niedziela, 5 stycznia 2014

16.

*Oczami Sophie*
Kolejne dni mijały spokojnie. Ja z Justinem jesteśmy szczęśliwi. Nad jeziorem jest cudownie. Chłopcy świetnie się bawią. Wszyscy są dla siebie mili. Jak w raju. Pomimo tego ,że pogoda robi się już powoli nie za dobra to i tak my tryskamy niezłą energią. Jak na kolejce górskiej. Dzisiaj siedzimy w namiotach. Dlaczego? Tak jak mówiłam. Pogoda nie jest Bóg wie jaka dobra. Chociaż teraz się przyjrzeć to jest jeszcze gorsza. Chyba zbiera się na burze. Nigdy się nie bałam burzy. Nigdy wtedy kiedy byłam w domu. Teraz jestem pod cienkim namiotem i nie zapowiada się aby było okej. Chłopcy chyba są razem u Chaza. Tak sądze po ich śmiechach dochodzących właśnie z jego namiotu. Pewnie się świetnie bawią. Zostawili mnie samą. Dobra ,dobra. Sophie. Nie zwalaj na nich ,bo sama tutaj zawiniłaś. Chciałaś podobno poczytać książke czy się przespać. A teraz siedzisz w jakimś namiocie którego zaraz prawdopodobnie już nie będzie ,bo wywieje go na inny świat. Nagle przez namiot doszło dziwne jasne światło,a zaraz po nim jeden wielki grzmot. Czy przeżyję? Sama cholera nie wiem. Chcę się teraz do kogoś przytulić. Zakryłam się kocem, założyłam słuchawki i próbowałam się uspokoić. Niestety nie mogłam. Świadomość tego ,że jest ta cholerna burza zabija mnie od środka. 10 minut już trwa ,a ten namiot zaraz wyrwie. Zacisnęłam zęby i oczy. Zaczęłam płakać. Nie wyjdę teraz na dwór ,bo będzie jeszcze gorzej. A inaczej do chłopców nie przejdę. Głupia karma. Po co ci Sophie było jakieś chore czytanie książki czy odpoczywanie?! Teraz masz bardzo ciekawą wojnę z burzą. Tylko nie zapowiada się abyś ty wygrała.
Usłyszałam jak ktoś otwiera namiot. Nie zauważyłam kto ,bo było za ciemno. Poczułam męskie perfumy. Justina? Sama nie wiem. Ta osoba położyła się koło mnie i przytuliła do siebie. Już wiem. Jestem bezpieczna. To Bieber. Nareszcie mnie ktoś uratował.
- Nie płacz Sophie, już jestem. Ciii..- próbował uspokoić mnie Justin. Trochę mu się udało.
- Skąd wiedziałeś ,że się boję? - zapytałam podnosząc głowe do góry. Chłopak się zaśmiał, wytarł moje mokre policzki i pocałował w czoło,jeszcze bardziej przyciągając mnie do siebie. O ile to w ogóle możliwe.
- Wiedziałem ,że płaczesz. Poczułem to. - szepnął mi do ucha. Teraz już się totalnie uspokoiłam. Westchnęłam i powoli zasypiałam...
- Obiecaj mi ,że zostaniesz tutaj ze mną..
- Obiecuje.
- Na pewno? - zapytałam jeszcze niepewna.
- Na pewno. Zaufaj mi. - pocałował mnie i w końcu zasnęłam. Jestem przy kimś, kogo kocham. Jestem przy nim.
Obudziłam się. Tak. Te perfumy. Jest tutaj. Nie zostawił mnie. Podniosłam głowę myśląc ,że Justin śpi. Jednak nie spał tylko patrzył się na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha. Uśmiechnęłam się również do niego.
- Jesteś taka słodka kiedy śpisz. - uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek. Podziękowałam i podniosłam się. Burza już minęła. Ale zimno było. Wstałam i zaczełam szukać jakiejś bluzy z długim rękawem. Okazało się ,że na wierzchu jest tylko Justina, reszta jest pod walizką. Czyli musiałabym zacząć Bóg wie jakie szperanie. Założyłam tą bluzę. Spiełam włosy i wyszłam z namiotu,a Justin zaraz za mną. Było strasznie pochmurno. Ruszylismy w stronę namiotu Chaza. Nie myliłam się. Siedzieli właśnie tam. Dokładniej to leżeli i gapili się w telefony. Położyłam się pomiędzy nimi i wtuliłam się w poduszkę. Justin usiadł.
- I jak, przeżyliście? - zapytał Justin nie odwracając wzroku od telefonu. Kolejny maniak włączył swoje maniakowanie. Ygh.
- Jasne. A nasza księżniczka pewnie srała? - zaśmiał się Beadles. Chciałam wstać i walnąć go tą poduszką.
- Cicho tam. Masz z tym jakiś problem? - powiedziałam jakbym była Bóg wie jaka chamska. Chłopcy już się zamknęli. Pomimo tego,że troche spałam, przez tą pogode jeszcze bardziej chciało mi się spać. Dlatego nie zwracając już uwagi na nich, zasnęłam. Po raz drugi w tym dniu.

Obudził mnie Justin swoimi pocałunkami.
-Czemu mnie budzisz? - zapytałam.
- Musiałem Cię jakoś obudzić. Dlatego zacząłem Cię całować . - uśmiechnął się łobuzersko. Jak ja to kocham.
- Ale dlaczego? - powtórzyłam pytanie.
- Halo, może czas coś zjeść? Jest 15 skarbie. - uśmiechnął się i pomógł mi wstać. Nawet się nie ogarniałam. Ciągle miałam na sobie bluzę Justina. Poszliśmy na stołówkę. Siedział już tam Chris oraz Chaz. Gdy jedliśmy spaghetti nagle zauważyliśmy ,że właściciel szykuje się do przemówienia. Ciekawe co będzie mówić...
- Witajcie! Pamiętacie tą świetną zabawę przy ognisku urządzoną przez Justina Biebera i jego przyjaciół? Na pewno. Chcieliśmy teraz znów chcemy przypomnieć wam jak się dobrze poznać i bawić. A więc przejdę do rzeczy. Jutro o godzinie 18.30 zacznie się tutaj niesamowita impreza. Będzie didżej, fajne światła. Odbywać będzie się to tutaj. Mam nadzieję ,że będziecie mieli chęci aby się zabawić, więc serdecznie was zapraszam. - dokończył i uśmiechnął się. Byliśmy równie dobrze ucieszeni tak jak on. Gdy skończyliśmy posiłek ,wyszliśmy ze stołówki i ruszyliśmy do namiotów.
- Hej, chłopaki. Ja idę się umyć. Potem się spotkamy,okej? - uśmiechnęłam się do nich i pocałowałam Justina. Musiałam się ogarnąć. Za pewne śmierdziałam jak dwa skunksy ,a moja twarz wyglądała jak ala zombie. Wyciągnęłam z walizki bardzo obcisłe ,czarne jeansy, szarą bluzę zakładaną przez głowę, wyciągnęłam bieliznę oraz vansy , wzięłam kosmetyczkę i wyszłam z namiotu do łazienki. Gdy umyłam się i wysuszyłam głowę, ubrałam się, nałożyłam korektor,puder i tusz do rzęs. Umyłam zęby, wyszłam z łazienki i położyłam się w namiocie. Przypomniało mi się ,że miałam iść do chłopaków. Gdy już miałam wyjść ,zadzwonił mój telefon. Na ekranie widniał napis 'Mama'
- Hej córeczko. - usłyszałam kobiecy głos.
- Hej mamo.
- Jak tam jest? Fajnie? Nie za zimno? Nie jesteś chora? Masz wszystko? Dobrze się bawisz?- wypytywała się niemalże o wszystko. Tak. Opiekuńcza mama.
- Mamo, nie martw się. Jest cudownie, mam przy sobie przyjaciół i jest wszystko okej. Poznałam fajnego chłopaka, przyjaciela Chrisa i Chaza.  Jeszcze raz, nie martw się. Buźki. Kocham Cię. Pa! - tak naprawdę nie chciałam dłużej przeprowadzać z nią rozmowy. Poszłam do chłopców.
- Czy wy naprawdę nie umiecie wytrzymać 5 minut bez telefonów? - powiedziałam sama gapiąc się w niego. To było trochę dziwne. Wszyscy na telefonach,wow.
- Oj tam, marudzisz kotek. - zaśmiał się Chris. Często tak do mnie mówił.
- Co ty powiedziałeś? - zobaczyłam minę Justina. Był lekko podenerwowany .
- Uspokój się ,bro......- chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Justin się na niego rzucił z pięściami. Trochę się bałam ,że to może się źle skończyć. Chaz próbował razem ze mną ich od siebie oderwać.
- JUSTIN DO CHOLERY JASNEJ! Posłuchaj mnie! Chris mówi tak czasami na mnie, ale to nic nie znaczy. - krzyknęłam do Justina. Uspokoił się. Patrzył się dziwnie na Christiana,jakby żałował ,że wql zaczął.
- Naprawdę? - spojrzał na mnie i na niego. - Okej. Przepraszam Christian. Jestem po prostu przewrażliwiony, bo za bardzo kocham Sophie. - uśmiechnął się do niego Beadles.
- Rozumiem to. - zaczęli się śmiać. Uwielbiam ich. Justin przysunął mnie do siebie i pocałował w nos. .
- Kocham Cię , Sophie.
- Ja Ciebie bardziej, Justin. - kocham go ponad życie. Naprawdę, to moja pierwsza prawdziwa miłość. Cieszę się ,że spotkałam Justina. Pomimo tego,że na początku za nim nie przepadałam. Kocham go.

***
Kolejny rozdział od tak dawna, eh.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz