*Oczami Chaza*
Godzina 1 w nocy , a my dalej siedzimy na tym ognisku. Chociaż ogień się gasi nam narazie nigdzie się nie śpieszy. Christian nie rozstaje się z kamerą i ciągle nas nagrywa.
- Stary, jak ty to zmontujesz to z tego może powstać jakiś żałosny film. - powiedziałem nagle do Beadlesa.
- No i dobrze. - Christian się zaśmiał ale odłożył już kamerę. Popatrzyłem na Sophie. Śmiała się z Justinem. Nie dziwiło mnie to , ponieważ wiem ,że jest upita. Justin z resztą też. Gdyby byli tak upici do końca wakacji...
- Kiedy zwijamy? - zapytał nagle Chris.
- No własnie. Może już chodźmy . - poparłem kolegę. Wstałem i zgasiłem do końca ogień. Christian pomógł mi posprzątać.
- Ej, stary. Kiedy oni w końcu zaczną się lubić? - zapytał mnie nagle Christian gdy byliśmy już daleko od nich.
- Nie wiem, ale spokojnie. Mamy jeszcze sporo czasu. Już za chwilę będzie może okej. Musimy im w tym jakoś powoli pomóc. - odpowiedziałem mu.
- Wiem. Przed ogniskiem się zapytałem nie pijanego Justina czy lubi Sophie i odpowiedział ,że ją lubi. I do tego powiedział ,że jest ładna. - powiedział Beadles.
- Powiedział, czy zapytałeś go czy jest ładna? - zapytałem ze śmiechem.
- Zapytałem....ale odpowiedział ,że jest ładna! - powiedział głośno. Nic już nie mówiłem tylko wróciliśmy do nich. Justin ledwo siedział ,a Sophie to już w ogóle odpływała. Christian spakował swój sprzęt ,a ja gitary Justina. Zawołałem ich aby wstali. Justin wstał, ale Sophie ledwo. Pomógł jej i podtrzymywał ją aby nie upadła. Gdy doszliśmy w końcu do naszych namiotów ,musiałem wejść do Justina aby odnieść mu namiot po czym od razu czmychnąłem do swojego , Christian też. Zostawiłem Justina samego z Sophie.
*Oczami Justina*
Co za noc. Niesamowicie było. Teraz muszę tego skarba odłożyć do namiotu. Wcale nie jest ciężka. Pomogłem jej wejść do namiotu i położyłem ją ledwo żyjącą. Pocałowałem ją w policzek, szepnąłem ciche 'Dobranoc' ,wyszedłem i wtedy zrozumiałem coś ważnego. Nie chciałem spać i wiem ,że już wytrzeźwiałem. Usiadłem na pomoście. Co sobie uświadomiłem? Że Shopie Cook jest dziewczyną moich marzeń, nie ważne ,że znamy się 3 dni , nie ważne ,że ona mnie nie lubi i ,że ja też jej nie lubiłem. Jest najsłodszą dziewczyną nawet gdy jest upita. Chociaż widziałem przez 5 sekund jak śpi potrafię sformułować ,że jest śliczna gdy śpi. Widziałem jej ciało raz i wiem ,że ma je idealne. Spojrzałem jej w oczy kilka razy i stwierdzam, że ma niesamowite brązowe oczy. Jej uśmiech jest idealny chociaż widziałem go raz w głupiej stołówce. Wiem jaki mam cel tegorocznych wakacji. A mianowicie taki aby sprawić by mnie polubiła. By przepadała za mną ,za moją muzyką, za moimi fanami i za moimi pomysłami. I muszę się dowiedzieć o niej wszystko. I wiem ,że dzięki chłopakom będę mógł to spełnić.
Po godzinie myślenia ruszyłem do swojego namiotu. Przebrałem się w dres ,położyłem się i zasnąłem.
*Ranek, 8 rano*
Obudziły mnie krzyki wymawiane przez mojego najlepszego przyjaciela, Christiana.
- Wstawaj !- krzyczał ciągle.
- No wstałem już.- odpowiedziałem szybko. Wyszedł z namiotu ,a ja mogłem się teraz spokojnie ogarnąć. Było dzisiaj strasznie gorąco. Założyłem hawajki. Nie potrzebuję bluzki ponieważ jest za gorąco. Ubrałem Supry i wyszedłem z namiotu. Christian i Chaz byli w namiotach, a Sophie...nie wiem. Po porannej toalecie ruszyłem do namiotu. Posiedziałem w niej chwilę i gdy wyszedłem , na pomoście siedziała Sophie.
- Teraz albo nigdy. - szepnąłem do siebie i ruszyłem w jej stronę.
- Dzień dobry. - powiedziałem i usiadłem obok niej.
- Cześć. Ej ,może wiesz co wczoraj robiłam? Bo ja nie.- zapytała się.
- Yh. No robiłaś dużo rzeczy. Śmiałaś się, piłaś, śpiewałaś, robiłaś zdjęcia, kleiłaś się do mnie, zanosiłem Cię do namiotu.- odpowiedziałem śmiejąc się.
- Te dwa ostatnie są niemożliwe. - powiedziała surowo.
- Możliwe. I to jak. Pytaj kogo chcesz. - odpowiedziałem i patrzyłem na jezioro.
- Przepraszam. Jestem żałosna. - powiedziała po chwili.
- Nie przepraszaj. Pomogłaś mi. - uśmiechnąłem się do niej.
- W czym niby? -zapytała gwałtownie
- W uświadomieniu sobie ,że nic mi nie zrobiłaś, jesteś fajną dziewczyną i lubię Cię. - odpowiedziałem. Wiedziałem,że będzie miała to w dupie albo mnie wyśmieje więc od razu wstałem i ruszyłem do chłopaków którzy wyszli akurat z namiotu.
- Dzień dobry. - powiedziałem do nich.
-Dzień dobry. -odpowiedzieli chórem. Nagle pojawiła się Sophie jakby nigdy nic. Nie patrzyłem na nią, bałem się. Bez słowa ruszyliśmy na stołówkę. Gdy tam już dotarliśmy już w progu słyszeliśmy oklaski. To było cudowne. Uśmiechaliśmy się do wszystkich, mówiliśmy wszystkim cześć jakbyśmy się znali Bóg wie ile. I o to mi chodziło. Aby zjednoczyć wszystkich. Abyśmy się wszyscy szanowali ,ponieważ jesteśmy tak blisko siebie. To cudowne. Ruszyliśmy do naszego stolika. Śniadanie, bardzo dobre.
- Smacznego. - powiedziałem jak zwykle. Odpowiedzieli mi również. Uśmiechnąłem się do Chaza, Christiana...i Sophie. Najdziwniejsze było to ,że ona też się do mnie uśmiechnęła. Muszę potem z nią porozmawiać.
- Obejrzymy dzisiaj te filmiki i zdjęcia? - zapytała nagle Sophie.
- Jasne. - odpowiedział Christian.
- To super.- powiedziała Sophie. Gdy skończyliśmy śniadanie ,pożegnaliśmy się ze wszystkimi na stołówce i poszliśmy na nasze miejsce. Chris poleciał po aparat i kamerę, a ja po laptop. Włożył kartę do niego i odtworzył najpierw filmy. Oglądaliśmy i od razu się śmialiśmy. Te filmiki były takie cudowne , a zarazem śmieszne i idiotyczne.
- No, stary ,wczoraj odwaliłeś niesamowitą robotę. - powiedział nagle Christian.
- Dzięki, ty też .- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niego. Dokończyliśmy oglądać również zdjęcia.
- Może byśmy się w końcu pokąpali? Jest taki upał. Jezioro dobrze nam zrobi. - powiedział Chaz. Miał rację. Wszyscy się zgodziliśmy i polecieliśmy się przebrać. Gdy wyszliśmy podeszliśmy do pomostu. Ja odsunąłem się , wbiegłem i skoczyłem do jeziora. Chaz i Christian za nimi , a Sophie usiadła na pomoście tak ,że dotykała nogami wody. Ja z chłopakami próbowaliśmy ją namówić aby weszła ale ona się upierała. Chaz i Christian w końcu przestali ją prosić i zaczęli się chlapać. Ja jednak chciałem aby popływała z nami. Zanurzyłem się i wynurzyłem tuż przed jej nogami.
- Proszę..Shawty. - szepnąłem jej.
- Co? Justin, nie.
- Jeżeli mnie lubisz ,wejdź. - powiedziałem do niej. Czekałem na jej reakcję. Niestety ona dalej siedziała na tym samym miejscu patrząc w niebo. Już wiem ,że mnie nie lubi. Wiem ,że nie mam u niej szans. Wiem ,że zawaliłem. Za szybko się pośpieszyłem. Teraz...jestem rozdrażniony.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz