*Oczami Sophie*
Poczułam zimne ręce na mojej skórze , wzdrygnęłam i otworzyłam oczy. Ściągnęłam słuchawki ,a przede mną ujrzałam Christiana.
- Kolacja. - szepnął mi do ucha i pomógł mi wyjść z namiotu. Poprawiłam włosy i nagle poczułam na sobie wzrok Justina, ale zignorowałam to. Ruszyliśmy do stołówki.
- Mam nadzieję, że nie będzie akcji z Justinem. - szepnęłam do Christiana.
- Jakiej niby? - zapytał zdziwiony.
- Halo. To sławny gwiazdor. - dokończyłam.
- Aaaa. Spokojnie, damy rade. - uśmiechnął się do mnie i objął mnie. Często tak robimy. To jest słodkie. Uwielbiam tego idiotę. Nagle weszliśmy na stołówkę. Około 80 oczów na nas. Masakra jakaś. Kilka dziewczyn pisnęło. To tyle. Alleluja.
- Chodźcie tam. - powiedział Chaz wskazując na stolik w kącie i ruszyliśmy za nim. Usiedliśmy. Podano nam kolację. A mianowicie jakieś kanapki, herbatę, sok i jajecznicę. Postanowiłam zjeść dwie kanapki i herbatę.
- No i jak tam? Justin, opowiadaj. - wtrącił się Chaz. Justin spojrzał na mnie lecz nie widział mojej reakcji ,ponieważ miałam głowę spuszczoną w dół.
- A zajebiście. Matko. Gdybyście stanęli na scenie, śpiewali , a z wami śpiewało by kilka tysięcy ludzi ,jeszcze do tego twoich piosenek to byście byli naprawdę szczęśliwi tak jak ja. Moje Beliebers są niesamowite. - powiedział Justin z uśmiechem. Zapomniałam ,że Justin ma swój fandom. I wtedy coś zrozumiałam. Zwykłe fanki lecą na jego klatę i na pieniądze, ale za to Jego Beliebers kochają go za to jaki jest. Za jego muzykę. Uśmiechnęłam się do Justina i nic nie mówiłam.Po zjedzonej kolacji postanowiliśmy posiedzieć jeszcze trochę ale w końcu wyszliśmy ze stołówki. Było już trochę ciemno. Chłopcy wymyślili ,że pójdziemy nad jezioro. Ale nie w naszym obrębie tylko tam gdzie są wszyscy. Gdy tam doszliśmy kilka osób kąpało się w jeziorze, kilka do niego skakało ,a kilka leżało na pomoście.
- Idziesz do wody? - zapytał się nagle Chaz.
- Nigdy w życiu. - odpowiedziałam szybko.
- Tak myślałem. A więc są też sposoby fizyczne. - Chaz się zaśmiał. Wiedziałam o co mu chodzi. Zaczęłam uciekać. Justin z Christianem już wskoczyli do jeziora, a Chaz mnie gonił. Trochę krzyczałam, ale bardziej wolałam się z niego śmiać jak pędzi za mną. W końcu mnie złapał.
- Idiota! Puść mnie! - zaczęłam krzyczeć. Wszyscy się śmiali, a ja to już w ogóle. Chaz wziął mnie na ręce i pobiegł na pomost. Myślałam ,że to już wszystko. Odetchnęłam z ulgą lecz nagle poczułam jak Chaz razem ze mną skacze do wody. Woda była cholernie zimna. Wypłynęłam na powierzchnię. Wszyscy się śmiali. Myślałam ,że chłopcy dadzą mi spokój. Niestety myliłam się gdy po chwili poczułam jak chlapią mnie wodą.
- Przestańcie !- krzyczałam i robiłam wszystko aby tylko przestali. W końcu powiedziałam w myślach 'A co mi tam' i sama zaczęłam ich chlapać. Najgorsze było to ,że było ich 3 ,a ja jedna. Nie miałam szans z nimi. Zakrywałam się cały czas, zamykałam oczy. W końcu kiedy ledwo oddychałam zanurzyłam się i wynurzyłam. Ustąpili.
- Prawie nie mogłam oddychać. Idioci. - powiedziałam do nich na co się zaśmiali. Miałam już wychodzić kiedy jeden z nich pociągnął mnie za nogi tak ,że musiałam zanurzyć się. Odwróciłam się i ujrzałam Christiana. Wynurzyłam się, on chciał mnie znów zanurzyć lecz zdążyłam wykrzyczeć.
- Jeżeli mnie kochasz i chcesz dla mnie jak najlepiej, nie rób tego. - Ustąpił. Nie zanurzył mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
- Dziękuję. - szepnęłam. Puściłam go i wyszłam z jeziora. Chłopcy również. Byłam cała mokra.
- Ej no, patrzcie jak wyglądam. Jeszcze do tego jest mi zimno. - skrzywiłam się i chciałam jak najszybciej dojść do naszych namiotów. Nagle poczułam jak ktoś zakłada na mnie czarną ,ciepłą bluzę. Był to Chaz. Niestety bluza nie była jego. Ani również nie była Christiana. Była Justina. Ale jedyny plus był taki,że to Chaz mi pomógł założyć tą bluzę. Powiedziałam 'dziękuję' i ruszyliśmy do namiotów. Namioty były ułożone w koło. Pierwszy namiot był Justina, później mój, następny był Christiana, a ostatni należał do Chaza.
- Dobranoc.- krzyknęłam gdy już doszliśmy do naszych namiotów. Pobiegłam szybko do mojego i zamknęłam się w nim. Rzuciłam się na śpiwór. Było mi cholernie dalej zimno, ciągle miałam mokre rzeczy... i cholera. Mam bluzę Justina. Nie. Nie wyjdę już żeby mu oddać,bo jest za późno. No trudno , jutro mu oddam. Przebrałam się w długie dresowe spodnie oraz grubą czarną bluzę zakładaną przez głowę. Zgasiłam lampkę i zasnęłam.
***
:)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz