nagle poczułam kroki zbliżające się do mnie. Zakładam ,że to Christian. Po chwili ujrzałam go siadającego koło mnie. Siedzieliśmy w ciszy.
- Ja...- zaczął.
- Nie. Nic nie mów. Rozumiem ,że chcieliście dobrze,bo wiecie ,że nie przepadam za nim. - wtrąciłam mu.
- Masz rację. Chcieliśmy spędzić z nim czas ,ale nie chcieliśmy Cię zostawić ,bo Cię kochamy tak jak jego. To było dla nas trudne. Do tego Justinowi też nie powiedzieliśmy ,że tutaj będziesz, ponieważ nie wiemy jakby zareagował. Wiesz...zmienił się trochę i takie tam. Pewnie tak tęskni za nami ,że wkurzył by się gdyby dowiedział się ,że jakaś dziewczyna też będzie ,a pewnie chciał spędzić tylko z nami czas. No ,a teraz musi się dowiedzieć prawdy tak jak ty. Przepraszamy. - powiedział. Przybliżyłam się do niego i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Rozumiem. Kocham was i wybaczam. Jesteście najlepszymi braćmi na świecie. - szepnęłam do niego.
- A ty najsłodszą siostrą i naszym małym aniołkiem. Też Cię kochamy. - dokończył i przytulił się do mnie. Dziękuję ,że go mam.Jest dla mnie bardzo ważny. Odegrał bardzo ważną rolę w moim życiu. Pomaga mi i mogę na niego liczyć. Tak samo jak na Chaza. Są niesamowici.
- I co teraz będzie? - zapytał nagle.
- Ale co?
- Chodzi o to,co będzie z Tobą i Justinem. Mam nadzieję ,że będzie dobrze...
- Ale ja go nie lubię. - na tym zakończyłam naszą rozmowę. Usłyszeliśmy kroki dochodzące do naszych namiotów. To pewnie Chaz i Justin. Wstałam razem z Christianem i ruszyliśmy w ich stronę. Ujrzałam Chaza i Justina. Nie widziałam nigdy Biebera na żywo. Ładny był. Ale nienawidzę go. Sądzę ,że wymądrza się cholernie i jest nie miły. Ale mogą być to plotki. Pożyjemy, zobaczymy.
- Cześć Bro! - krzyknął Christian rzucając się na Justina. Zaczęli się śmiać.
- Jezu, jak ty się młody zmieniłeś! - powiedział Justin spoglądając na Chrisa.
- A to jest Sophie, nasza przyjaciółka. - wtrącił Chaz. Justin popatrzył się na mnie i podał mi rękę.Nie był wkurwiony? Może nie...może ma w dupie to ,że będzie tutaj jakaś obca dziewczyna..
- Justin.- powiedział
- Sophie. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- To wy się zabawcie ,a ja pójdę do namiotu. - dopowiedziałam i weszłam do swojego namiotu. Otworzyłam torebkę, wyciągnęłam z niej telefon i słuchawki,podłączyłam je do telefonu ,położyłam się i zaczęłam słuchać.
*Oczami Chaza*
- Mam nadzieję, że Sophie nie będzie Ci przeszkadzać ,że z nami będzie. - zapytałem się Justina kiedy wyszliśmy z jeziora po kąpieli.
- Troche mnie wkurwiło, że nic nie powiedzieliście. Najlepiej jak ona nie będzie włazić mi w drogę. Jasne?- odpowiedział trochę wkurzony. Powiedziałem ciche 'Jasne" i wróciliśmy do naszego obrębu.
- Miejscówka jest zajebista. - powiedział Justin.
- No- odpowiedział Christian. Weszliśmy do swoich namiotów ,przebraliśmy się i wyszliśmy.
- Czas na kolację. - wtrącił Christian. - Poczekajcie ,pójdę po Honey.
- Po kogo? - zapytał Justin
- Po Sophie. Tak ją nazywamy. Nie ważne. - powiedziałem ,a Justin się zamknął. Poczekaliśmy aż Sophie wyjdzie.
***
4.
*Oczami Justina*
Zostały 3 dni do spotkania się z tymi idiotami. Nie mogę się doczekać jak będziemy wrzucać się do wody, śmiać się i bawić do białego rana. Tylko ja, Chaz i Christian. Najlepsi przyjaciele , na zawsze.
- Scooter ! - krzyknąłem do mojego menadżera.
- Tak Justin? - zapytał gdy już się zobaczyliśmy .
- Musisz mi załatwić jakąś walizkę. Przecież już za chwile jadę. - powiedziałem.
- Jasne, oczywiście. Tylko nie teraz. Musisz się skupić. Dzisiaj jest twój ostatni koncert. Nie możesz myśleć tylko o jakiś pierdołach. - dopowiedział stanowczo. Troszeczkę się wkurzyłem.
- Spotkanie z najlepszymi przyjaciółmi po latach nie jest żadną pierdołą. - odpowiedziałem mu i zamknąłem się w swoim pokoju w tourbusie. Nienawidzę się z nim kłócić. Ale tym razem mnie wkurzył. Nie widziałem gości przez ponad 3 lata ,a on mi będzie mówił ,że to jakaś błahostka. Nigdy w życiu. Położyłem się na łóżku i zacząłem wspominać.
Zostały 3 dni do spotkania się z tymi idiotami. Nie mogę się doczekać jak będziemy wrzucać się do wody, śmiać się i bawić do białego rana. Tylko ja, Chaz i Christian. Najlepsi przyjaciele , na zawsze.
- Scooter ! - krzyknąłem do mojego menadżera.
- Tak Justin? - zapytał gdy już się zobaczyliśmy .
- Musisz mi załatwić jakąś walizkę. Przecież już za chwile jadę. - powiedziałem.
- Jasne, oczywiście. Tylko nie teraz. Musisz się skupić. Dzisiaj jest twój ostatni koncert. Nie możesz myśleć tylko o jakiś pierdołach. - dopowiedział stanowczo. Troszeczkę się wkurzyłem.
- Spotkanie z najlepszymi przyjaciółmi po latach nie jest żadną pierdołą. - odpowiedziałem mu i zamknąłem się w swoim pokoju w tourbusie. Nienawidzę się z nim kłócić. Ale tym razem mnie wkurzył. Nie widziałem gości przez ponad 3 lata ,a on mi będzie mówił ,że to jakaś błahostka. Nigdy w życiu. Położyłem się na łóżku i zacząłem wspominać.
- Proszę Cię ,Justin. Obiecaj ,że nigdy o nas nie zapomnisz. Że co wieczór będziesz o nas myślał,że kiedy się spotkamy będziesz się zachowywał normalnie, a nie jak rozwydrzony gwiazdor. Obiecaj ,że zawsze z nami będziesz. - powiedział mały Christian z aparatem na zębach. Kocham tego malucha.
- Co ty mówisz? Nigdy o was nie zapomnę. Zawsze z wami będę i będę o was pamiętać choćby nie wiem co. Kocham was bardzo mocno i jesteście moimi najlepszymi braćmi jakich mógłbym sobie wyobrazić. - spojrzałem na chłopaków i widziałem ich łzy w oczach. Wtuliłem się w nich. Kocham ich tak jak muzykę. Oni wiedzą ,że to jest moja szansa. I rozumieją mnie. I z tego powodu kocham ich jeszcze bardziej.
- Idziemy pojeździć? Została nam godzina razem. - szepnął Chaz i pobiegliśmy na skate park. Zaczęliśmy się wygłupiać i jeździć jak zawsze. Nie obchodziło nas ,że minuty lecą ,że zaraz wyjadę. Żyliśmy chwilą.
Otworzyłem oczy i poczułem jak mam mokre policzki. Otarłem je szybko i uśmiechnąłem się do siebie.
- Kocham was chłopaki. - szepnąłem do zdjęcia na którym jesteśmy my,cała trójka. Dobrze ,że ich nie straciłem.
*3 dni później*
*Oczami Sophie*
Wyciągnęłam swoją walizkę i zaczęłam wkładać do niej potrzebne mi rzeczy na wakacje. Nie mogę się doczekać. Pierwszy raz spędzę je bez narzekania rodziców. Bez ich krzyczenia abym założyła coś na głowę. Bez jedzenia obślizgłych ryb. Bez ich zakazywania ,że nie mogę skakać do jeziora. Teraz pozostałam ja i moi przyjaciele. Mam nadzieję ,że nikt ani nic nam tego nie zepsuje. Założę się ,że Christian to wszystko nagra. Potem będziemy wspominać.
Po spakowaniu wszystkich ubrań wyciągniętych z szafy oraz wpakowaniu bielizny ruszyłam do łazienki i wyciągnęłam największą kosmetyczkę jaką miałam. Zapakowałam kilka szamponów, kosmetyki, szczoteczkę, całą pastę i różne inne potrzebne mi rzeczy. Włożyłam kosmetyczkę do walizki i ruszyłam do kuchni. Tam miałam spakowane worki słodyczy które będziemy wcinać oraz kilka dużych butelek wody. Po spakowaniu wszystkich rzeczy zamknęłam walizkę. Ledwo, ale zamknęłam.
- Okej, teraz czas na torebkę. - szepnęłam do siebie i wyciągnęłam z końca szafy najładniejszą i największą torebkę jaką miałam. Wpakowałam tam swój telefon, słuchawki, książkę,małą butelkę wody, okulary i inne drobiazgi. Po dwóch godzinach męczarni z walizką i torebką na reszcie mogłam odetchnąć.
- Skończone. - powiedziałam głośno i rzuciłam się na łóżko. Dzisiejszy dzień jest bardzo ciepły. I to mi się podoba. Spojrzałam na zegarek i dochodziła godzina 12. Zaraz jedziemy.
*Oczami Christiana*
Właśnie pakowałem ostatnie rzeczy do plecaka oraz zamykałem swoją walizkę gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Był to oczywiście Chaz. W ręku trzymał swoją dużą czarną walizkę oraz na plecach miał plecak.
- I jak, spakowany? - zapytał radośnie. Wpuściłem go do środka. Odłożył rzeczy i pobiegł za mną do mojego pokoju. Pomógł mi zamknąć walizkę. Usiadł na krześle kiedy ja kończyłem wkładać różne rzeczy do plecaka.
- Mam nadzieję ,że bierzesz kamerę i aparat? - zapytał patrząc się na ładujący się sprzęt.
- Bez tego nigdzie się nie ruszam. Musimy to uczcić. - zaśmiałem się, schowałem aparat i kamerę do dużego plecaka i zapiąłem go.
- Idziemy?
- Idziemy. - odpowiedział z uśmiechem i pomógł mi znieść walizkę. Po skończonym znoszeniu pożegnałem się z rodzicami i zamknąłem za nami drzwi. Włożyliśmy walizki do auta Chaza i usiedliśmy w jego aucie. Na dworze skwar ale najlepsze jest to ,że Chaz w swoim aucie ma otwierany dach.
- Jedziemy po Honey. - uśmiechnąłem się do niego i założyłem okulary. Po 5 minutach byliśmy pod białym domem Sophie. Wyszliśmy z niego i ruszyliśmy do drzwi. Zapukaliśmy i otworzyły się drzwi. W progu ujrzeliśmy rozpromienioną dziewczynę ze spiętymi włosami , krótką ,luźną białą bluzką i krótkimi jeansowymi spodenkami oraz krótkimi converasmi.
- Cześć - powiedziała i rzuciła się na nas.
- Spakowana? Gotowa? - zapytałem i uśmiechnąłem się do niej.
- Zwarta i gotowa. - zasalutowała i odwróciła się aby pójść po rzeczy. Pomogliśmy jej wynieść je z domu, pożegnała się z rodzicami ,a my w tym czasie pakowaliśmy jej walizkę do auta. Gdy wyszła otworzyłem jej drzwi do auta. Zamknąłem je gdy wsiadła i wsiadłem na miejsce pasażera.
- Jedziemy? - zapytał Chaz i odpalił auto.
- Jedziemy! - odkrzyknęliśmy i ruszyliśmy.
- Wakacje życia !- krzyknęła Sophie. I miała rację. To będą nasze wakacje. Całej 4. Ja, Chaz, Sophie i Justin.
***
:)))
3.
*Oczami Chaza*
- I jak? - usłyszałem głos dochodzący z mojego telefonu. Był to Justin.
- Jedziemy . Na pewno. - powiedziałem stanowczo.
- To wspaniale. Zadzwonię jeszcze do was. Zaraz mam koncert. Siema.
- Powodzenia , Bro.- uśmiechnąłem się do siebie i się rozłączyłem. Wyciągnąłem i napisałem do Christiana.
" To fajnie. Kurczę,właśnie nie. Co robimy?"
- I jak? - usłyszałem głos dochodzący z mojego telefonu. Był to Justin.
- Jedziemy . Na pewno. - powiedziałem stanowczo.
- To wspaniale. Zadzwonię jeszcze do was. Zaraz mam koncert. Siema.
- Powodzenia , Bro.- uśmiechnąłem się do siebie i się rozłączyłem. Wyciągnąłem i napisałem do Christiana.
"Justin zadzwonił. Powiedziałem, ,że jedziemy na pewno. Wiesz co z Sophie?"
Po chwili dostałem odpowiedź.
" To fajnie. Kurczę,właśnie nie. Co robimy?"
Zastanawiałem się co odpisać aż w końcu wpadłem na fajny pomysł.
"Zadzwonię do niej. Poczekaj"
Nie czekałem na odpowiedź tylko od razu znalazłem numer do Sophie i nacisnąłem zieloną strzałkę. Czekałem i czekałem. W końcu odebrała.
- Tak? - zapytała czule.
- I jak tam?
- Zaraz do Ciebie przyjdę. Zaproś Chrisa. - powiedziała i rozłączyła się. Cholerka. Trochę się boję. Co jeśli jednak nie będzie mogła i chce nam to powiedzieć w twarz?
Napisałem do Christiana i usiadłem przed laptopem. Puściłem kilka piosenek i czekałem aż przyjdą. W końcu usłyszałem dzwonek do drzwi. Zbiegłem na dół ,a po otworzeniu ujrzałem w progu Sophie i Christiana. Zaprosiłem ich do środka i poszliśmy do mnie do pokoju.
- I jak? - po niezręcznej ciszy w końcu postanowiłem się odezwać. Czekałem na odpowiedzieć. Zerknąłem na Christiana i zauważyłem jak trzęsie się i zaciska pięści patrząc się na Sophie.
- No więc tak. Odpowiedź moich rodziców brzmi..............- przerwała , a mi się już robiło gorąco.
- Brzmiii....?? - ciągnąłem za nią.
- Tak. Możesz jechać. Tylko nie rób głupstw. - po odpowiedzi wszyscy wstaliśmy i rzuciliśmy się na siebie. Mi kamień spadł z serca. Jestem szczęśliwy. Wszyscy skakaliśmy i krzyczeliśmy.
- Trzeba to opić! - krzyknął Christian. Ten to ma pomysły.
- Może deser? - wtrąciła się Sophie. Zaczęliśmy się śmiać.
- Nie chcesz? - zapytał smutno Chris.
- Nad jeziorem będziemy pić. - odpowiedziała z uśmiechem Sophie. Zapowiadają się cudowne wakacje. Nie mogę się doczekać.
- Musimy wykorzystać ten czas jak najlepiej potrafimy. Będą też inni nastolatkowie ,bo tam jest bardzo dobre miejsce na takie wakacje. Będziemy spać w namiotach. - wtrącił się Christian. - Będziemy mogli chodzić do takiej sali gdzie będą dyskoteki. Będzie również stołówka. A żarcie? Dobre. - dopowiedział i skończyliśmy temat. Po 5 minutach siedzenia i gapienia się byle gdzie w końcu zapytałem.
- Idziemy na skate park?
- Jasne !- odpowiedzieli chórem i wyszliśmy . Było dość ciepło. Można było spokojnie się zabawić. Chris miał bmx'a , a ja wziąłem deskę. Sophie stała na pegach od bmx'a Christiana i jechaliśmy. Nie było zbytnio dużo osób więc mogliśmy spokojnie się pośmiać i pojeździć. Ja z Christianem od razu polecieliśmy na rampę , a Honey usiadła na swojej ulubionej ławce i włączyła muzykę.
- Cudowny dzień. - powiedziałem do siebie tak aby nikt nie usłyszał.
***
Przepraszam ,że taki krótki.
2.
*Oczami Christiana*
- Dzień dobry. Jest Sophie?- zapytał się stojący obok mnie Chaz.
- Dzień dobry chłopcy. Tak, jest. - odpowiedział wysoki i starszy mężczyzna. Przekroczyliśmy próg domu, ściągnęliśmy buty i ruszyliśmy po drewnianych schodach na górę. Na przeciw schodów znajdował się pokój Sophie. Zwolniliśmy krok, a przed drzwiami od jej pokoju całkowicie się zatrzymaliśmy. Zapukałem w szybę i weszliśmy. Ujrzeliśmy leżącą na łóżku brązowowłosą dziewczynę śpiewającą swoje ulubione piosenki.
- Cześć Honey.- powiedziałem słodko. Chaz zamknął drzwi i rzuciliśmy się na łóżko obok niej. Podskoczyła przestraszona.
- Nie straszcie... - zaśmiała się wyciągając słuchawki z uszu. Przytuliła nas i zamknęła klapę od laptopa. Położyła się z nami na łóżku. Patrzyliśmy się na sufit. Cała trójka.
- Jest sprawa.- wtrącił Chaz jednocześnie zagłuszając ciszę która była w okół nas. Nareszcie.
- No? - zapytała nie ruszając się.
- Bo wiesz. Za chwile są wakacje. Chcieliśmy je spędzić razem z Tobą. Więc może wybrałabyś się z NAMI nad jezioro? - dokończył. Popatrzyłem się na Sophie. Leżała bez ruchu.
- No jasne. - odpowiedziała i uśmiechnęła się słodko. Jak ja kocham ten uśmiech.
- Tylko jest sprawa. - dopowiedziała z grymasem tym razem.
- Jaka? - w końcu zapytałem.
- Moi rodzice. - no tak. Jeżeli mówi już to zawsze kończy się na rodzicach. Rozumiem. Ma 17 lat. Ale jest już na tyle dorosła aby sama wyjechać na wakacje. Nie może cały czas siedzieć jak zamknięta w tym chorym mieście. Kiedyś w końcu musi pojechać bez nich. Potrzebuje troche odpoczynku od nich. Rozumiałem to ,że się o nią troszczą. Ale żeby do takiego stopnia?
- Ygh. Szlag by trafił. Musisz ich namówić. - powiedział smutno Chaz. I ma rację.
- Tylko musicie mi pomóc.- uśmiechnęła się złowieszczo do nas. Cholera jasna.
- Przepraszam, co?! - podniosłem głos. Nie wierzę.
- No tak. Jeżeli pomożecie to są większe szanse. Nie będą się przy was wykłócać ze mną. - powiedziała. Miała może rację, gdyby nie to ,że ja z Chazem cholernie boimy się jej rodziców. Potrafią być surowi.
- Masz rację.. tylko,że ja z Chrisem boimy się ich. - wtrącił Chaz.
- Posrało was do reszty? Jak możecie się ich bać? Ygh. Okej. Pomogę wam. Idziemy teraz? - zapytała z radością. Nie odpowiedzieliśmy tylko wstaliśmy z łóżka i ruszyliśmy za nią. Zeszliśmy ze schodów i poszliśmy do salonu gdzie mama siedziała przy stole i pisała coś na komputerze , a ojciec leżał na kanapie i oglądał jakiś mecz.
- Hej, posłuchajcie. Jest sprawa. - rozpoczęła Honey. Czułem jak jest jej ciężko. Widziałem jak już jest spocona ze strachu. A wypowiedziała tylko dwa zdania.
- Tak córciu? - zapytała się mama. Ściągnęła okulary z nosa i popatrzyła na nas.
- Za chwilę są wakacje. Chciałabym spędzić je chociaż raz w życiu z przyjaciółmi. A mianowicie przejdę do rzeczy. Czy mogłabym pojechać nad jezioro z Chazem i Christianem? - powiedziała stanowczo. Teraz czekamy na wyrok. Zapadła cisza. Ojciec wstał z kanapy i stanął na przeciwko nas. Nie potrafiłem odczytać z jego miny jakiejkolwiek reakcji.
- Ale na ile? - wtrącił się ojciec. Czas na nas. Popatrzyłem na Chaza co oznaczało ,że on ma powiedzieć.
- Na całe.... - powiedział cicho jakby bał się ,że zaraz go zastrzelą.
- W życiu. Wykluczone. Nie ma takiej opcji. - krzyknął wkurzony ojciec. Popatrzyłem na Sophie. Widać jak łzy napływały jej do oczu. Chciałbym ją teraz przytulić i powiedzieć, że będzie okej, ale wiadomo ,że nie będzie.
- Bob! Nie przesadzaj. I nie podnoś głosu do dzieci. Sophie chciałaby chociaż raz spędzić czas z przyjaciółmi. Zawsze odciągaliśmy ją od nich i wyjeżdżaliśmy na prawie całe wakacje. Niech dziewczyna raz odpocznie od nas. - powiedziała miło mama Honey. Czyż to cud? Zrobiło mi się cieplej na sercu.
- Zastanowimy się. - to było ostatnie zdanie wypowiedziane w tej katastroficznej rozmowie. Nie wiadomo co z tego wyniknie. Módlmy się aby było okej.
Odwróciliśmy się i pobiegliśmy do pokoju Sophie. Gdy zamknęliśmy drzwi na klucz , Chaz zmęczony tą rozmową rzucił się na łóżko ,a Sophie wtuliła się we mnie i płakała.
- Ej, nie płacz Sophie. Uspokój się. Twój ojciec nie powiedział nie. A twoja mama się zgodziła. - pocieszałem ją, chociaż wiedziałem ,że nic to nie da.
- Płaczę ,bo boję się, że naprawdę będę musiała z nimi pojechać. Nie znasz mojego ojca ,potrafi postawić na swoje i nikt nie może tego zmienić. - powiedziała wycierając swoje mokre policzki. Sięgnąłem po chusteczkę i dałem jej ją. Wytarła oczy oraz wysmarkała się. Zaśmiałem się cicho.
- Uwierz. Tylko tyle. - szepnąłem jej do ucha. Ona zmieszana nie wiedziała o co chodzi. Chciała już o to zapytać lecz przerwałem jej ruszając głową. Dlaczego jej to powiedziałem? Nie wiem. Chciałem ją przyzwyczaić do Justina. Kiedy tak na nią patrzę, widzę ,że idealnie by pasowali do siebie. Za dużo marzę. Naprawdę.
- My musimy już lecieć. - wtrącił Chaz wstając z łóżka.
- Jasne. Rozumiem. Odprowadzę was do drzwi. - uśmiechnęła się słodko i wyszliśmy z pokoju.
- Pa Honey - powiedziałem,pocałowałem ją w policzek i odsunąłem się. To samo zrobił Chaz i wyszliśmy.
- No Bro, niezła robota. - poklepałem go po plecach.
- Ta, w dupie. - odpowiedział i ruszyliśmy na skate park.
***
Ten rozdział mi nie wyszedł niestety.
Przepraszam.
- Dzień dobry. Jest Sophie?- zapytał się stojący obok mnie Chaz.
- Dzień dobry chłopcy. Tak, jest. - odpowiedział wysoki i starszy mężczyzna. Przekroczyliśmy próg domu, ściągnęliśmy buty i ruszyliśmy po drewnianych schodach na górę. Na przeciw schodów znajdował się pokój Sophie. Zwolniliśmy krok, a przed drzwiami od jej pokoju całkowicie się zatrzymaliśmy. Zapukałem w szybę i weszliśmy. Ujrzeliśmy leżącą na łóżku brązowowłosą dziewczynę śpiewającą swoje ulubione piosenki.
- Cześć Honey.- powiedziałem słodko. Chaz zamknął drzwi i rzuciliśmy się na łóżko obok niej. Podskoczyła przestraszona.
- Nie straszcie... - zaśmiała się wyciągając słuchawki z uszu. Przytuliła nas i zamknęła klapę od laptopa. Położyła się z nami na łóżku. Patrzyliśmy się na sufit. Cała trójka.
- Jest sprawa.- wtrącił Chaz jednocześnie zagłuszając ciszę która była w okół nas. Nareszcie.
- No? - zapytała nie ruszając się.
- Bo wiesz. Za chwile są wakacje. Chcieliśmy je spędzić razem z Tobą. Więc może wybrałabyś się z NAMI nad jezioro? - dokończył. Popatrzyłem się na Sophie. Leżała bez ruchu.
- No jasne. - odpowiedziała i uśmiechnęła się słodko. Jak ja kocham ten uśmiech.
- Tylko jest sprawa. - dopowiedziała z grymasem tym razem.
- Jaka? - w końcu zapytałem.
- Moi rodzice. - no tak. Jeżeli mówi już to zawsze kończy się na rodzicach. Rozumiem. Ma 17 lat. Ale jest już na tyle dorosła aby sama wyjechać na wakacje. Nie może cały czas siedzieć jak zamknięta w tym chorym mieście. Kiedyś w końcu musi pojechać bez nich. Potrzebuje troche odpoczynku od nich. Rozumiałem to ,że się o nią troszczą. Ale żeby do takiego stopnia?
- Ygh. Szlag by trafił. Musisz ich namówić. - powiedział smutno Chaz. I ma rację.
- Tylko musicie mi pomóc.- uśmiechnęła się złowieszczo do nas. Cholera jasna.
- Przepraszam, co?! - podniosłem głos. Nie wierzę.
- No tak. Jeżeli pomożecie to są większe szanse. Nie będą się przy was wykłócać ze mną. - powiedziała. Miała może rację, gdyby nie to ,że ja z Chazem cholernie boimy się jej rodziców. Potrafią być surowi.
- Masz rację.. tylko,że ja z Chrisem boimy się ich. - wtrącił Chaz.
- Posrało was do reszty? Jak możecie się ich bać? Ygh. Okej. Pomogę wam. Idziemy teraz? - zapytała z radością. Nie odpowiedzieliśmy tylko wstaliśmy z łóżka i ruszyliśmy za nią. Zeszliśmy ze schodów i poszliśmy do salonu gdzie mama siedziała przy stole i pisała coś na komputerze , a ojciec leżał na kanapie i oglądał jakiś mecz.
- Hej, posłuchajcie. Jest sprawa. - rozpoczęła Honey. Czułem jak jest jej ciężko. Widziałem jak już jest spocona ze strachu. A wypowiedziała tylko dwa zdania.
- Tak córciu? - zapytała się mama. Ściągnęła okulary z nosa i popatrzyła na nas.
- Za chwilę są wakacje. Chciałabym spędzić je chociaż raz w życiu z przyjaciółmi. A mianowicie przejdę do rzeczy. Czy mogłabym pojechać nad jezioro z Chazem i Christianem? - powiedziała stanowczo. Teraz czekamy na wyrok. Zapadła cisza. Ojciec wstał z kanapy i stanął na przeciwko nas. Nie potrafiłem odczytać z jego miny jakiejkolwiek reakcji.
- Ale na ile? - wtrącił się ojciec. Czas na nas. Popatrzyłem na Chaza co oznaczało ,że on ma powiedzieć.
- Na całe.... - powiedział cicho jakby bał się ,że zaraz go zastrzelą.
- W życiu. Wykluczone. Nie ma takiej opcji. - krzyknął wkurzony ojciec. Popatrzyłem na Sophie. Widać jak łzy napływały jej do oczu. Chciałbym ją teraz przytulić i powiedzieć, że będzie okej, ale wiadomo ,że nie będzie.
- Bob! Nie przesadzaj. I nie podnoś głosu do dzieci. Sophie chciałaby chociaż raz spędzić czas z przyjaciółmi. Zawsze odciągaliśmy ją od nich i wyjeżdżaliśmy na prawie całe wakacje. Niech dziewczyna raz odpocznie od nas. - powiedziała miło mama Honey. Czyż to cud? Zrobiło mi się cieplej na sercu.
- Zastanowimy się. - to było ostatnie zdanie wypowiedziane w tej katastroficznej rozmowie. Nie wiadomo co z tego wyniknie. Módlmy się aby było okej.
Odwróciliśmy się i pobiegliśmy do pokoju Sophie. Gdy zamknęliśmy drzwi na klucz , Chaz zmęczony tą rozmową rzucił się na łóżko ,a Sophie wtuliła się we mnie i płakała.
- Ej, nie płacz Sophie. Uspokój się. Twój ojciec nie powiedział nie. A twoja mama się zgodziła. - pocieszałem ją, chociaż wiedziałem ,że nic to nie da.
- Płaczę ,bo boję się, że naprawdę będę musiała z nimi pojechać. Nie znasz mojego ojca ,potrafi postawić na swoje i nikt nie może tego zmienić. - powiedziała wycierając swoje mokre policzki. Sięgnąłem po chusteczkę i dałem jej ją. Wytarła oczy oraz wysmarkała się. Zaśmiałem się cicho.
- Uwierz. Tylko tyle. - szepnąłem jej do ucha. Ona zmieszana nie wiedziała o co chodzi. Chciała już o to zapytać lecz przerwałem jej ruszając głową. Dlaczego jej to powiedziałem? Nie wiem. Chciałem ją przyzwyczaić do Justina. Kiedy tak na nią patrzę, widzę ,że idealnie by pasowali do siebie. Za dużo marzę. Naprawdę.
- My musimy już lecieć. - wtrącił Chaz wstając z łóżka.
- Jasne. Rozumiem. Odprowadzę was do drzwi. - uśmiechnęła się słodko i wyszliśmy z pokoju.
- Pa Honey - powiedziałem,pocałowałem ją w policzek i odsunąłem się. To samo zrobił Chaz i wyszliśmy.
- No Bro, niezła robota. - poklepałem go po plecach.
- Ta, w dupie. - odpowiedział i ruszyliśmy na skate park.
***
Ten rozdział mi nie wyszedł niestety.
Przepraszam.
1.
*Oczami Chaza*
- Ej ! Za 5 dni wakacje! - krzyknąłem do Christiana i Sophie którzy siedzieli zmęczeni w szkolnej stołówce.
-Chyba ktoś tu się nie wyspał?- zapytałem siadając na przeciwko nich.
-No co ty nie powiesz,Chaz - odpowiedział groźnie Christian poprawiając swoją grzywkę i kładąc głowę na stole.
- Ej, czemu się nie odzywasz Sophie? - nic.
-Ej! - znów cisza.
- SOOOOPPHHIIEE! - krzyknąłem. W tym momencie szanowna księżniczka postanowiła podnieść swoją głowę. Zaspanymi oczami patrzyła na mnie niewinnie.
- Co? - zapytała zachrypniętym głosem.
- Spałaś coś w ogóle? - wtrącił się Christian. No nareszcie, wstał.
- N-no..może z 3 godzinki - odpowiedziała speszona Honey.
- No chyba śnisz. Co ty dziewczyno robiłaś?- zapytałem z niedowierzaniem.
- Uczyłam się. Dzisiaj test z matmy, pamiętacie? - pobudzona odpowiedziała.
- No tak,ale ,żeby uczyć się do 3 w nocy.... - powiedziałem i na tym zakończyliśmy temat. Dokończyliśmy nasz lunch i ruszyliśmy do sali lekcyjnej gdzie miała się odbyć biologia. Nienawidzę jej. Usiedliśmy we trójkę w ławce i wyciągneliśmy książki. Ja i Beadles postanowiliśmy, z resztą tak jak zawsze, że wyciągniemy również nasze telefony aby posłuchać muzyki. Lepsze to niż słuchanie jak pani szanowna Smith opowiada cóż robiła w weekend. Popatrzyłem się na Sophie która była już skupiona i powtarzała lekcję. Nasza mała kujonica.
*Oczami Sophie*
O matko, nigdy nie byłam tak zmęczona. Musiałam się uczyć, dzisiaj najważniejszy test z całego roku szkolnego. I do tego z matmy. Jeżeli napiszę go na 5 to będę miała 5 na koniec roku z tego przedmiotu. A wtedy byłabym uszczęśliwiona. Gdy dostanę tą ocenę będą większe szanse ,że rodzice pozwolą mi na spokojne wakacje. Ponieważ nie chcę słuchać jak przez całą drogę nad jezioro gdzie jedziemy co roku z rodzicami oni śpiewają jakieś chore piosenki harcerskie, a potem każą mi pomagać w łowieniu ryb które potem będę musiała jeść. Może w tym roku coś się zmieni i pozwolą mi nie jechać. Chociaż wątpię, ale mam nadzieję. A to jest najważniejsze.
Dzwonek zadzwonił na lekcję. Uśmiechnęłam się do Christiana i Chaza i czekałam na nauczycielkę.
Podczas gdy ona prowadziła lekcję , a w sumie to opowiadała jak pół roku temu była na wycieczce i bla bla bla..... ja w tym czasie rozejrzałam się po klasie. Siedzę z chłopakami z tyłu klasy, jednak widać nas. W klasie jest 28 uczniów. Ławki są podzielone tak ,że siedzi się po trzy osoby. Pod tablicą siedzą osoby które nie mają miejsca ,ponieważ wchodzą ostatnie na lekcje. Wiecie.....takie troche ćpuny i palacze, no nie ważne. Troche dalej siedzą masakryczne kujony które słuchają na lekcji.... i takie tam. A na końcu siedzą normalne osoby , troche pomieszane. W tym ja i moi wariaci. Kocham ich i dziękuję ,że przy mnie są.
*Oczami Chaza*
- Ej, Christian! - zawołałem swojego przyjaciela kiedy ujrzałem go na korytarzu. Nie było z nim Sophie, uff.
- No? Co tam? - odpowiedział gdy już podszedł do mnie.
- Jest sprawa.
- No jaka?
- Chodź za szkołe. - i ruszyliśmy za budynek. Na szczęście nie było nikogo.
- Posłuchaj...Justin chciałby się z nami spotkać. Zadzwonił do mnie.- powiedziałem gdy doszliśmy i czekałem na jego reakcję. Patrzył się najpierw na mnie z niedowierzaniem ,a po chwili na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech. Wyglądał jakby właśnie dostał swojego ulubionego batona.
- No co ty nie powiesz?! - zaczął wariować. Rzucił się na mnie. Zacząłem się z nimi śmiać. Ale pora było dojść do szczegółów.
- No właśnie. Chciałby z nami wyjechać na wakacje. Nad jezioro. Tylko ,że przyjechałby on tam. To jest niesamowite. - powiedziałem nagle. Po tych chorych latach gadania przez kamerkę, możemy w końcu spotkać się twarzą w twarz. Pośmiać się razem.
- Cudownie ! Wysłał Ci adres? A co z Sophie? Pojedzie z nami? Czy co? - zaczął zadawać nagle pytania .
- Spokojnie. Wysłał mi adres. Nie wiem co z nią. Może ją weźmiemy?
- No na pewno. Musimy. Jest przecież naszym aniołkiem. I do tego pasuje do Justina. - zaczął się śmiać.
- Nie zapędzaj się tak bro. Zaraz padniesz w wyobraźnie i będziesz sobie wyobrażał ich ślub. - również zacząłem się śmiać. Obydwoje w śmiech.
- No to musimy jej to powiedzieć. Ale może nie mówmy nic o Bieberze.- zaproponował Chris. I miał rację. Gdyby Honey dowiedziała się o tym ,że pojedzie z nami jakiś obcy dla niej facet od razu się nie zgodzi. Więc lepiej zostawić to dla nas. Boję się tylko o jedno.A mianowicie o to ,że nie polubi Justina. Ale nie mogę tak myśleć,bo jeszcze tak będzie. Tutaj trzeba myśleć pozytywnie.
- No to lecimy! - krzyknął.
- Nie.
- Jak to? - zapytał.
- Sophie jest w domu. A my mamy jeszcze jedną lekcję dodatkową. - powiedziałem ,a na jego buzi wyszedł jakiś dziwny grymas. No trudno. Po tej rozmowie usłyszeliśmy dzwonek i szybkim krokiem ruszyliśmy do klasy. Nie było jeszcze nauczycielki. Usiedliśmy w ławce i każdy z nas odpłynął w swój świat.
***
Oto pierwszy rozdział.
Mam nadzieję ,że spodobał się wam.
~ madelaine.
- Ej ! Za 5 dni wakacje! - krzyknąłem do Christiana i Sophie którzy siedzieli zmęczeni w szkolnej stołówce.
-Chyba ktoś tu się nie wyspał?- zapytałem siadając na przeciwko nich.
-No co ty nie powiesz,Chaz - odpowiedział groźnie Christian poprawiając swoją grzywkę i kładąc głowę na stole.
- Ej, czemu się nie odzywasz Sophie? - nic.
-Ej! - znów cisza.
- SOOOOPPHHIIEE! - krzyknąłem. W tym momencie szanowna księżniczka postanowiła podnieść swoją głowę. Zaspanymi oczami patrzyła na mnie niewinnie.
- Co? - zapytała zachrypniętym głosem.
- Spałaś coś w ogóle? - wtrącił się Christian. No nareszcie, wstał.
- N-no..może z 3 godzinki - odpowiedziała speszona Honey.
- No chyba śnisz. Co ty dziewczyno robiłaś?- zapytałem z niedowierzaniem.
- Uczyłam się. Dzisiaj test z matmy, pamiętacie? - pobudzona odpowiedziała.
- No tak,ale ,żeby uczyć się do 3 w nocy.... - powiedziałem i na tym zakończyliśmy temat. Dokończyliśmy nasz lunch i ruszyliśmy do sali lekcyjnej gdzie miała się odbyć biologia. Nienawidzę jej. Usiedliśmy we trójkę w ławce i wyciągneliśmy książki. Ja i Beadles postanowiliśmy, z resztą tak jak zawsze, że wyciągniemy również nasze telefony aby posłuchać muzyki. Lepsze to niż słuchanie jak pani szanowna Smith opowiada cóż robiła w weekend. Popatrzyłem się na Sophie która była już skupiona i powtarzała lekcję. Nasza mała kujonica.
*Oczami Sophie*
O matko, nigdy nie byłam tak zmęczona. Musiałam się uczyć, dzisiaj najważniejszy test z całego roku szkolnego. I do tego z matmy. Jeżeli napiszę go na 5 to będę miała 5 na koniec roku z tego przedmiotu. A wtedy byłabym uszczęśliwiona. Gdy dostanę tą ocenę będą większe szanse ,że rodzice pozwolą mi na spokojne wakacje. Ponieważ nie chcę słuchać jak przez całą drogę nad jezioro gdzie jedziemy co roku z rodzicami oni śpiewają jakieś chore piosenki harcerskie, a potem każą mi pomagać w łowieniu ryb które potem będę musiała jeść. Może w tym roku coś się zmieni i pozwolą mi nie jechać. Chociaż wątpię, ale mam nadzieję. A to jest najważniejsze.
Dzwonek zadzwonił na lekcję. Uśmiechnęłam się do Christiana i Chaza i czekałam na nauczycielkę.
Podczas gdy ona prowadziła lekcję , a w sumie to opowiadała jak pół roku temu była na wycieczce i bla bla bla..... ja w tym czasie rozejrzałam się po klasie. Siedzę z chłopakami z tyłu klasy, jednak widać nas. W klasie jest 28 uczniów. Ławki są podzielone tak ,że siedzi się po trzy osoby. Pod tablicą siedzą osoby które nie mają miejsca ,ponieważ wchodzą ostatnie na lekcje. Wiecie.....takie troche ćpuny i palacze, no nie ważne. Troche dalej siedzą masakryczne kujony które słuchają na lekcji.... i takie tam. A na końcu siedzą normalne osoby , troche pomieszane. W tym ja i moi wariaci. Kocham ich i dziękuję ,że przy mnie są.
*Oczami Chaza*
- Ej, Christian! - zawołałem swojego przyjaciela kiedy ujrzałem go na korytarzu. Nie było z nim Sophie, uff.
- No? Co tam? - odpowiedział gdy już podszedł do mnie.
- Jest sprawa.
- No jaka?
- Chodź za szkołe. - i ruszyliśmy za budynek. Na szczęście nie było nikogo.
- Posłuchaj...Justin chciałby się z nami spotkać. Zadzwonił do mnie.- powiedziałem gdy doszliśmy i czekałem na jego reakcję. Patrzył się najpierw na mnie z niedowierzaniem ,a po chwili na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech. Wyglądał jakby właśnie dostał swojego ulubionego batona.
- No co ty nie powiesz?! - zaczął wariować. Rzucił się na mnie. Zacząłem się z nimi śmiać. Ale pora było dojść do szczegółów.
- No właśnie. Chciałby z nami wyjechać na wakacje. Nad jezioro. Tylko ,że przyjechałby on tam. To jest niesamowite. - powiedziałem nagle. Po tych chorych latach gadania przez kamerkę, możemy w końcu spotkać się twarzą w twarz. Pośmiać się razem.
- Cudownie ! Wysłał Ci adres? A co z Sophie? Pojedzie z nami? Czy co? - zaczął zadawać nagle pytania .
- Spokojnie. Wysłał mi adres. Nie wiem co z nią. Może ją weźmiemy?
- No na pewno. Musimy. Jest przecież naszym aniołkiem. I do tego pasuje do Justina. - zaczął się śmiać.
- Nie zapędzaj się tak bro. Zaraz padniesz w wyobraźnie i będziesz sobie wyobrażał ich ślub. - również zacząłem się śmiać. Obydwoje w śmiech.
- No to musimy jej to powiedzieć. Ale może nie mówmy nic o Bieberze.- zaproponował Chris. I miał rację. Gdyby Honey dowiedziała się o tym ,że pojedzie z nami jakiś obcy dla niej facet od razu się nie zgodzi. Więc lepiej zostawić to dla nas. Boję się tylko o jedno.A mianowicie o to ,że nie polubi Justina. Ale nie mogę tak myśleć,bo jeszcze tak będzie. Tutaj trzeba myśleć pozytywnie.
- No to lecimy! - krzyknął.
- Nie.
- Jak to? - zapytał.
- Sophie jest w domu. A my mamy jeszcze jedną lekcję dodatkową. - powiedziałem ,a na jego buzi wyszedł jakiś dziwny grymas. No trudno. Po tej rozmowie usłyszeliśmy dzwonek i szybkim krokiem ruszyliśmy do klasy. Nie było jeszcze nauczycielki. Usiedliśmy w ławce i każdy z nas odpłynął w swój świat.
***
Oto pierwszy rozdział.
Mam nadzieję ,że spodobał się wam.
~ madelaine.
Subskrybuj:
Posty (Atom)