*Oczami Christiana*
- Dzień dobry. Jest Sophie?- zapytał się stojący obok mnie Chaz.
- Dzień dobry chłopcy. Tak, jest. - odpowiedział wysoki i starszy mężczyzna. Przekroczyliśmy próg domu, ściągnęliśmy buty i ruszyliśmy po drewnianych schodach na górę. Na przeciw schodów znajdował się pokój Sophie. Zwolniliśmy krok, a przed drzwiami od jej pokoju całkowicie się zatrzymaliśmy. Zapukałem w szybę i weszliśmy. Ujrzeliśmy leżącą na łóżku brązowowłosą dziewczynę śpiewającą swoje ulubione piosenki.
- Cześć Honey.- powiedziałem słodko. Chaz zamknął drzwi i rzuciliśmy się na łóżko obok niej. Podskoczyła przestraszona.
- Nie straszcie... - zaśmiała się wyciągając słuchawki z uszu. Przytuliła nas i zamknęła klapę od laptopa. Położyła się z nami na łóżku. Patrzyliśmy się na sufit. Cała trójka.
- Jest sprawa.- wtrącił Chaz jednocześnie zagłuszając ciszę która była w okół nas. Nareszcie.
- No? - zapytała nie ruszając się.
- Bo wiesz. Za chwile są wakacje. Chcieliśmy je spędzić razem z Tobą. Więc może wybrałabyś się z NAMI nad jezioro? - dokończył. Popatrzyłem się na Sophie. Leżała bez ruchu.
- No jasne. - odpowiedziała i uśmiechnęła się słodko. Jak ja kocham ten uśmiech.
- Tylko jest sprawa. - dopowiedziała z grymasem tym razem.
- Jaka? - w końcu zapytałem.
- Moi rodzice. - no tak. Jeżeli mówi już to zawsze kończy się na rodzicach. Rozumiem. Ma 17 lat. Ale jest już na tyle dorosła aby sama wyjechać na wakacje. Nie może cały czas siedzieć jak zamknięta w tym chorym mieście. Kiedyś w końcu musi pojechać bez nich. Potrzebuje troche odpoczynku od nich. Rozumiałem to ,że się o nią troszczą. Ale żeby do takiego stopnia?
- Ygh. Szlag by trafił. Musisz ich namówić. - powiedział smutno Chaz. I ma rację.
- Tylko musicie mi pomóc.- uśmiechnęła się złowieszczo do nas. Cholera jasna.
- Przepraszam, co?! - podniosłem głos. Nie wierzę.
- No tak. Jeżeli pomożecie to są większe szanse. Nie będą się przy was wykłócać ze mną. - powiedziała. Miała może rację, gdyby nie to ,że ja z Chazem cholernie boimy się jej rodziców. Potrafią być surowi.
- Masz rację.. tylko,że ja z Chrisem boimy się ich. - wtrącił Chaz.
- Posrało was do reszty? Jak możecie się ich bać? Ygh. Okej. Pomogę wam. Idziemy teraz? - zapytała z radością. Nie odpowiedzieliśmy tylko wstaliśmy z łóżka i ruszyliśmy za nią. Zeszliśmy ze schodów i poszliśmy do salonu gdzie mama siedziała przy stole i pisała coś na komputerze , a ojciec leżał na kanapie i oglądał jakiś mecz.
- Hej, posłuchajcie. Jest sprawa. - rozpoczęła Honey. Czułem jak jest jej ciężko. Widziałem jak już jest spocona ze strachu. A wypowiedziała tylko dwa zdania.
- Tak córciu? - zapytała się mama. Ściągnęła okulary z nosa i popatrzyła na nas.
- Za chwilę są wakacje. Chciałabym spędzić je chociaż raz w życiu z przyjaciółmi. A mianowicie przejdę do rzeczy. Czy mogłabym pojechać nad jezioro z Chazem i Christianem? - powiedziała stanowczo. Teraz czekamy na wyrok. Zapadła cisza. Ojciec wstał z kanapy i stanął na przeciwko nas. Nie potrafiłem odczytać z jego miny jakiejkolwiek reakcji.
- Ale na ile? - wtrącił się ojciec. Czas na nas. Popatrzyłem na Chaza co oznaczało ,że on ma powiedzieć.
- Na całe.... - powiedział cicho jakby bał się ,że zaraz go zastrzelą.
- W życiu. Wykluczone. Nie ma takiej opcji. - krzyknął wkurzony ojciec. Popatrzyłem na Sophie. Widać jak łzy napływały jej do oczu. Chciałbym ją teraz przytulić i powiedzieć, że będzie okej, ale wiadomo ,że nie będzie.
- Bob! Nie przesadzaj. I nie podnoś głosu do dzieci. Sophie chciałaby chociaż raz spędzić czas z przyjaciółmi. Zawsze odciągaliśmy ją od nich i wyjeżdżaliśmy na prawie całe wakacje. Niech dziewczyna raz odpocznie od nas. - powiedziała miło mama Honey. Czyż to cud? Zrobiło mi się cieplej na sercu.
- Zastanowimy się. - to było ostatnie zdanie wypowiedziane w tej katastroficznej rozmowie. Nie wiadomo co z tego wyniknie. Módlmy się aby było okej.
Odwróciliśmy się i pobiegliśmy do pokoju Sophie. Gdy zamknęliśmy drzwi na klucz , Chaz zmęczony tą rozmową rzucił się na łóżko ,a Sophie wtuliła się we mnie i płakała.
- Ej, nie płacz Sophie. Uspokój się. Twój ojciec nie powiedział nie. A twoja mama się zgodziła. - pocieszałem ją, chociaż wiedziałem ,że nic to nie da.
- Płaczę ,bo boję się, że naprawdę będę musiała z nimi pojechać. Nie znasz mojego ojca ,potrafi postawić na swoje i nikt nie może tego zmienić. - powiedziała wycierając swoje mokre policzki. Sięgnąłem po chusteczkę i dałem jej ją. Wytarła oczy oraz wysmarkała się. Zaśmiałem się cicho.
- Uwierz. Tylko tyle. - szepnąłem jej do ucha. Ona zmieszana nie wiedziała o co chodzi. Chciała już o to zapytać lecz przerwałem jej ruszając głową. Dlaczego jej to powiedziałem? Nie wiem. Chciałem ją przyzwyczaić do Justina. Kiedy tak na nią patrzę, widzę ,że idealnie by pasowali do siebie. Za dużo marzę. Naprawdę.
- My musimy już lecieć. - wtrącił Chaz wstając z łóżka.
- Jasne. Rozumiem. Odprowadzę was do drzwi. - uśmiechnęła się słodko i wyszliśmy z pokoju.
- Pa Honey - powiedziałem,pocałowałem ją w policzek i odsunąłem się. To samo zrobił Chaz i wyszliśmy.
- No Bro, niezła robota. - poklepałem go po plecach.
- Ta, w dupie. - odpowiedział i ruszyliśmy na skate park.
***
Ten rozdział mi nie wyszedł niestety.
Przepraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz