piątek, 21 czerwca 2013

4.

*Oczami Justina*
Zostały 3 dni do spotkania się z tymi idiotami. Nie mogę się doczekać jak będziemy wrzucać się do wody, śmiać się i bawić do białego rana. Tylko ja, Chaz i Christian. Najlepsi przyjaciele , na zawsze.
- Scooter ! - krzyknąłem do mojego menadżera.
- Tak Justin? - zapytał gdy już się zobaczyliśmy .
- Musisz mi załatwić jakąś walizkę. Przecież już za chwile jadę. - powiedziałem.
- Jasne, oczywiście. Tylko nie teraz. Musisz się skupić. Dzisiaj jest twój ostatni koncert. Nie możesz myśleć tylko o jakiś pierdołach. - dopowiedział stanowczo. Troszeczkę się wkurzyłem.
- Spotkanie z najlepszymi przyjaciółmi po latach nie jest żadną pierdołą. - odpowiedziałem mu i zamknąłem się w swoim pokoju w tourbusie. Nienawidzę się z nim kłócić. Ale tym razem mnie wkurzył. Nie widziałem gości przez ponad 3 lata ,a on mi będzie mówił ,że to jakaś błahostka. Nigdy w życiu. Położyłem się na łóżku i zacząłem wspominać.

- Proszę Cię ,Justin. Obiecaj ,że nigdy o nas nie zapomnisz. Że co wieczór będziesz o nas myślał,że kiedy się spotkamy będziesz się zachowywał normalnie, a nie jak rozwydrzony gwiazdor. Obiecaj ,że zawsze z nami będziesz. - powiedział mały Christian z aparatem na zębach. Kocham tego malucha. 
- Co ty mówisz? Nigdy o was nie zapomnę. Zawsze z wami będę i będę o was pamiętać choćby nie wiem co. Kocham was bardzo mocno i jesteście moimi najlepszymi braćmi jakich mógłbym sobie wyobrazić. - spojrzałem na chłopaków i widziałem ich łzy w oczach. Wtuliłem się w nich. Kocham ich tak jak muzykę. Oni wiedzą ,że to jest moja szansa. I rozumieją mnie. I z tego powodu kocham ich jeszcze bardziej. 
- Idziemy pojeździć? Została nam godzina razem. - szepnął Chaz i pobiegliśmy na skate park. Zaczęliśmy się wygłupiać i jeździć jak zawsze. Nie obchodziło nas ,że minuty lecą ,że zaraz wyjadę. Żyliśmy chwilą. 

Otworzyłem oczy i poczułem jak mam mokre policzki. Otarłem je szybko i uśmiechnąłem się do siebie. 
- Kocham was chłopaki. - szepnąłem do zdjęcia na którym jesteśmy my,cała trójka. Dobrze ,że ich nie straciłem. 

*3 dni później*
*Oczami Sophie*

Wyciągnęłam swoją walizkę i zaczęłam wkładać do niej potrzebne mi rzeczy na wakacje. Nie mogę się doczekać. Pierwszy raz spędzę je bez narzekania rodziców. Bez ich krzyczenia abym założyła coś na głowę. Bez jedzenia obślizgłych ryb. Bez ich zakazywania ,że nie mogę skakać do jeziora. Teraz pozostałam ja i moi przyjaciele. Mam nadzieję ,że nikt ani nic nam tego nie zepsuje. Założę się ,że Christian to wszystko nagra. Potem będziemy wspominać. 
Po spakowaniu wszystkich ubrań wyciągniętych z szafy oraz wpakowaniu bielizny ruszyłam do łazienki i wyciągnęłam największą kosmetyczkę jaką miałam. Zapakowałam kilka szamponów, kosmetyki, szczoteczkę, całą pastę i różne inne potrzebne mi rzeczy. Włożyłam kosmetyczkę do walizki i ruszyłam do kuchni. Tam miałam spakowane worki słodyczy które będziemy wcinać oraz kilka dużych butelek wody. Po spakowaniu wszystkich rzeczy zamknęłam walizkę. Ledwo, ale zamknęłam. 
- Okej, teraz czas na torebkę. - szepnęłam do siebie i wyciągnęłam z końca szafy najładniejszą i największą torebkę jaką miałam. Wpakowałam tam swój telefon, słuchawki, książkę,małą butelkę wody, okulary i inne drobiazgi. Po dwóch godzinach męczarni z walizką i torebką na reszcie mogłam odetchnąć. 
- Skończone. - powiedziałam głośno i rzuciłam się na łóżko. Dzisiejszy dzień jest bardzo ciepły. I to mi się podoba. Spojrzałam na zegarek i dochodziła godzina 12. Zaraz jedziemy. 

*Oczami Christiana*
Właśnie pakowałem ostatnie rzeczy do plecaka oraz zamykałem swoją walizkę gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Był to oczywiście Chaz. W ręku trzymał swoją dużą czarną walizkę oraz na plecach miał plecak.
- I jak, spakowany? - zapytał radośnie. Wpuściłem go do środka. Odłożył rzeczy i pobiegł za mną do mojego pokoju. Pomógł mi zamknąć walizkę. Usiadł na krześle kiedy ja kończyłem wkładać różne rzeczy do plecaka. 
- Mam nadzieję ,że bierzesz kamerę i aparat? - zapytał patrząc się na ładujący się sprzęt.
- Bez tego nigdzie się nie ruszam. Musimy to uczcić. - zaśmiałem się, schowałem aparat i kamerę do dużego plecaka i zapiąłem go. 
- Idziemy? 
- Idziemy. - odpowiedział z uśmiechem i pomógł mi znieść walizkę. Po skończonym znoszeniu pożegnałem się z rodzicami i zamknąłem za nami drzwi. Włożyliśmy walizki do auta Chaza i usiedliśmy w jego aucie. Na dworze skwar ale najlepsze jest to ,że Chaz w swoim aucie ma otwierany dach. 
- Jedziemy po Honey. - uśmiechnąłem się do niego i założyłem okulary. Po 5 minutach byliśmy pod białym domem Sophie. Wyszliśmy z niego i ruszyliśmy do drzwi. Zapukaliśmy i otworzyły się drzwi. W progu ujrzeliśmy rozpromienioną dziewczynę ze spiętymi włosami , krótką ,luźną białą bluzką i krótkimi jeansowymi  spodenkami oraz krótkimi converasmi. 
- Cześć - powiedziała i rzuciła się na nas. 
- Spakowana? Gotowa?  - zapytałem i uśmiechnąłem się do niej.
- Zwarta i gotowa. - zasalutowała i odwróciła się aby pójść po rzeczy. Pomogliśmy jej wynieść je z domu, pożegnała się z rodzicami ,a my w tym czasie pakowaliśmy jej walizkę do auta. Gdy wyszła otworzyłem jej drzwi do auta. Zamknąłem je gdy wsiadła i wsiadłem na miejsce pasażera. 
- Jedziemy? - zapytał Chaz i odpalił auto.
- Jedziemy! - odkrzyknęliśmy i ruszyliśmy. 
- Wakacje życia !- krzyknęła Sophie. I miała rację. To będą nasze wakacje. Całej 4. Ja, Chaz, Sophie i Justin. 

***
:)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz