piątek, 21 czerwca 2013

10.

*Oczami Sophie*
Wiem ,że zraniłam Justina. Wiem jaki jest. Poznałam go. Myliłam się. Myślałam ,że jest zwykłym dupkiem, że gwiazdorzy , a tak naprawdę taki nie jest. Chciał po prostu spędzić czas z przyjaciółmi, a ja weszłam i zamknęłam mu drogę. Żałuję ,że upiłam się do takiego stopnia ,że musiał mnie odnosić pod namiot, przecież mógłby sobie już w swoim odpoczywać. Jest zwykłym nastolatkiem który chciał się zabawić. Ma niesamowite pomysły, jest bardzo utalentowany. A ja go tak zraniłam. Przecież tak naprawdę go lubię. Aż za bardzo.. niestety. Tak. Uwielbiam go. Podoba mi się. To jak żyje, to jak zatraca się w muzyce, to jak potrafi się śmiać, to jak wykorzystuje swoje wszystkie pomysły. Chciał po prostu abym się z nim pokąpała , a ja tak zawaliłam. Najgorsze jest to ,że nie wiem co mam zrobić. Siedzę w namiocie od godziny i płaczę. Nie chcę. Mogłam teraz siedzieć z nimi w tej cholernej wodzie i pluskać się z nimi. Ale nie! Ja postanowiłam pokazać ,że nie lubię Justina, po czym polecieć do namiotu i płakać. Czemu ja muszę mieć takiego pecha? Teraz pewnie mnie za to znienawidzi. A jeszcze rano mi powiedział ,że mnie uświadomił sobie ,że mnie lubi. Ja wtedy zrozumiałam ,że go kocham. I tak nie miałabym żadnych szans. On jest bożyszczem nastolatek ,a ja jakąś zwykłą kujonicą której ledwo pozwolili pojechać na to jezioro i jeszcze teraz ryczy jak jakaś idiotka. Mimo ,że znam go tak krótko , pragnę go. Boże, poradź mi coś.
- Hej, żyjesz tam Honey? - usłyszałam ciche kroki udające się w stronę mojego namiotu. Szybko wytarłam łzy, poprawiłam się i krzyknęłam.
- Żyję !- i w tym momencie mój namiot otworzył Christian. Usiadł koło mnie zaczął cicho się śmiać. Nie rozumiałam...
- Wiem wszystko. Wiem ,że właśnie płakałaś, wiem ,że kochasz Justina, a on Ciebie. Wiem ,że pragniesz z nim być , a on z Tobą bardziej i wiem ,że pasujecie do siebie,bo nawet kiedy nie wiedzieliście ,że się spotkacie ja już o tym wiedziałem. - powiedział, a mnie zamurowało. Zrozumiałam każde słowo, ale nie w każde potrafię uwierzyć.
- Nie kłamiesz? - zapytałam się cicho.
- Ciebie? Nigdy bym Cię nie okłamał. Przecież kocham Cię aniołku. - powiedział , uśmiechnął się i przytulił się do mnie.
- Ale co ja mam teraz zrobić? - westchnęłam.
- Nie wiem. Tutaj musisz posłuchać głosu serca, a nie takiego mnie z idealnymi włosami. Haha. - powiedział ,a ja wybuchłam śmiechem. Przeczesałam ręką te jego 'idealne' włosy i powiedziałam ciche 'dziękuję' , a w tym momencie on wyszedł.
Czyli to prawda. Lubi mnie. Kocha. Tak jak ja jego. Dziękuję Boże. Tylko boję się. Boję się ,że jednak coś zepsuję. Boję się tego tak bardzo. Co mam zrobić? To mnie rozrywa od środka.

*Oczami Justina*
Wszystko słyszałem. Całą tą krótką rozmowę Sophie i Christiana. Nie wierzę. Ona mnie kocha, tak jak ja ją. Nareszcie. Tylko co ja mam teraz zrobić? Nie potrafię z nią rozmawiać. Ale nie ma innego wyjścia. Tylko niestety nie wiem kiedy. Może dzisiaj? Muszę działać. Jak najszybciej.
Szybkim krokiem ruszyłem do swojego namiotu. Ubrałem się w bordowe jeansy, białą bluzkę i białe Supry. Popatrzyłem na zegarek. Jest 15. Czas na obiad. Wyszedłem z namiotu i zawołałem wszystkich. Usłyszała to również Sophie i też wyszła,przebrana. Ubrana była w krótkie czarne poszarpane spodenki oraz w morską bluzę zakładaną przez głowę z kotem. Na nogach miała czarne adidasy. Patrzyła się na mnie. Uśmiechnąłem się uroczo i ruszyliśmy do stołówki. Jak zwykle. Przywitanie się ze wszystkimi, cześć, siema i takie sprawy. Na obiad dzisiaj były kotlety i ziemniaki oraz kompot.
- Smacznego. - powiedziałem.
- Smacznego.- odpowiedzieli. Jak zawsze.
- Sophie, mogę dzisiaj po obiedzie z Tobą porozmawiać? - zapytałem niechętnie. Musiałem. Chłopcy nic z tym nie zrobili, a nawet się ucieszyli.
- Jasne. - odpowiedziała. Po skończonym obiedzie chłopcy wyszli i ruszyli do naszych namiotów ,a my w przeciwną stronę. Doszliśmy ostatniego pomostu. Nikogo nie było. Usiedliśmy koło siebie.
- Słuchaj..- zacząłem.
- Nie. Ja pierwsza. Przepraszam ,że nie odpowiedziałam Ci. Przepraszam ,że nie kąpałam się z wami. Przepraszam ,że przeze mnie nie mogłeś spokojnie iść spać tylko musiałeś się wysilać i zanosić mnie pijaną do namiotu. Przepraszam...- powiedziała zakrywając głowę.
- Nie. Nie przepraszaj. Nie rozumiem tylko jednego. Czemu mi nie odpowiedziałaś? Nie, nie przepraszaj za to. Gdybym nie chciał Cię odprowadzać to bym Cię nie odprowadzał. Gdybym Cię nie odprowadził ,dalej bym tkwił z myślami prześladującymi mnie co noc. A tak wystarczyła godzina, abym wiedział co czuję. - odpowiedziałem.
- Okej. Nie wiem czemu Ci nie odpowiedziałam. Miałam wahanie nastrojowe, tak jak ty. Bo wiesz..
- Nie musisz dokańczać. Wiem to. - szepnąłem i pocałowałem ją w usta. Były..cudowne.
- Jak to, wiesz?
- Wiem ,że mnie kochasz, wiem ,że płakałaś po tym jak uciekłaś z pomostu. Ja to wiem. Ja też Cię kocham. Mimo ,że znamy się jakieś chore 3 czy 4 dni. Mimo ,że prawie nic o Tobie nie wiem. Mimo ,że przedtem nie lubiłem Cię. Wszystko może się zmienić. - uśmiechnąłem się do niej.
- Kochasz mnie? - zapytała słodko.
- No jasne. - odpowiedziałem i objąłem ją. Siedzieliśmy tak z 15 minut i ruszyliśmy w stronę naszych namiotów. Gdy wracaliśmy , wpadłem na cudowny pomysł. Chciałem jak najszybciej go zrealizować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz