poniedziałek, 24 czerwca 2013

14.

*Oczami Sophie*
Po wyjściu ujrzałam największy obiekt w jakim kiedykolwiek byłam. Był niesamowity. Na wejściu stała butka z biletami. Do środka wchodziło się przez dżunglę. Na prawo znajdowało się bardzo duże muzeum muzyczne. Natomiast na lewo był nasz wymarzony park linowy,a obok niego kawiarnia. Można również było pospacerować czy pojeździć na rowerach. Było jeszcze mnóstwo, ale to mnóstwo innych rzeczy które mieliśmy zamiar zwiedzić.
- Chodźcie kupić bilety. - powiedział Justin. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do butki. Chłopcy zamówili bilety.
- Gdzie najpierw mamy zamiar się  udać? - zapytałam gdy odeszli od budki.
- Możemy iść po kolei. Czyli najpierw muzeum, później sala z figurami woskowymi, aleja i na końcu park linowy i restauracja. - odpowiedział Christian patrząc się na plan. Postanowiliśmy trzymać się tej wersji i ruszyliśmy do muzeum muzycznego.Doszliśmy do turystów idących również w tą samą stronę co my. Na wejściu przywitał nas przewodnik. Zaczęliśmy zwiedzanie. Pan James, ponieważ tak się nazywał opowiadał o różnych artystach związanych z danym sprzętem. Zerknęłam na Justina. Był taki zapatrzony w to wszystko. Ciekawy nowych wiadomości. Słuchał jak nikt inny. Dokładnie przyglądał się różnym instrumentom. Doszliśmy do Michaela Jacksona. Na nim zatrzymaliśmy się na bardzo długo. Uwielbiałam go. Z całego serca. Od początku kiedy dowiedziałam się ,że istnieje taki niesamowity człowiek wierzyłam w niego. Chciałam aby był zawsze szczęśliwy. Nie obchodziło mnie to jak wygląda, jak ubiera się. Jego piosenki przemawiały i przemawiają do mnie do dzisiaj. Był i jest jednym z moich ulubionych artystów. Łza w oku mi się zakręciła. Czułam jak powoli łzy dostają się do moich oczu. Spojrzałam na Justina. On również miał łzy w oczach.Złapałam go za rękę, uśmiechnęłam się ,a wtedy jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. Szybko ją otarłam i postanowiłam dalej słuchać niesamowitych przemówień pana James'a. Gdy dochodziliśmy do wyjścia przemówił.
- Mam nadzieję ,że kiedyś za kilkadziesiąt lat będę mógł opowiadać o niesamowitych ,innych artystach. Mam szczerą wiarę w to ,że znajdzie się tu dużo miejsca dla Justina Biebera, Ed'a Sheerana oraz innych wielu artystów i artystek. - powiedział na tym kończąc tą bardzo ciekawą wycieczkę. Pan James nie wiedział ,że wśród tych turystów znajduje się Justin który prawie płakał więc założył okulary. Po jego ruchu warg ujrzałam ciche 'dziękuję' jakby mówił to właśnie do niego. Ścisnęłam jego rękę, przytuliłam go i wyszliśmy z muzeum. Postanowiliśmy przejść się do restauracji ponieważ byliśmy bardzo głodni. Usiedliśmy w niej i czekaliśmy na zamówienie. Patrzyłam się na Justina. To było takie niesamowite. Jest zwykłym człowiekiem ,a potrafi stworzyć uśmiech ta tylu millionach ludzi. On nie zdaje sobie sprawy z tego ,że dzięki niemu, że dzięki jemu oddechowi, uśmiechu pełno ludzi jeszcze żyje. Zrobił niesamowite postępy w ciągu kilku lat.Popełnia błędy jak każdy człowiek, bo w końcu nim jest ale nigdy nie widziałam takiego cudownego człowieka który ciągle się wspina i wspina, a można powiedzieć ,że już dawno doszedł na szczyt. Pomimo tego ,że nie lubiłam go to już wiem dlaczego. Nie mogłam oceniać kogoś po różnych plotkach. Każdy wie ,że plotki do niczego nie dążą. Prawdziwego człowieka poznaje się po rozmowie z nim, po spędzeniu chociaż z nim jedną godzinę. Ja tak właśnie poznałam Justina. Potrzebowałam minuty aby stwierdzić ,że jest najprzystojniejszym facetem na świecie, kilka godzin aby zrozumieć ,że nie jest chamski. Dwa dni aby ujrzeć ,że jest tutaj dla przyjaciół. Dwa dni więcej aby uświadomić sobie ,że go kocham. To niesamowite jak w niecały tydzień mógł sprawić ,że nie mogę przestać o nim myśleć. I chociaż zabrzmi to cholernie dziecinnie to muszę stwierdzić, że nie potrafiłabym zacząć tych wakacji bez niego. A jakie będą dalej ? Okaże się.
- Ej, żyjesz? - zapytał Chaz. Ocknęłam się w tym momencie i podałam kelnerowi na co mam ochotę. Uśmiechnęłam się do Justina. Próbował zrozumieć dlaczego się na niego patrzyłam, o czym myślałam i dlaczego.
- Kocham Cię Justin. -szepnęłam do niego. Na jego twarzy pojawił się najszczerszy uśmiech jakiego nigdy nie widziałam.

*Oczami Justina*
Czy ona to powiedziała?Powiedziała to bez żadnych przeszkód? Marzyłem o tym od początku kiedy zakochałem się w niej. Oczywiście wiedziałem ,że mnie kocha. Ale nie mówiła mi tego po moich słowach czy dlatego,że coś chciała. Powiedziała to tak po prostu. Bez żadnego ale. W tym momencie przepełniło mnie mnóstwo motylków w brzuchu. Uśmiechnąłem się do niej. Wiem teraz ,że jestem szczęśliwy. Taki zwykły wypad do muzeum ,a ja zdążyłem się prawie rozpłakać ze szczęścia. Niesamowite.
Po skończonym posiłku postanowiliśmy ruszyć do muzeum figur woskowych. Wiem ,że znajduje się tam również moja rzeźba i muszę sobie zrobić z nią zdjęcie. Dołączyliśmy do jakiejś grupy aby szybciej wejść. Każdy się rozstawił w swoje strony. My we czwórkę postanowiliśmy również zacząć zwiedzać. Patrzyliśmy i podziwialiśmy różnych starych artystów. Robiliśmy sobie z nimi zdjęcia. Mam również zdjęcie z Michael'em Jackson'em. Pozowaliśmy i robiliśmy różne miny do zdjęć. Gdy ujrzeliśmy moją figurkę nie mogliśmy przestać się śmiać. Zrobiłem sobie zdjęcie ze sobą. Tak ,dziwnie to brzmi. Justin Bieber zrobił sobie zdjęcie z Justinem Bieberem. Takie rzeczy działy się tylko w internecie i za pomocą photoshopa. Jak wrzucę to do sieci to będzie bardzo ciekawie. Rozglądaliśmy się dalej za ciekawymi artystami. W pewnym momencie ujrzałem najcudowniejszą i najseksowniejszą Beyonce. Rzuciłem się do niej. Wszyscy w okół śmiali się w niebo głosy. Nie obchodziło mnie to. Po zrobieniu zdjęcia i tak zacząłem się z nimi wszystkimi śmiać. Objąłem Sophie i ruszyliśmy do wyjścia.
- Ale było śmiesznie. - powiedział Christian oglądając nasze zdjęcia.
- To gdzie teraz idziemy? - zapytała Sophie spoglądając na Christiana który trzymał w ręce mapę.
- Ej jest tutaj wybór. Albo krótki film o zombie w 5D albo pójście do alejki. Zwanej 'alejki zakochanych'. - powiedział Chris patrząc się na kartkę.
- To my idziemy na ten film. - wtrącił Chaz nie zastanawiając się dłużej.
- Jeżeli chcesz ,możemy iść na te zombie. - uśmiechnęła się do mnie Sophie. To było cholernie miłe. Lecz nie chciałem oglądać żadnych zombie w 5D. Wolałem przejść się z nią przez alejkę. To byłoby cholernie romantyczne.
- Nie chcę. Chcę pójść z Tobą do tej alejki.- szepnąłem. Bez żadnych słów rozdzieliliśmy się w dwie różne strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz