*Oczami Justina*
Promienie słońca wpadały przez namiot na moją twarz jednocześnie budząc mnie. Ptaszki ćwierkały ,było ciepło i jasno. Po prostu żyć nie umierać. Wyszedłem z swojego namiotu i ruszyłem w głąb lasu się załatwić. Kiedy wracałem Chaz i Christian jeszcze spali ,ponieważ z ich namiotów słychać było chrapanie. Przez lekką szparkę ujrzałem spokojnie śpiącą Sophie. Szczerze powiem, ładnie sobie spała. Chociaż dalej wkurzała mnie samą sobą. Dlaczego? Załóżmy wczoraj. Gdyby nie ona, nikt by nie zwracał na nas uwagi, a tak przez jej krzyki wszyscy na nas patrzyli. Mogliśmy się sami pochlapać, a tak, to chłopcy sami wpadli na pomysł aby pochlapać ją. Ale co jak co. Seksownie wyglądała w mojej bluzie. I jeszcze mi jej nie oddała. Trudno. Wróciłem do swojego namiotu i postanowiłem się przebrać. Wyciągnąłem krótkie podwijane spodenki jeansowe oraz luźną białą bluzkę. Założyłem to oraz skarpetki i białe Supry. Z walizki wyciągnąłem szczoteczkę i pastę do zębów i ruszyłem do budki która znajdowała się w naszym obrębie. Była drewniana. W środku znajdował się prysznic, pralka, kibel oraz lustro i umywalka. Podszedłem do umywalki,umyłem zęby i wyszedłem z budki. Na zewnątrz nie wyglądała zbyt ładnie, lecz w środku położone były kafelki ,a ściany pomalowane były na pomarańczowo. Kibel nie wyglądał tak źle, prysznic też nie. I nie śmierdziało tam. To mi się podobało. Gdy byłem już w swoim namiocie popsikałem się swoimi perfumami. Po chwili leżenia postanowiłem wyjść i obudzić wszystkich. Ileż można spać? Jest 9. Wyszedłem z namiotu i najpierw poszedłem do namiotu Chaza budząc go krzykiem. Wstał. Później podszedłem do namiotu Christiana. Również krzyknąłem lecz to nie pomogło. Zacząłem klepać go. W końcu się wkurwiłem, wyciągnąłem wiadro , nalałem do niego wody i wróciłem do Christiana. Dalej spał jak bóbr. Szepnąłem 'Sory młody' i całą zawartość wiadra wylałem na niego.
- Jezus maria, co się dzieje?!- zaczął panikować, a ja zacząłem się śmiać.
- Szanowny pan nie chciał wstać. To była ostatnia metoda. Jak widać, skuteczna. Wstawaj, musisz obudzić Sophie. - powiedziałem .
- A ty nie możesz tego zrobić? - powiedział zaspany. Nic nie odpowiedziałem tylko przeklnąłem pod nosem i wyszedłem z jego namiotu. Niechętnie podszedłem do jej namiotu. Otworzyłem go i wszedłem. Spała.
- Wstawaj . - szepnąłem i poklepałem ją.
- Jeszcze chwila Christian. - odpowiedziała nie otwierając oczu.
- Ale to nie Christian. Chaz też nie. - powiedziałem i zaśmiałem się. Gwałtownie się obudziła i wstała.
- C- co tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.
- Christianowi nie chciało się budzić Ciebie, zostałem ja. Wstawaj. - odpowiedziałem i nie czekałem na odpowiedź tylko wyszedłem z jej namiotu i zauważyłem wychodzącego Christiana i Chaza.
- Obudziłeś ją? - zapytał Christian kiedy już do mnie podszedł.
- Tak. Kiedy idziemy na śniadanie?Głodny jestem. - powiedziałem z grymasem .
- Nie wiem. Jak ona się ogarnie. - zaśmiał się Chaz i usiedliśmy na naszym pomoście. Każdy patrzył przed siebie. Każdy myślał o czymś innym. Nie wiem o czym oni myśleli. Ja myślałem o tych wakacjach. Jakie będą.I czy wql je przeżyje.
- Tęskniłem za wami . - powiedziałem smutno.
- My za Tobą też. - odpowiedział Christian.
- Tyle was nie widziałem. Każdy się zmienił. - w tym momencie wyciągnąłem z kieszeni portfel i otworzyłem go . Wyciągnąłem z niego nasze wspólne zdjęcie. Nie było małe, było wielkie, prawie jak plakat.
- O Matko. Nosisz nasze wspólne zdjęcie w portfelu? - zapytał z niedowierzaniem Chaz.
- Mam jeszcze przy łóżku w tourbusie nasze zdjęcie. - uśmiechnąłem się do nich. Nic już nie mówiliśmy tylko się przytuliliśmy.
- Kocham was jak bracia. Jesteście cudowni. - szepnąłem do nich. Odsunęliśmy się od siebie.
- Ej, Chris, nie płacz. - zaśmiałem się.
- Ja nie płaczę....coś mi wpadło do oka. - odpowiedział zmieszany Christian i wytarł łzy z policzek. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy stojącą Sophie która miała łzy w oczach.
- To było cudowne. - powiedziała tylko to i nic już nie mówiła. To było miłe co powiedziała. Wyglądała cudownie. Miała na sobie krótką luźną spódniczkę, falowaną w kwiatki z paskiem ,a pod nią miała zwykłą czarną bokserkę. Na nogach miała czarne baletki. Patrzyłem na nią.Nie wiem czemu. Po chwili się ocknąłem i ruszyliśmy na śniadanie. Gdy doszliśmy spokojnie weszliśmy do stołówki. Wszyscy już tam byli. Zajęliśmy swoje miejsca i zaczęliśmy jeść śniadanie.
- Smacznego - powiedziała Sophie.
- Smacznego. - odpowiedzieliśmy chórem i nagle zaczęliśmy się śmiać.
- Co dzisiaj robimy? - wtrącił się Chaz. Nie odzywałem się tylko czekałem aż ktoś coś wymyśli.
- Ja się dzisiaj opalam.Wy róbcie co tam chcecie. - powiedziała się Sophie.
- Aha. Miło. To my co robimy? - zapytał Chaz.
- O! Zróbmy śmieszny filmik. Przynajmniej nie będziemy się nudzić. - wtrącił się Christian.
- Możemy. - odpowiedziałem i na tym zakończyła się rozmowa. Skończyliśmy jeść i wyszliśmy ze stołówki. Była 12. Doszliśmy do naszego obrębu.
- Ja lecę się przebrać. - powiedziała szybko Sophie i czmychła do swojego namiotu.
- Ja polecę po kamerę i aparat. Poczekajcie tu. - wtrącił Chris i pobiegł do siebie. Patrzyłem na Chaza , a on na mnie. Niezręczna cisza między nami zapadła. Nagle wpadłem na pomysł.Zacząłem nucić naszą ulubioną i śmieszną piosenkę. Po chwili do mnie dołączył. Śpiewaliśmy jednocześnie śmiejąc się. To było....fajne.
- Haha. Dobre to było. - zaśmiałem się.
- No! Ty to jeszcze pamiętasz? - zapytał ze zdziwieniem Chaz.
- Jak mógłbym nie pamiętać? Codziennie sobie to śpiewam. - odpowiedziałem dalej się śmiejąc. Nagle doszedł do nas Christian.
- Macie jakieś pomysły? - zapytał nagle.
- Nie. Ale możemy przecież zrobić normalny wakacyjny filmik,troche śmiesznych momentów.Nie musimy przecież robić śmiesznego. - odpowiedziałem.
- Masz rację !- krzyknął Chris. Nagle ze swojego namiotu wyszła Sophie w stroju kąpielowym i ręczniku. Miała śliczny ten strój. Był on kolorach flagi Ameryki. Miała też spięte włosy, czarne japonki i okulary przeciwsłoneczne. Rozłożyła się na pomoście omijając nas. My po chwili zajęliśmy się filmikiem i zdjęciami.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz